Wydał z siebie dźwięk "yhym", który nie był żadnym objawieniem, żadnym "fajnie", albo "niefajnie". Przyjął do świadomości odpowiedź, że nie miała wielkiej styczności z sądem, za to na jej pytanie odpowiedział cwaniackim uśmieszkiem. ładnie koliberek zaczepiał kota, jakby trzepotem skrzydeł chciał zacząć grać na strunach jego wąsów. Mrużysz więc ślepia, wyciągasz łapę, ale nie wyciągasz pazurów. Nie chcesz zranić ptaszka. Nie chcesz pozbawić go jego piórek. Nawet jeśli nie był świadom tego, jak głęboko sięgała w Victorii myśl o próbie chronienia go, to wystarczająco głęboko było w nim zasadzone drzewo przekazujące, że mógł jego trwałości zaufać. Że jej mógł zaufać.
- Kurewsko słodki. Na zabój. Od cukru na pewno też można umrzeć. - Chochliki zatańczyły w jego oczach kawalkadę, choć pewnie o śmierci nie powinien wcale wspominać. Walczyła o swoje życie, wróciła z miejsca, które było przeklęte i teraz jeździła po jakichś Egiptach, żeby znaleźć dla siebie lekarstwo. Tak, pomyślał o tym. Nawet jeśli wypierał problem, to przeszło mu to przez myśl, kiedy już wytarł sobie gębę tym żartem. Wraz z nim zaświtało przeświadczenie, że przecież nie będzie jej traktował jak jajeczka - i to zbuka - który zaraz zacznie się rozlewać po posadzce. Taka myśl była dobra zawsze do momentu, dopóki jajeczko naprawdę nie pękło. Wtedy nagle zaczynał się dramat.
- Ta. Prawdziwie błyskotliwa persona. Chuj z tym, ważne, że wymyślił płatki. Potrzeba matką wynalazków. - Wpakował znowu parę płatków do dzioba i zadyrygował czajnikowi i filiżankom, żeby zaczęły się ładnie ustawiać. Razem z czajniczkiem. Szafka się otworzyła, zapraszając do wyboru herbat - mógł wybrać za nią cokolwiek, nawet zamierzał to zrobić, jeśli sama nie załapała tej [nie]nachalnej sugestii. - Czy coś. - To już ledwo można było zrozumieć, bo wypowiedziane między gryzieniem płatków z pełną gębą - mocno potrafiło to deformować ludzki aparat mowy. To, znaczy nie płatki. Tylko pełna buzia. Czegokolwiek. Wielki uśmiech zagościł na jego ustach, kiedy o tym świńskim żarcie pomyślał. - A co? Kaczki się ruchają jak popadnie? Typ chyba myślał o ludziach, nie o kaczkach. Podobno ptak a ssak to jakaś różnica. - Na przykład... ludzie nie mieli piór. Ani dzioba. Ani skrzydeł. Do tego wniosku potrafił dotrzeć nawet samodzielnie, bez pomocy wspomagaczy w postaci encyklopedii.
- Dobre? - Ostre mogło znaczyć "ZA ostre", albo "ODPOWIEDNIO ostre". A poza tym mogło znaczyć, że jest zarówno dobre, jak i niekoniecznie. - Nie krępuj się wypierdolić. - Jakby co. Żeby nie myślała, że będzie mu smutno, gdyby to zrobiła. W końcu chciał jej tym sprawiać przyjemność, a nie zsyłać na nią męczarnie jedzenia czegoś niedobrego. No i musiała być przeprowadzona inspekcja, żeby wiedzieć, czego więcej nie kupować. - Czekałem na ciebie z kotami. - Z tym, że koty nie wiedziały, kiedy wraca, a on już tak. - Komu nadepnęłaś na odcisk? - Zapytał z rozbawieniem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.