18.11.2024, 13:21 ✶
Argumenty Jonathana nie miały siły przebicia przez fikuśną czapeczkę i łysą czaszkę Woody’ego. Nie obrażać się na kogoś, kto może ci pomóc? No pomógł mu Shafiq, całkiem zresztą niedawno, ale nie zmieniło to nastawienia zacietrzewionego Longbottoma. Nie prosił Shafiqa o ten ratunek, nie czuł się zobowiązany do okazywania mu wdzięczności.
— Zatem niech pomaga moim bliskim. Na mocy waszych wzruszających, pięknych przyjaźni. Jeśli was porzuci tylko dlatego, że coś o nim wygaduję, to znaczy jedynie, że miałem rację.
Przyznać jednak należy, że został nieco zbity z tropu. Jeśli nie chodziło o to, czy nie pozbawi kiedyś Anthony’ego garniturka tych eleganckich śnieżnobiałych ząbków, to o co u licha chodziło temu upierdliwemu Selwynowi?
Bo przecież nie o czyjekolwiek dobre imię, prawda?
A jednak. Kolejne słowa potwierdziły tę niezrozumiałą Tarpaulinowi w motywach teorię. Pochłonięty swoim nokturnowym światem Woody zapominał czasem, że ktoś taki jak Jonathan Selwyn — dyplomata, notabl na wysokim szczeblu administracji — mógłby w rzeczy samej dbać o wizerunek. Swój, Tessy, Shafiqa…
— Będziesz musiał z tym żyć. Ludzie z tym żyją. — Odwrócił się do tarcz i skupił na nich wzrok, lecz bynajmniej nie uwagę. — Utrata imienia to nie koniec świata, zaufaj mi. Boli tylko chwilę. Swoją drogą, dalej na ministerialnych bankietach macie używanie na moim imieniu?
Woody zdecydował się na agresywniejsze podejście do tarcz. Posłał w stronę pierwszej mocne zaklęcie translokacyjne, aby usunąć ją z drogi.
translokacja
Bronić dobrego imienia. Ha, to ci dopiero. Jego dobre imię od dekady gniło gdzieś na ministerialnym śmietniku, a Selwyn martwił się o to, czy Shafiq nie poczuje się dotknięty słowem kutas i spojrzeniem spod byka. Biedny Anthony Shafiq, a co jeśli go to urazi. Zupełnie tak, jakby Clemens Longbottom nie poczuł się urażony, gdy z dnia na dzień ci sami ludzie, którzy chwilę wcześniej ściskali mu ręce i między wierszami chwalili za odwagę robienia tego, co konieczne, zaczęli nagle szeptać między sobą o tym, że jest zdegenerowaną, nieludzką bestią bez sumienia.
Z rosnącą frustracją spróbował posłać kolejną tarczę w powietrze.
Zresztą jak miał, na litość Matki, bronić imienia Jonathana Selwyna czy kogokolwiek z nich? Zakradał się tutaj potajemnie, aby uczestniczyć w aktywności Zakonu; nie pokazywał się obok nich bez zmienionej twarzy; utrzymywał przed całym światem, że nie ma od lat kontaktów ze starym życiem. Był ostatnią osobą, która powinna ratować ich dobre imię.
— Zatem niech pomaga moim bliskim. Na mocy waszych wzruszających, pięknych przyjaźni. Jeśli was porzuci tylko dlatego, że coś o nim wygaduję, to znaczy jedynie, że miałem rację.
Przyznać jednak należy, że został nieco zbity z tropu. Jeśli nie chodziło o to, czy nie pozbawi kiedyś Anthony’ego garniturka tych eleganckich śnieżnobiałych ząbków, to o co u licha chodziło temu upierdliwemu Selwynowi?
Bo przecież nie o czyjekolwiek dobre imię, prawda?
A jednak. Kolejne słowa potwierdziły tę niezrozumiałą Tarpaulinowi w motywach teorię. Pochłonięty swoim nokturnowym światem Woody zapominał czasem, że ktoś taki jak Jonathan Selwyn — dyplomata, notabl na wysokim szczeblu administracji — mógłby w rzeczy samej dbać o wizerunek. Swój, Tessy, Shafiqa…
— Będziesz musiał z tym żyć. Ludzie z tym żyją. — Odwrócił się do tarcz i skupił na nich wzrok, lecz bynajmniej nie uwagę. — Utrata imienia to nie koniec świata, zaufaj mi. Boli tylko chwilę. Swoją drogą, dalej na ministerialnych bankietach macie używanie na moim imieniu?
Woody zdecydował się na agresywniejsze podejście do tarcz. Posłał w stronę pierwszej mocne zaklęcie translokacyjne, aby usunąć ją z drogi.
translokacja
Rzut N 1d100 - 50
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Bronić dobrego imienia. Ha, to ci dopiero. Jego dobre imię od dekady gniło gdzieś na ministerialnym śmietniku, a Selwyn martwił się o to, czy Shafiq nie poczuje się dotknięty słowem kutas i spojrzeniem spod byka. Biedny Anthony Shafiq, a co jeśli go to urazi. Zupełnie tak, jakby Clemens Longbottom nie poczuł się urażony, gdy z dnia na dzień ci sami ludzie, którzy chwilę wcześniej ściskali mu ręce i między wierszami chwalili za odwagę robienia tego, co konieczne, zaczęli nagle szeptać między sobą o tym, że jest zdegenerowaną, nieludzką bestią bez sumienia.
Z rosnącą frustracją spróbował posłać kolejną tarczę w powietrze.
Rzut N 1d100 - 27
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zresztą jak miał, na litość Matki, bronić imienia Jonathana Selwyna czy kogokolwiek z nich? Zakradał się tutaj potajemnie, aby uczestniczyć w aktywności Zakonu; nie pokazywał się obok nich bez zmienionej twarzy; utrzymywał przed całym światem, że nie ma od lat kontaktów ze starym życiem. Był ostatnią osobą, która powinna ratować ich dobre imię.
piw0 to moje paliwo