23.11.2024, 22:23 ✶
W trupach było coś hipnotyzującego. Jeśli już udało się komuś pokonać obrzydzenie i lęk, które wywoływało widmo śmierci malujące się na sinych twarzach, mógł odkryć wiele małych tajemnic o ludziach. Ciało pokazywało, kim był jego właściciel i to często wyraźniej, niż by sobie tego życzono. Wiele było zastygłych wyrazów twarzy, wyrazu spojrzeń, które utkwiły Cynthii w pamięci. Zwykle ludzie wiedzieli, że zbliżał się koniec — tacy, którzy trafiali na jej stół, dostrzegając twarz oprawcy lub przyczynę zgonu jako ostatnią rzecz na tym świecie. Panujące dookoła zimno oraz cisza uspokajały, umiała odnaleźć wśród nich własne myśli i wszystko odpowiednio ułożyć, gdy kłębiły się, przekrzykując w jej głowie.
Stuknęła palcami w metalowy stół, pogrążając się w zamyśleniu. Przedmiot wydawał się bardziej wiarygodną wersją wydarzeń, mniej ryzykowną. Nie sądziła, że czarodzieje w pelerynach i maskach ryzykowaliby w taki sposób wykrycie. Z drugiej strony, czy nie było najciemniej pod latarnią i czy wielu z nich nie kryło się w Ministerstwie?
-Hmm? - spomiędzy warg uciekło ciche mruknięcie, gdy podniosła na niego spojrzenie, wyrwana z zamyślenia na temat metod ataku i działania Śmierciożerców. Klątwy były czymś paskudnym, zwłaszcza te przypadki, gdy mogły rozprzestrzeniać się niczym zaraza, powodując jeszcze więcej chaosu, zniszczeń i czasem śmierci. Bo one nie miały zabijać od razu, miały sprawić, że osoba nosząca je, cierpiała. Nie ingerowała, gdy oglądał trupa w poszukiwaniu pieczęci, co było rozsądnym pomysłem. - Może kark lub wewnętrzna strona nadgarstka? Te ostatnie są ostatnio popularne.
Zasugerowała, idąc torem myślenia Nicholasa. Uduszenie przez klątwę nałożoną na przedmiot, aktywującą się poprzez dotyk i spełnienie konkretnego warunku, byłoby czymś oryginalnym. Na jego pytanie brew Cynthii nieco drgnęła, ale poza tym, jej twarz jak zwykle, pozostawała spokojna.
- Nie, ostatnio nie. Nie interesowałam się jego sprawą przy natłoku trupów. Powinnam coś słyszeć lub raczej mieć to na uwadze? - zapytała jeszcze, pozwalając sobie na niedbały ruch głowy na bok, a jeden z jasnych kosmyków przemknął wzdłuż policzka, łaskocząc szyję. Nie czekając dłużej, pomogła Trraversowi uporać się z blokującym dostęp do organu mostkiem i odpowiednim rozłożeniem ich tak, aby późniejsze zszycie nie stanowiło żadnego problemu. Pracowali w skupieniu, czasem pytania przecinały ciszę zupełnie tak, jak skalpel radził sobie ze skórą. Tkanka płuc była również w nieco innym odcieniu, ale pęcherzyki powietrza wyglądały prawidłowo, nieco gąbczaste przez czas, który minął od momentu zgonu.
Gdy sekcja została zakończona, a Cynthia zszyła ostatni fragment na klatce piersiowej, Nicholas wypisywał raporty. Niewielkie znamię na karku świadczyło o tym, że ofiara faktycznie padła przez kontakt z klątwą związaną z przeklętym przedmiotem. Ten natomiast albo wygodnie się zapodział, albo uległ zniszczeniu, bo brakowało go na miejscu zdarzenia. Trravers wrócił do siebie, a ona uporządkowała pracowanie i schowała ciało, przygotowując następnie papiery umożliwiające wydanie go rodzinie w celu zorganizowania pochówku.
Stuknęła palcami w metalowy stół, pogrążając się w zamyśleniu. Przedmiot wydawał się bardziej wiarygodną wersją wydarzeń, mniej ryzykowną. Nie sądziła, że czarodzieje w pelerynach i maskach ryzykowaliby w taki sposób wykrycie. Z drugiej strony, czy nie było najciemniej pod latarnią i czy wielu z nich nie kryło się w Ministerstwie?
-Hmm? - spomiędzy warg uciekło ciche mruknięcie, gdy podniosła na niego spojrzenie, wyrwana z zamyślenia na temat metod ataku i działania Śmierciożerców. Klątwy były czymś paskudnym, zwłaszcza te przypadki, gdy mogły rozprzestrzeniać się niczym zaraza, powodując jeszcze więcej chaosu, zniszczeń i czasem śmierci. Bo one nie miały zabijać od razu, miały sprawić, że osoba nosząca je, cierpiała. Nie ingerowała, gdy oglądał trupa w poszukiwaniu pieczęci, co było rozsądnym pomysłem. - Może kark lub wewnętrzna strona nadgarstka? Te ostatnie są ostatnio popularne.
Zasugerowała, idąc torem myślenia Nicholasa. Uduszenie przez klątwę nałożoną na przedmiot, aktywującą się poprzez dotyk i spełnienie konkretnego warunku, byłoby czymś oryginalnym. Na jego pytanie brew Cynthii nieco drgnęła, ale poza tym, jej twarz jak zwykle, pozostawała spokojna.
- Nie, ostatnio nie. Nie interesowałam się jego sprawą przy natłoku trupów. Powinnam coś słyszeć lub raczej mieć to na uwadze? - zapytała jeszcze, pozwalając sobie na niedbały ruch głowy na bok, a jeden z jasnych kosmyków przemknął wzdłuż policzka, łaskocząc szyję. Nie czekając dłużej, pomogła Trraversowi uporać się z blokującym dostęp do organu mostkiem i odpowiednim rozłożeniem ich tak, aby późniejsze zszycie nie stanowiło żadnego problemu. Pracowali w skupieniu, czasem pytania przecinały ciszę zupełnie tak, jak skalpel radził sobie ze skórą. Tkanka płuc była również w nieco innym odcieniu, ale pęcherzyki powietrza wyglądały prawidłowo, nieco gąbczaste przez czas, który minął od momentu zgonu.
Gdy sekcja została zakończona, a Cynthia zszyła ostatni fragment na klatce piersiowej, Nicholas wypisywał raporty. Niewielkie znamię na karku świadczyło o tym, że ofiara faktycznie padła przez kontakt z klątwą związaną z przeklętym przedmiotem. Ten natomiast albo wygodnie się zapodział, albo uległ zniszczeniu, bo brakowało go na miejscu zdarzenia. Trravers wrócił do siebie, a ona uporządkowała pracowanie i schowała ciało, przygotowując następnie papiery umożliwiające wydanie go rodzinie w celu zorganizowania pochówku.
Koniec sesji