- Skądże znowu, nie posiadam uprawnień. - Nie potrzebne były uprawnienia, kiedy broniło się samego siebie, więc to był bardzo duży skok nad rzeczywistością, ale świadomy - bo i Victoria już widziała wystarczająco w pracy, żeby sobie z tego zdawać sprawę. A skoro o tym już pomyślał... - Swoją drogą - byłaś już na jakiejś rozprawie sądowej? - Wiedział, że aurorzy pracowali w parach, że czasem przybywali na rozprawy sądowe, ale niekoniecznie zawsze. Sprawa była bardzo płynna, dlatego by się nie zdziwiła, gdyby akurat jej duet jeszcze na taką nie dotarł. Niektóre sprawy potrafiły ciągnąć się latami, zanim cokolwiek uległo zmianie, śledztwo przesunięciu i tak dalej. Świetna była to dynamika rozmowy, kiedy od miziania i braku atencji przechodzisz płynnie do prawa i rozpraw. Tym bardziej, kiedy miała w domu kogoś, kto dawno powinien mieć wytyczonych tych rozpraw kilka. Albo nie, wróć. Jedną - taką, która by go skazała w Azbakanie na pięć dożywoci. Dla wampira to całkiem sporo.
- Masz siebie z powrotem, a to jest dla mnie najważniejsze. - Prawie można by powiedzieć, że Sauriel wydoroślał. Że był bardziej dorosły, kiedy teraz na nią spoglądał, kiedy arogancki uśmieszek przemienił się w bardziej enigmatyczny niż cyniczny. I patrzył na nią... jak? Faktycznie szczęśliwy, że wróciła i zadowolony, że ona była zadowolona. Bo gdyby była niezadowolona, to... chyba wiemy, jak to już działa, prawda? Mało to było pomocne, bo zazwyczaj kiedy ktoś czuł się smutno, albo był zdenerwowany, to potrzebował przeciwwagi. Rookwood starał się jakoś to zrozumieć - te zależności - i nieco poprawić swój system funkcjonowania co do tego. Przynajmniej względem Victorii - niekoniecznie inni na takie względy zasługiwali. - Też ci coś przyniosłem. - Przesunął teraz pudełeczko z tymi cukierkami. Miał nadzieję, że będą smaczne, ale w sumie nie to, żeby wielce żałował, jeśli nie będą. Spodziewał się tego, że nie wszystko będzie dobre, kiedy kupował jej wszystkie nowości i nowostki, jakie tylko przyuważył. Niekoniecznie z czarodziejskiego świata.
- Tak naprawdę to płatki są odpowiedzialne za moją przemianę. - Wydał z siebie dźwięk, który miał być westchnięciem, ale kiedy twoje płuca nie do końca pracują to... chyba jasne, prawda? Dźwięk więc był płaski, bo żadnego wdechu ani wydechu nie było. Wielka tajemnica rozwikłana - płatki to coś więcej niż tylko lek na masturbację! - Gość wyszedł z założenia, że czerwone mięso nakłania facetów do ruchania, więc zboże i mleko poradzą sobie z najbardziej jurnymi zwierzakami. - Wyjaśnił ten tok rozumowania (samego doktora), przychrupując płatek. - A mi po prostu smakują. - Niekoniecznie z mlekiem, jak zostało przewidziane. Co zresztą widać. - Tak. Wpierdalam aż mi się wąsy trzęsą. - Prychnął z ironią, spoglądając na nią sceptycznie. Pchnął palcami miskę w jej kierunku po blacie, żeby mogła zobaczyć, że tam są dokładnie te płatki, o których rozmawiają. - Kiedyś spróbuję kocich chrupków. Zanotowane. - Rozbawiło go to, że w ogóle wpadła na to, że mógł coś takiego zrobić. Z drugiej strony - robił różne dziwne rzeczy. Victoria chyba po prostu już się przyzwyczaiła do tego.
- Tak, tak, dla ciebie. - Potwierdził, kiedy zapytała o tę paczuszkę. - Dawno cię nie tuczyłem. Jeszcze mi zmarniejesz, a próbuję cię zbliżyć do idealnego kształtu kuli...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.