Mugol wpuszczony do świata czarów - jakby to wyglądało? Jakby to działało? Czy naprawdę taki człowieczek odnalazłby się w tym popierdolonym świecie pełnym widm, mar, gdzie ludzie chodzili do Limbo i wynosili stamtąd jakieś Abrakadabra czary? Sauriel nie dostrzegał tego wewnętrznego dialogu Bellatrix, ale chyba zastanowiłby się nad tym głębiej... przez chwilę. Dopóki temat był chwytliwy, a był, gdy w zasadzie całkiem sporo żyć wisiało właśnie na włoskach w rękach jego i Belli. Oto moc. Potęga - niektórzy potrzebują do tego magicznego kijaszka, innym wystarczy ruch dłoni. Myśl...
Sauriel zrobił kilka kroków w tył, z tym enigmatycznym uśmieszkiem na ustach, który mógł oznaczać tylko kłopoty. Te kłopoty jednak nie były przeznaczone dla Belli. Dla niej był dzisiaj Aniołem Stróżem. I gdyby ktoś spojrzał na jego imię zrozumiałby, że to zdanie znaczyło więcej niż zwykłą myśl. Anna miała fantazję - wzięła imię, tylko trochę je przekręciła, które nie znaczył ni mniej, ni więcej, jak anioł śmierci. Ta fantazja była proroctwem. A może tylko żalem już wtedy chorej głowy po wszystkim, czego doświadczyła od rodziny Rookwood.
Usunął się w cień i ruszył ulicą, spoglądając na domostwa, na chaos już wywołany. Co z Brenną? Victorią? Były dziś zajęte? Co z Erikiem Longbottomem? Mieszkało tutaj wielu czarodziei, którzy mogli być niebezpieczni i przeszkadzać, ale najwyraźniej w tej niemagicznej części nikt się akurat tego wieczora nie zapałętał. I całe szczęście. Ostatnie, czego potrzebowali, to pechowego spotkania z jakimś czaro... uderz w stół... jebane nożyce...
Czy może jednak to nie był czarodziej? Sauriel przystanął, splatając się w jedność z cieniami i nocą, przypatrując mężczyźnie w szatach podobnych do czarodziejskich - tylko kto w tych czasach się zorientuje? Rozmawiał z kimś - innym czarodziejem? Mugolem? W środku uliczki z ludźmi nie wyciągną i tak różdżek. Oby to tylko nie byli brygadziści. Tak czy siak - Sauriel uznał to za znak, że muszą się razem z Bellą naprawdę streszczać.
rzut na kondycję fizyczną, żeby złapać jedną z dzioszek i przytargąć ją do Belli
Sukces!
Sukces!
Czekanie mijało się z celem, chociaż chciał poczekać. Stworzyć sobie dogodny moment, okazję, jak kot, który wyczekiwał, aż ptak usiądzie na odpowiednio bliskiej niego gałęzi... Nie tym razem. Wychylił się ze swojej nory i korzystając z chwilowego zamieszania, jak akurat jedna kobieta oddalała się od miejsca bijatyki dwóch mugoli, których próbowano rozdzielić, złapał ją i ściągnął do siebie. Poczet ludzi wykrzykujących o paleniu czarownic był wyśmienity, ale najwyższy czas było doprowadzić sprawę do końca i jak słusznie też Bella uważała - zmyć się stąd. Złapał ją tak, by zakryć jej od razu usta, żeby nie krzyczała. I bardzo chciał wgryźć się w jej szyję, och, jak bardzo..! Lecz nie. Każdy zostawiony po sobie ślad mógł być ryzykowny. Tym bardziej pozbawienie krwi. Nie był na tyle sprytny, żeby wiedzieć, że ciężko byłoby to wykryć w spalonym ciele.
- Bądź cichutko, albo skręcę ci kark. Rozumiesz? - Szepnął jej do ucha*, przytrzymując ją w miejscu. Przestała się szarpać. - Rozumiesz? - Skinęła głową. Poczuł łzy na własnych palcach, kiedy brunetka trzęsła się w jego uścisku.
Poprowadził ją do umówionego z Bellą miejsca. Poczekał chwilę, aż zajmie się swoimi mugolami, żeby wychylić się z cieni. To ona była tutaj mistrzynią zauroczeń - ufał, że zajmie się ich zaproszoną mugolką na to świętowanie, żeby nie darła pizdy... za bardzo. Dopóki sam jej nie ogłuszy rąbnięciem w łeb i nie wrzucą jej w ogień. A sam zaczął przygotowywać dla niej piękny stos.
*przewaga - zastraszanie
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.