20.11.2024, 16:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 17:52 przez Woody Tarpaulin.)
Pierwszy rzut okazał się takim z nie najgorszych, więc nic nie wskazywało na to, aby maść na stawy miała okazać się niezbędna. Stary radził sobie naprawdę niczego sobie, szczególnie biorąc pod uwagę, że chlapnęli przed tą zabawą na spółę całe wino jagodowe.
— Czego ty byś niby ode mnie chciała po wygranej, panienko? — Rozłożył pytajaco ramiona w oczekiwaniu na odpowiedź. Stawka to zawsze jakaś dodatkowa motywacja, lecz Tarp nie miał pojęcia, co takiego mógłby na siebie postawić. Czyż nie wystarczy jej upokorzenie go porażką? — Dodatkowego płatnego urlopu? Widziałem też na kiermaszu bardzo młodzieżowe świece, takie z jajem. Zamówić ci, co?
Po chwili okazało się, że choć Woody rzucił nieźle, Asena rzuciła nawet lepiej. Nie zabiło to jednak jego dobrego humoru, mimo że w odpowiedzi na jej sukces z gwałtownym świstem wypuścił powietrze nosem. Skoro on nie wygrał, to nie jest jeszcze koniec.
— Do trzech — zakomenderował, podnosząc kolejną lotkę.
Do trzech było zgodnie z prawidłami sztuki darta, o którą co prawda nigdy wcześniej nie dbał, ale w obliczu porażki okazała się wybitnie ważna.
Rzucił więc kolejny raz.
Lepiej niż poprzednio, choć wciąż słabiej niż Asena. Nie szkodzi, nie chodzi o to, kto rzuci najbliżej środka tarczy, lecz kto zbierze w sumie najwięcej punktów. To kolejna bardzo ważna reguła, choć gdyby tabela wyników przedstawiała się inaczej, Tarpaulin gotów byłby się zaklinać, że zwycięża tylko jeden wynik: najwyższy.
Sięgając po trzecią rzutkę, miał już tylko w głowie nadzieję, że czarownica spierdoli koncertowo resztę swoich szans. Zwycięstwo było wciąż w zasięgu. W swój ostatni włożył tym samym najwięcej serca. Napiął się, przymierzył raz i drugi, skupił, poczekał na odpowiedni moment i…
No cóż, im bardziej człowiekowi zależy, im bardziej się stara, tym większe gówno z tego wszystkiego ma.
Grot utknął płytko w ścianie, oczywiście poza tablicą, żeby Woody’emu dopiec na dobry koniec. Jeszcze nim zdążył otworzyć usta i jakoś to skomentować, lotka upadła na podłogę, a za nią kilka okruchów tynku. Mężczyzna westchnął ciężko, przełykając gorzką świadomość, że prawdopodobnie przegrał.
— Podłożyłem ci się — doprecyzował jeszcze, choć nie brzmiało to przekonująco. Ani on, ani ona w to nie wierzyli, ale zastrzegł dla formalności.
Pokonany samiec oddalił się więc, dając młodej samicy przestrzeń do popisywania się. Zanurkował w tym czasie pod ladę barową i wydobył podłużne pudełeczko. Odczekał cierpliwie, aż Greyback odda swoje rzuty, po czym zaprezentował jej zawartość.
— Patrz tylko, rytualna, musimy przetestować. Modliłaś się kiedyś do czegoś takiego? — W kartoniku spoczywał słynny woskowy kutas. Woody Tarp był już na tyle podpity, że niepomiernie bawił go ten motyw; pozostawało mieć nadzieję, że Asena też już była rozweselona i nie umrze z zażenowania.
Bo mogło być gorzej. Czarodziej był o włos od wypowiedzenia jakiegoś żartu o odprawianiu rytuałów na kolanach, lecz nie był aż takim knurem. A przynajmniej w kierunku młodych kobiet. Takie żarty tylko między kolegami, koniecznie zaznaczając, że nie mają homoseksualnych konotacji.
— Czego ty byś niby ode mnie chciała po wygranej, panienko? — Rozłożył pytajaco ramiona w oczekiwaniu na odpowiedź. Stawka to zawsze jakaś dodatkowa motywacja, lecz Tarp nie miał pojęcia, co takiego mógłby na siebie postawić. Czyż nie wystarczy jej upokorzenie go porażką? — Dodatkowego płatnego urlopu? Widziałem też na kiermaszu bardzo młodzieżowe świece, takie z jajem. Zamówić ci, co?
Po chwili okazało się, że choć Woody rzucił nieźle, Asena rzuciła nawet lepiej. Nie zabiło to jednak jego dobrego humoru, mimo że w odpowiedzi na jej sukces z gwałtownym świstem wypuścił powietrze nosem. Skoro on nie wygrał, to nie jest jeszcze koniec.
— Do trzech — zakomenderował, podnosząc kolejną lotkę.
Do trzech było zgodnie z prawidłami sztuki darta, o którą co prawda nigdy wcześniej nie dbał, ale w obliczu porażki okazała się wybitnie ważna.
Rzucił więc kolejny raz.
Rzut Z 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!
Lepiej niż poprzednio, choć wciąż słabiej niż Asena. Nie szkodzi, nie chodzi o to, kto rzuci najbliżej środka tarczy, lecz kto zbierze w sumie najwięcej punktów. To kolejna bardzo ważna reguła, choć gdyby tabela wyników przedstawiała się inaczej, Tarpaulin gotów byłby się zaklinać, że zwycięża tylko jeden wynik: najwyższy.
Sięgając po trzecią rzutkę, miał już tylko w głowie nadzieję, że czarownica spierdoli koncertowo resztę swoich szans. Zwycięstwo było wciąż w zasięgu. W swój ostatni włożył tym samym najwięcej serca. Napiął się, przymierzył raz i drugi, skupił, poczekał na odpowiedni moment i…
Rzut Z 1d100 - 19
Akcja nieudana
Akcja nieudana
No cóż, im bardziej człowiekowi zależy, im bardziej się stara, tym większe gówno z tego wszystkiego ma.
Grot utknął płytko w ścianie, oczywiście poza tablicą, żeby Woody’emu dopiec na dobry koniec. Jeszcze nim zdążył otworzyć usta i jakoś to skomentować, lotka upadła na podłogę, a za nią kilka okruchów tynku. Mężczyzna westchnął ciężko, przełykając gorzką świadomość, że prawdopodobnie przegrał.
— Podłożyłem ci się — doprecyzował jeszcze, choć nie brzmiało to przekonująco. Ani on, ani ona w to nie wierzyli, ale zastrzegł dla formalności.
Pokonany samiec oddalił się więc, dając młodej samicy przestrzeń do popisywania się. Zanurkował w tym czasie pod ladę barową i wydobył podłużne pudełeczko. Odczekał cierpliwie, aż Greyback odda swoje rzuty, po czym zaprezentował jej zawartość.
— Patrz tylko, rytualna, musimy przetestować. Modliłaś się kiedyś do czegoś takiego? — W kartoniku spoczywał słynny woskowy kutas. Woody Tarp był już na tyle podpity, że niepomiernie bawił go ten motyw; pozostawało mieć nadzieję, że Asena też już była rozweselona i nie umrze z zażenowania.
Bo mogło być gorzej. Czarodziej był o włos od wypowiedzenia jakiegoś żartu o odprawianiu rytuałów na kolanach, lecz nie był aż takim knurem. A przynajmniej w kierunku młodych kobiet. Takie żarty tylko między kolegami, koniecznie zaznaczając, że nie mają homoseksualnych konotacji.
piw0 to moje paliwo