20.11.2024, 14:48 ✶
Marta owszem była mugolakiem, ale była z nim w jednym domu i była z nim na roku. Nigdy nie powiedziałby, że darzy ją sympatią, podobnie jak nie darzył sympatią większości uczniów per se. Krukoni jednak trzymali się razem, uznając zgodnie swoją supremację intelektualną nad pozostałymi uczniami. Ten grupowy snobizm budował więzi odmienne niż w pozostałych domach i też były to więzi trudne dla innych do zrozumienia. Snobizm opierający się na traktowaniu kolegów krukonów nie tyle podmiotowo, co przedmiotowo, jako kluczowych istot, które stanowiły szansę dla rozwoju nauki i wiedzy, kolejnych metaforycznych neuronów społeczności, przekaźników, które miały wyznaczać dla wszystkich nowe szlaki i naprawiać stare. Śmierć Marty, była więc stratą i Anthony żałował jej bez względu na jej pochodzenie, przez wzgląd na śmierć trybika, który mógł z czasem dokonać ważnego odkrycia w wybranej przez siebie dziedzinie. Nie wiedział wiele o jej osobowości (któż nie był irytujący, niech pierwszy rzuci kamieniem), ale wiedział sporo o jej prywatnych zainteresowaniach, ulubionych przedmiotach (chociażby po to, by konsultować z nią swoje w tych dziedzinach przemyślenia). Wieża była azylem, a poza nią... Cóż, panna Warren w porę nie znalazła sobie grupy, nie dopuściła do siebie konieczności utrzymywania społecznych więzi dla własnego przetrwania.
Cokolwiek się z nią stało, teraz mieli jednak inny problem. Ważniejszy.
Anthony nie miałby nic przeciwko temu, żeby wrócić pod czarne skrzydła ciotek Parkinson i pozwolić się prowadzić specjalistycznie wyselekcjonowanym nauczycielom. Jego guwernerzy byli z najwyższej półki, nie wątpił że i teraz, mimo, że nie był ulubionym synem swoich rodziców, to ci dołożą wszelkich starań, żeby jego wiedza i korespondencyjne oceny były na jak najwyższym poziomie.
I pewnie gdyby nie Morpheus, odmawiający wstawania tak, jakby to on umarł w tej przeklętej łazience, gdyby nie Charlotte'a i Jonathan stojący obok niego, których nagle mógłby nie widzieć przez długie miesiące... Gdyby nie jego przyjaciele, to pewnie palcem by nie kiwnął, bo nienawidził tego zamku, kuchni, ograniczeń do księgozbiorów, indolencji niektórych pedagogów i czasu, który tracił bezpowrotnie, na wykłady z zakresu wiedzy, którą już posiadł i nie widział żadnej przydatności w tym, aby to powtarzać, czując się zbijany do poziomu mugolaków będących w jego klasie.
– Jonathan stój, to nic nie da. Brak zabezpieczeń na wieżach tym bardziej wzniesie wrzawę, że to nie jest bezpieczne miejsce dla uczniów. – Dwa kroki i chwyt ręki, by powstrzymać Selwyna przed działaniem. W tym samym czasie myślał intensywnie, skoro jego towarzysz preferował działanie nad tę aktywność. – Sądzę... że optymalnie byłoby przekonać rodziców, tych najbardziej prominentnych, wpływowych rodziców, że śmierć Marthy była wypadkiem, poślizgnięciem się na kałuży i rozbiciem sobie głowy, a rzecz jest niepotrzebnie rozdmuchiwana przez żądną plotek szkolną społeczność. Musimy stworzyć oddolnie odgórny nacisk na władzę i przekonać ich, że w szkole nic nie zagraża pozostałym uczniom. – zmrużył oczy – Jak nasze dojścia do Slytherinu? Może da się ichniejszego prefekta wprowadzić w plan. Przez wakacje będzie można ugrać bardzo wiele wspólnie wytworzoną w świadomości uczniów opowieścią, abyśmy we wrześniu mogli znów się tu spotkać.
Cokolwiek się z nią stało, teraz mieli jednak inny problem. Ważniejszy.
Anthony nie miałby nic przeciwko temu, żeby wrócić pod czarne skrzydła ciotek Parkinson i pozwolić się prowadzić specjalistycznie wyselekcjonowanym nauczycielom. Jego guwernerzy byli z najwyższej półki, nie wątpił że i teraz, mimo, że nie był ulubionym synem swoich rodziców, to ci dołożą wszelkich starań, żeby jego wiedza i korespondencyjne oceny były na jak najwyższym poziomie.
I pewnie gdyby nie Morpheus, odmawiający wstawania tak, jakby to on umarł w tej przeklętej łazience, gdyby nie Charlotte'a i Jonathan stojący obok niego, których nagle mógłby nie widzieć przez długie miesiące... Gdyby nie jego przyjaciele, to pewnie palcem by nie kiwnął, bo nienawidził tego zamku, kuchni, ograniczeń do księgozbiorów, indolencji niektórych pedagogów i czasu, który tracił bezpowrotnie, na wykłady z zakresu wiedzy, którą już posiadł i nie widział żadnej przydatności w tym, aby to powtarzać, czując się zbijany do poziomu mugolaków będących w jego klasie.
– Jonathan stój, to nic nie da. Brak zabezpieczeń na wieżach tym bardziej wzniesie wrzawę, że to nie jest bezpieczne miejsce dla uczniów. – Dwa kroki i chwyt ręki, by powstrzymać Selwyna przed działaniem. W tym samym czasie myślał intensywnie, skoro jego towarzysz preferował działanie nad tę aktywność. – Sądzę... że optymalnie byłoby przekonać rodziców, tych najbardziej prominentnych, wpływowych rodziców, że śmierć Marthy była wypadkiem, poślizgnięciem się na kałuży i rozbiciem sobie głowy, a rzecz jest niepotrzebnie rozdmuchiwana przez żądną plotek szkolną społeczność. Musimy stworzyć oddolnie odgórny nacisk na władzę i przekonać ich, że w szkole nic nie zagraża pozostałym uczniom. – zmrużył oczy – Jak nasze dojścia do Slytherinu? Może da się ichniejszego prefekta wprowadzić w plan. Przez wakacje będzie można ugrać bardzo wiele wspólnie wytworzoną w świadomości uczniów opowieścią, abyśmy we wrześniu mogli znów się tu spotkać.