Normalnie dla nikogo nie zajmowałby się kotami. Okej, może to za dużo powiedziane: dla NIKOGO. Dla KOGOŚ jednak by to zrobił. Były takie osoby... Stanley chociażby, a kot nawet nie był jego. Może Lorraine by nagle zainwestowała we fretkę? Albo żabę? Psa, kundla chociaż jakiego? Oby nie psa - Sauriel nie wiedziałby, jak z tym postępować. Z żabą w sumie też by nie wiedział, ale żaby chociaż były śmieszne. To, co zrobiła dla niego Victoria, rzeczywiście było okienkiem do ruszenia się z domu.
Zrobił mądrą minę słuchając o trupie na statku i z uznaniem kiwnął głową. No oczywiście - dobra podróż nie mogła się odbyć bez równie dobrego powrotu. Najlepiej z komplikacjami - tylko takie były warte zapamiętania. I mówiła to osoba, która najdłuższą wycieczkę to miała do Manchesteru. Chyba tam. Albo nie..? Gdzieś tam się wybrał pociągiem z ekipą, żeby wpierdolić mugolom. Taka praca, co zrobisz. Herbaty za wybitnej nie uważał, bo nie była żadnym majstersztykiem, aale...
- Wszystko nie zrobione własną ręką smakuje lepiej, co? - Uśmiechnął się nieco pod nosem. Ale tylko na chwilę. Malutkie przerwanie napięcia sprowokowanego tematem kamienia filozoficznego. Przyjął do świadomości, że aż tak zmęczona nie była, ale wcale w to do końca nie wierzył. Bo nawet siedząc i gapiąc się w przestrzeń, po prostu czekając, można się zmęczyć. Co dopiero, kiedy w trakcie cię wkurwiają, bo opóźnienia, bo trup... ugh.
- To bardzo niebezpieczne pytanie. - Wybrać swoją drogę - oczywiście, że tak. Chociaż już nie miał w sobie tego zapału, tej woli... walki. Gdzieś zagubił w otchłani część gniewu - bunt był domeną młodych. Im jeszcze się chciało. Sauriel przestawał być powoli już taki młody. I nadal był zdecydowanie za młody jak na wszystko, co przeżył. Odzyskanie człowieczeństwa wcale jednak nie sprawi, że zostanie panem swojego losu. Mogło za to bardzo wiele pokomplikować. Kiwnął głową na znak, że słucha, że może kontynuować. W zasadzie był w stanie uwierzyć nawet w to, że Victoria wtedy sama myślała o stworzeniu kamienia, albo szukania sposobu na wskrzeszenie takiego wampira. Kto wie? Może komuś się to jednak udało - tylko nikt o tym głośno nie mówił? Takie rzeczy zazwyczaj miały swoją cenę. I ta cena... och, te ceny... - Nie złoszczę się na ciebie. - To nie był gniew. To nie tak, że był rozgniewany tym wszystkim. Ale nagłość i natłok tych informacji go też nieco skołował. Tak przy okazji, taki rykoszet. - Jeśli ten pierścień nie wyfrunął w świat i nikt nie zna jego zawartości... to może być rzeczywiście tylko pamiątką po babci. - Jeśli. Sauriel zawsze zakładał najgorsze. I ciężko było mu przetłumaczyć, że wcale nie będzie tak źle. Tutaj zakładał, że jednak ten pierścioneczek nie był taki anonimowy, albo że jego zawartość została już wydłubana. - Po co ci ten kamień? Co chcesz z nim zrobić?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.