Czasem, ale tylko czasem, najciemniej było pod latarnią. Tam, gdzie wydawało ci się, że widzisz wszędzie wyraźnie kryły się największe cienie. Wiesz, czemu tak jest? Człowiek został stworzony do tego, żeby się przystosowywać. I tak do ciemności dostosowywały się oczy. Wystarczyło jednak nawet nikłe źródło świata, żebyśmy znów stali się ślepi na krążące wokół cienie. Widzisz to, co najbardziej oczywiste i nie dostrzegasz, że ten płaski obrazek ma jakieś dno. W końcu żyliśmy w trójwymiarze. Płasczyzna nie była jedyną rzeczą, jaką mogliśmy objąć umysłem. I takim sposobem kryli się ci, którzy byli najbliżej. Zgodnie z zasadą, że przyjaciół możesz trzymać blisko, ale wrogów - jeszcze bliżej.
Człowiek bał się tego, czego nie widzi i tego, czego nie rozumie. Między innymi dlatego ciepło latarni było bardziej kuszące niż wszechobecny mrok i nawet jeśli wiedziałeś, że świeca cię oślepi - zapalałeś ją. Miał wielkie oczy i wielkie szpony, miał ślepia świecące pod dziecięcym łóżkiem. I palce, które tylko czekały, aż spod kołdry wysunie się rączka bądź nóżka, żeby ją złapać i wciągnąć pod mebel. Mężczyzna, którego trzymał Sauriel, miał teraz równie wielkie oczy co ten strach. Byłeś pewien, że nawet gdybyś mógł oglądać to, co widział Robert, nie chciałbyś. Teraz to była tylko przeszkoda do pokonania, ale zaglądając w czyjeś wspomnienia odkrywasz, że to człowiek. Mulciber potrafił odróżnić jedno od drugiego, przesiać wartości, wyrzucić niepotrzebne śmieci. Rodzina tego mężczyzny była w końcu zbędna, bo chyba ten tutaj nie był takim idiotą, żeby im cokolwiek przekazywać, prawda..? Kiedy zaczynasz rozumieć wroga - przegrałeś. Bo oznacza to, że zaczynałeś mu współczuć. Sauriel nie chciał w sobie budzić tego uczucia, towarzyszyło mu już zbyt długo. Nie chciałeś liczyć rachunków sumienia i zliczać zdrowasiek za własne grzechy. Tego było już za dużo. Podobno ludzie, których otoczyła Śmierć swoimi ramionami mieli inne oczy. Inne spojrzenie. Ponure, czarne, podkrążone oczy Sauriela widziały i zadały już niejedną. A z każdą kolejną miał wrażenie, że poczucie winy zamienia się w... poczucie zabawy.
Bo w końcu - człowiek przystosowany jest do zmiany, czyż nie?
W trakcie całego procesu obserwowałeś tę cichą, bezgłośną walkę, jaką toczyła ta dwójka. Albo raczej egzekucję. Mentalne sponiewieranie, kradzież tożsamości i własnego ja. Tak, to trwało. Przeciągało się. Spoglądałeś tylko na drzwi za plecami Roberta, ale te, po zamknięciu, pozostawały niewzruszone. Nawet wytężone zmysły nie wychwytywały niczego poza nimi. Nie wiedziałeś, ile czasu tkwiliście w tej pozycji, ale nie ośmieliłeś się ruszyć. Złożone zaklęcie musiało zostać zakończone i Robert musiał odzyskać błysk w oku. Powiedzieć cokolwiek... i doczekałeś się. Wyglądało na to, że ich więzień zresztą przyniósł ze sobą kilka informacji, które go zadowoliły. Miło.
Chore było tylko to, że Robert cofnął się o kilka kroków i chyba... zamierzał na to patrzeć. Chyba powinieneś był się tego spodziewać, a mimo to był taki króciutki, leciutki moment zawieszenia i uniesienie brwi, niemalże bezgłośne pytanie "serio?" Ale proszę bardzo. Skoro go to bawiło... albo chciał się przekonać, czy robota zostanie wykonana, czy nie pojawi się jakiś element, no nie wiem. Zdrady, na ten przykład?
Sauriel szarpnął głową mężczyzny na bok i wbił kły w jego szyję. Mężczyzna nie mógł nawet krzyczeć - i tylko łzy leciały z jego oczu. Czarnowłosemu było wszystko jedno, kto go nakarmi - a ten człowiek i tak miał zginąć. Ale nie od jego kłów, o nie! Wtedy przecież zamieniłby się z powrotem w wampira. Czując przyjemną ekstazę gorącej krwi oderwał się od szyi jegomościa, przesuwając językiem po dolnej wardze. Przesunął też kciukiem nad raną mężczyzny na szyi, żeby ją zasklepić i zmyć krew. Ot, cokolwiek zrobią z ciałem, wcale nie chciał stać się podejrzanym wampirem. A potem rozległ się nieprzyjemny dźwięk szczęknięcia kości.
Ciało mężczyzny z nienaturalnie przekręconą głową upadła na ziemię, kiedy Sauriel go puścił.
- Ja tego nie sprzątam. - Uprzedził z góry. To jest - jakby kazali to co by zrobił? No posprzątałby. Jakoś. Ale prawdę mówiąc nigdy się tym nie zajmował i miałby prawdziwą zagwozdkę co zrobić ciałem. Oblizał sobie jeszcze paluszki z krwi, zanim zaklęciem doprowadził się do porządku po jakże smacznym obiadku i przeszedł nad trupem jednym długim krokiem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.