Ten wilczy uśmiech urósł, pokazał swoje kły - ale to nie były wielkie, psie zębiska. Nie były też małymi kiełkami kota. Słowo na k... Robiła to specjalnie, oczywiście, że tak! Pruderyjność była wpisana w Victorię, ale w zupełnie innym stopniu niż u większości... dam. Jeśli się wiedziało, gdzie pracowała, jeśli tylko było się na tyle sprytnym, żeby dodać dwa do dwóch... Nie każdy wiedział, że z większością mężczyzn nie dało się pracować, jeśli nie rzucisz paroma kurwami. Aurorzy to zupełnie inny poziom - tam byli ludzie wykształceni. Nie było potrzebne klęcie, kurwienie na prawo i lewo. A wśród brygadzistów? Tam już niekoniecznie trafiali sami wielce mentalnie uzdolnieni. Wiedział - bo przecież sam miał z nimi czasem do czynienia. Ci, co przychodzili wlepić ci mandacik za złe zaparkowanie wozu na Pokątnej to nie byli ludzie, których latarnia inteligencji świeciła nadmiernie jasno.
- Wszystko sprowadza się do kutasów. Bo chyba pani w bibliotece nie uwierzy mi, że ja po "kaczki". - Z którymi też chodziło o penisy, ale... no cóż, męskość zadziwiająco często sprowadzała się do tego, co mieli między nogami. Z perspektywy Sauriela było to wybitnie zabawne. Wielcy ruchacze, czego i kogo to oni nie zaliczyli, po prostu bestie! A potem pojawiała się taka Victoria, do której wieszali jęzory, ale była w ich oczach zbyt wysoko, żeby się odważyli podejść. Machnął zaraz ręką. - I dobrze, nie ma co pamiętać. Cud, żeśmy dojechali. Ale to było pojebane... - Zupełnie nie załapał, że zabrzmiało to ostro, że coś było tutaj nie tak, że dla Victorii ton rozmowy mógł się zmienić. Dla niego się nie zmienił wcale. Może o tyle, że irytowała go sama osoba Izabeli, a to nijak nie wpasowywało się w miłe pogadanki o kaczych penisach. Co w sumie doprowadziło go do myśli... - Jak następnym razem pomyślisz o swojej matce to przypomnij sobie, że gadaliśmy o niej podczas ustalania, gdzie można znaleźć kacze penisy. - Jeśli to nie poprawi jej humoru, kiedy zetknie się kolejny raz ze swoją rodzicielką to już nie wiedział, co mogłoby to zrobić.
- To mógłbym ściągnąć koszulę. - Odparł z rozbawieniem, spoglądając na to, jaką miała reakcję. Tak, nie padała z zażenowania, ale właśnie tutaj kończył się jej gust dobrego smaku. Naprawdę bardzo ładnie starał się przy niej wysławiać, zresztą przy większości kobiet starał się być grzeczniejszy. Jak większość facetów. Była to chociażby naleciałość z rodzinnego domu i wychowania, ale akurat nie było to nic złego. Tylko że lata biegły, on coraz mniej chadzał tam, gdzie "kultura" witała i coraz więcej obracał się wśród ludzi, gdzie "kurwa" było spacją w zdaniach. Z kim się zadajesz, takim się stajesz. To powiedzenie było akurat bardzo trafne. Nawet jeśli czasem ograniczało się tylko do nawyków mówieniowych.
- To trochę szkoda, ale ja nie o tym. - To by było dzielenie się w jej opinii? To byłby zwrot, a nie żadne dzielenie się. - Ale to nas zbliża - jesteś teraz złodziejką, która zrobiła coś baardzo złego. - Rozszerzył kąciki ust. Tak na to patrzyła? Fakt, że sobie tam tuptał Czarny Pan i robił jakieś wygibasy i byli tam, według Chestera Rookwooda, jego "najlepsi"... jedyne, co mógłby skomentować to to, że JEGO tam nie było. Ale kręcenie na to nosem przy Victorii chyba nie było dobrym pomysłem. Zresztą to teraz nieistotne przy tym temacie. - Mówiłem o podzieleniu się, nie zwracaniu rzeczy skradzionej. - Na ile w sumie Victoria znała się na nekromancji? Tego nie wiedział. Samemu bardzo daleko było mu do specjalisty. Zresztą nigdy nie był przesadnym fanem tej sztuki. Była nudna. Tak po prostu. - Żartujesz? Da się nie wiedzieć, co to kamień filozoficzny? - Spojrzał na nią z powątpieniem. Mógł być leserem z herbologii, ale o takich rzeczach chyba wiedziało każde dziecko, które przetrwało chociaż dzień w Hogwarcie. - To tak jakby nie wiedzieć, kim jest Salazar Slytherin, albo o mieczu Gryffindora. - No... nie da się. - Ale gdzie byłaś tyci od śmierci? Po wyjściu z tego szacher-macher pierdolnika? - Gdzie mój szefu poszedł? Ciekawe, jakie miał zdanie na temat Victorii... ale AŻ TAK nie był ciekaw, żeby pytać Lorda o to, co się tam wydarzyło. Przynajmniej... jeszcze nie był ciekaw. Oczywiście - co się wydarzyło z JEGO perspektywy.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.