21.11.2024, 00:52 ✶
Tessie można było zarzucić naprawdę wiele rzeczy, ale jedno było pewne — miała nosa do tandety. Jeszcze za czasów kariery w Ministerstwie, kiedy ostatecznie przykuli ją niewidzialnymi pasami do krzesła i papierkowej roboty, sprawdzała kolegom i koleżankom z sąsiedniego biurka czy prezent, który kupili drugiej połówce na urodziny lub święta był faktycznie autentyczny. Obracała stuletnie bransoletki w rękach, machała kilkakrotnie różdżką nad opalizującym kamieniem z dziurką w środku, który miał zawsze pokazywać północ i ostatecznie, a także zazwyczaj, upewniała się, że magiczne puzderka, kupione z myślą, aby te szeptały miłe słowa po otworzeniu, nie odgryzą palców lubej, jeśli zaklęcie na nim zatrze się zbyt szybko.
Zmierzyła zatem wnętrze i asortyment oceniającym spojrzeniem, a potem powróciła do młodej dziewczyny za ladą. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, ale tak, jak wcześniej chęć na zrobienie sceny pojawiała się równie prędko, co znikała, tak zadziorny ton gówniary szybko skłaniał ją do pierwszego stanowiska. Znalazła się kolejna uprzywilejowana smarkula, która ciągnęła galeony ze skarbca swoich rodziców, jak zachłanne dziecko, wciskające do mordy za dużo ciastek na raz.
— Ach, oczywiście, mogłam się spodziewać — zareagowała na wieść o tym, że właścicielkę przybytku ma zaraz przed sobą. Obejdzie się bez bezsensownego wyczekiwania aż faktyczny kierownik doczołga się pod ladę.
Kobieta przesunęła dwoma palcami po policzku, aby ostatecznie usadowić je tuż przy linii szczęki.
— Nie, nie, słonko, zapewniam, że nie o to chodzi. — Przesunęła się w stronę jednego z regałów, skąd ostrożnie ściągnęła przeceniony artykuł. Mała szklana kula, zwana potocznie Przypominajką, wypełniła się rzadką, fioletową mgłą, a potem zmieniła kolor na czerwony i ostatecznie zielony. Potem jednak czerwony. Odłożyła przedmiot na bok i tknęła palcem kawałek szkła, w którym przez chwilę mignęła jej czyjaś twarz. Potem spojrzała na kruszący się tom, który podpisany został jako pamiętnik samego Nicolasa Flamela. Tessa przewróciła oczami. — Chciałabym bardzo ubrać to wszystko w jakieś piękne słówka, ale nie wydaje mi się, że tędy droga. Możesz mi zatem powiedzieć, co się stało z moją witryną? Widziałam jednego z twoich pracowników, jak kręcą mi się pod oknem, a potem, cóż, jak powiedziałby to mój były mąż, syf, kiła i mogiła. Chociaż, hm, nie, on ująłby to trochę barwniej. Nie mniej, chodzi o to, że bardzo prosiłabym o zaprzestanie takich szczeniackich zagrywek. Powinnaś wiedzieć, że w tej branży chodzi głównie o doświadczenie i renomę, a nie wystawianie na sprzedaż gówno-produktów, które zgarnęło się z garażowej wyprzedaży starego, umierającego czarodzieja w Dolinie Godryka. Bo zapewniam, że nie utrzymasz się długo na powierzchni.
Tessa uśmiechała się przez cały czas swojego małego monologu, bo jakoś… Jakoś nie mogła powstrzymać się przed utarciem jej nosa. Może tak to już po prostu wyglądało na starość — kiedy ktoś wchodził do twojej branży z butami mogło to lekko zaboleć, ale faktu plucia jadem na jej własną wycieraczkę nie mogła odpuścić.
Zmierzyła zatem wnętrze i asortyment oceniającym spojrzeniem, a potem powróciła do młodej dziewczyny za ladą. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, ale tak, jak wcześniej chęć na zrobienie sceny pojawiała się równie prędko, co znikała, tak zadziorny ton gówniary szybko skłaniał ją do pierwszego stanowiska. Znalazła się kolejna uprzywilejowana smarkula, która ciągnęła galeony ze skarbca swoich rodziców, jak zachłanne dziecko, wciskające do mordy za dużo ciastek na raz.
— Ach, oczywiście, mogłam się spodziewać — zareagowała na wieść o tym, że właścicielkę przybytku ma zaraz przed sobą. Obejdzie się bez bezsensownego wyczekiwania aż faktyczny kierownik doczołga się pod ladę.
Kobieta przesunęła dwoma palcami po policzku, aby ostatecznie usadowić je tuż przy linii szczęki.
— Nie, nie, słonko, zapewniam, że nie o to chodzi. — Przesunęła się w stronę jednego z regałów, skąd ostrożnie ściągnęła przeceniony artykuł. Mała szklana kula, zwana potocznie Przypominajką, wypełniła się rzadką, fioletową mgłą, a potem zmieniła kolor na czerwony i ostatecznie zielony. Potem jednak czerwony. Odłożyła przedmiot na bok i tknęła palcem kawałek szkła, w którym przez chwilę mignęła jej czyjaś twarz. Potem spojrzała na kruszący się tom, który podpisany został jako pamiętnik samego Nicolasa Flamela. Tessa przewróciła oczami. — Chciałabym bardzo ubrać to wszystko w jakieś piękne słówka, ale nie wydaje mi się, że tędy droga. Możesz mi zatem powiedzieć, co się stało z moją witryną? Widziałam jednego z twoich pracowników, jak kręcą mi się pod oknem, a potem, cóż, jak powiedziałby to mój były mąż, syf, kiła i mogiła. Chociaż, hm, nie, on ująłby to trochę barwniej. Nie mniej, chodzi o to, że bardzo prosiłabym o zaprzestanie takich szczeniackich zagrywek. Powinnaś wiedzieć, że w tej branży chodzi głównie o doświadczenie i renomę, a nie wystawianie na sprzedaż gówno-produktów, które zgarnęło się z garażowej wyprzedaży starego, umierającego czarodzieja w Dolinie Godryka. Bo zapewniam, że nie utrzymasz się długo na powierzchni.
Tessa uśmiechała się przez cały czas swojego małego monologu, bo jakoś… Jakoś nie mogła powstrzymać się przed utarciem jej nosa. Może tak to już po prostu wyglądało na starość — kiedy ktoś wchodził do twojej branży z butami mogło to lekko zaboleć, ale faktu plucia jadem na jej własną wycieraczkę nie mogła odpuścić.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you