18.11.2024, 20:46 ✶
W ostatnich tygodniach widywała się z młodym wróżem naprawdę rzadko. Wiedziała, że był zajęty… cóż, pracą. Ona również, chociaż z jej strony równie dobrze mogła zrobić sobie wolne, kiedy tylko chciała. Trelawney nie posiadał przy rękawie aż takiego luksusu. List był tylko pretekstem, żeby wyciągnąć go na spowiedź, postawić przy reflektorze ciotecznej, a może nawet matczynej, troski i wypytać o wszystko to, co działo się ostatnio u niego w życiu.
Martwiła się o niego.
Chociaż to tak naprawdę nie było u Tessy nic nowego, bo kiedy przychodziło jej myśleć o Peregrinusie, to jakoś zaczynała się naturalnie martwić. Serce ściskało ją na samą widok bladej twarzy chłopaka i samych wyobrażeń odnośnie tego, jak musiał sobie radzić w życiu… sam. Bo nie liczyła jego matki jako wielkiego wsparcia, jeśli można było ją zaliczyć do jakiegokolwiek. Dlatego też naturalnie próbowała wtłoczyć dłonią trochę ciepła w jego pozbawione rumieńca policzki.
Tuż po dotarciu pod konkurencyjny przybytek dobrze przyjrzała się ich witrynie i nie była w stanie uwierzyć. Co za szuje! Oni też wystawili dynie. Skandal! Będą mogli spodziewać się, że będzie z tego haja na pół ulicy.
— Poczekaj tutaj na mnie, dobrze, słońce? Jak tylko wrócę to pójdziemy zjeść obiad.
Perspektywa spokojnego posiłku tuż po uporaniu się z załogą uciążliwego antykwariatu napawała ją swego rodzaju spokojem. Może pójdą do jednej z jej ulubionych restauracji? A może uda się jej namówić chłopaka na przeniesienie odwiedzin do Doliny, żeby tam mogła ugotować im coś sama.
Chwyciła zatem klamkę, a gdy dzwonek nad drzwiami wybrzmiał przystępne nuty, ogłaszając nadejście kolejnego klienta, przekroczyła próg. Rozejrzała się po wnętrzu i z uprzejmym uśmiechem na zewnątrz, a wewnętrznym zaciśnięciem zębów i złości, kumulującej się w dole żołądka, zauważyła, że na całe szczęście nikogo poza obsługą nie było w środku. Podeszła zatem do lady i postukała paznokciem w blat, wcześniej przejeżdżając po nim w poszukiwaniu kurzu.
— Dzień dobry — przywitała się z młodą ekspedientką, uśmiechając się bardzo miło. — Mogłabyś zawołać swojego przełożonego, kochanie? Chciałabym zapytać o coś bardzo ważnego. Coś, co dotyczy mojej własnej witryny, sklepowej. Tylko szybko, dobrze? Mam trochę na głowie.
Martwiła się o niego.
Chociaż to tak naprawdę nie było u Tessy nic nowego, bo kiedy przychodziło jej myśleć o Peregrinusie, to jakoś zaczynała się naturalnie martwić. Serce ściskało ją na samą widok bladej twarzy chłopaka i samych wyobrażeń odnośnie tego, jak musiał sobie radzić w życiu… sam. Bo nie liczyła jego matki jako wielkiego wsparcia, jeśli można było ją zaliczyć do jakiegokolwiek. Dlatego też naturalnie próbowała wtłoczyć dłonią trochę ciepła w jego pozbawione rumieńca policzki.
Tuż po dotarciu pod konkurencyjny przybytek dobrze przyjrzała się ich witrynie i nie była w stanie uwierzyć. Co za szuje! Oni też wystawili dynie. Skandal! Będą mogli spodziewać się, że będzie z tego haja na pół ulicy.
— Poczekaj tutaj na mnie, dobrze, słońce? Jak tylko wrócę to pójdziemy zjeść obiad.
Perspektywa spokojnego posiłku tuż po uporaniu się z załogą uciążliwego antykwariatu napawała ją swego rodzaju spokojem. Może pójdą do jednej z jej ulubionych restauracji? A może uda się jej namówić chłopaka na przeniesienie odwiedzin do Doliny, żeby tam mogła ugotować im coś sama.
Chwyciła zatem klamkę, a gdy dzwonek nad drzwiami wybrzmiał przystępne nuty, ogłaszając nadejście kolejnego klienta, przekroczyła próg. Rozejrzała się po wnętrzu i z uprzejmym uśmiechem na zewnątrz, a wewnętrznym zaciśnięciem zębów i złości, kumulującej się w dole żołądka, zauważyła, że na całe szczęście nikogo poza obsługą nie było w środku. Podeszła zatem do lady i postukała paznokciem w blat, wcześniej przejeżdżając po nim w poszukiwaniu kurzu.
— Dzień dobry — przywitała się z młodą ekspedientką, uśmiechając się bardzo miło. — Mogłabyś zawołać swojego przełożonego, kochanie? Chciałabym zapytać o coś bardzo ważnego. Coś, co dotyczy mojej własnej witryny, sklepowej. Tylko szybko, dobrze? Mam trochę na głowie.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you