Wywrócił oczami i zrobił "ple ple ple" ustami, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Bo też wcale nie był zły, a przedrzeźnianie miało tylko charakter zabawy. Bo to już była rodzina. Te koty, ON kot, Victoria. Byli rodziną już wcześniej, prawda? Nienazwaną, nieocenioną, patologiczną, bo nic tutaj nie było tak, jak trzeba i nie mogło być. Sauriel nie chciał iść na niektóre kompromisy (wcale? jeszcze? może?), a niektóre rzeczy były potrzebne. Świat nie chciał niczego ułatwiać, a w kompromitujący sposób nie raz i nie dwa utrudniał. Mimo to - byli tutaj. Razem. Ciesząc się sobą wzajem. I tymi kocimi dziećmi.
- Nic pani nie powiem, pani auror, bo każde słowo może być użyte przeciwko mnie. - Uśmiechnął się cwaniacko, arogancko, odstawiając ją na ziemię. Puścił, żeby złapać kraniec tej chusty i zacząć nią machać na boki, badać, macać, sprawdzać dotykiem. Mógłby przysiąc, że Victoria jeszcze pachniała tym gorącym słońcem i powietrzem, ale w sumie to był raczej nieprzyjemny zapach zbyt długiej podróży. - Masz moją lwią skórę? Czy tam jakąś inną kocią? - Co on tam mówił? O tygrysach? Panterach? Chyba była mowa o jakichś gaciach w panterkę, ale już dobrze nie pamiętał. Miał nadzieję, że jednak tych gaci z żartów nie przywiozła, bo mentalnie już wywracał oczami. - No kurwa - nie wiem? - Spojrzał w kierunku tej miseczki, chcąc do niej zajrzeć i zobaczyć, jak wiele w niej zostało. No, w sumie niewiele. Ale czy to miało jakieś działanie? W zasadzie nie do końca śledził, co tam z tym wyszło - już wynik go średnio interesował. Jakoś wątpił. Chociaż teoria brzmiała z sensem... więc może..? - U mnie działa. - Uśmiechnął się na nowo z zadowoleniem, obracając na nią wzrok. Co ona też tutaj chciała, co miała zrobić? Oprócz tego, że wypakować się, albo coś innego... - Herbaty? - Postanowił się popisać swoim DŻENTELMEŃSTWEM, podkreślmy to mocne i zdecydowane słowo. Nawet podszedł do kuchenki i w zasadzie to nie stanął obok niej - czajnik sam zaczął pobierać wodę i wszystko samo działało, chociaż Sauriel nieszczególnie kiwnął palcem.
- Psy takie jak ona już tak mają. - Dowcip cięty się dzisiaj kogoś trzymał, co? Fakt, Sauriel miał dobry humor. To była spokojna noc, zresztą Victoria wróciła, była cała i zdrowa, nic jej nie było, nie straciła nogi i najwyraźniej też nie przeżyła głębokiej traumy, po której musiała się teraz kurować tygodniami. Oparł się o blat, przechylił, przesunął sobie miseczkę teleportacją i wsadził do niej paluchy. Zaczął znowu chrupać. Fakt, w zasadzie nie byłoby nawet takie dziwne, gdyby Sauriel stwierdził, że kocia dieta mogłaby być dla niego. Niektóre te smakołyki tak pachniały, że miał ochotę ich spróbować. To, że nie groziło mu potem zatrucie pokarmowe przemawiało tylko na plus tego przypadku.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.