Widział te rzeczy, a na pewno nie widział wszystkich. Widział ich jednak wiele. Zazwyczaj nie potrafił na nie zareagować. Jak wyrazić wdzięczność? Co powiedzieć? Proste "dzięki" było najlepszym, co z siebie wyduszał, a przecież to wcale nie odpowiadało do końca temu, co czuł. Więc? Więc starał się też robić rzeczy drobne. Takie, które w czynie odpowiadały jego odczuciom, a na które nie potrafił znaleźć słów, albo się na nie zdobyć. Tylko że potem wychodziła z takim gestem jak poświęcanie tylu godzin swojego życia, żeby wynaleźć eliksir pozwalający wychodzić na słońce. I co miał zrobić w takim przypadku? Głupiał. A to głupienie niekoniecznie pozwalało mu pozbierać swoje resztki męskości z podłogi. Narobił sporo głupot - bardzo dużo głupot, szczególnie, kiedy... ach, nawet nie chciał do tego wracać myślami.
Istotnie, bardzo dobrze myślała i dobrze wykalkulowała - napuszył się. Tak jakby to była rzecz naprawdę wielka, a przecież to nadal tylko herbata - i zdawał sobie z tego sprawę. Kiedy jednak chcesz komuś sprawić przyjemność to dokładnie to chcesz osiągnąć, nawet jeśli to najprostszy gest na tym świecie. Jej szło z tym okazywaniem emocji i doborem słów o wiele zgrabniej od niego. Sauriel miewał wrażenie, że musi sięgać do rustykalnych części siebie samego, żeby w ogóle jakoś poruszać się w tym... związku. Relacji? Relacja była na razie bezpieczniejszym słowem.
Tylko że słodycz chwili łatwo mogła ustąpić czemuś innemu. To nie było złe - temat, na jaki zeszli. Zamknął oczy. Jeszcze z dwa miesiące temu właśnie by się gotował, syczał, krzywił. Teraz nie było żadnego z tych znaków, które mówiły o gniewie, niezadowoleniu, które mówiłyby o tym, że Sauriel się miotał. Bo nie miotał. Znalazł chyba ukojenie w pogodzeniu się z rzeczywistością. I nie chciał krzewić w sobie na nowo tego ognia. Buntu. Nie chciał znowu przeżywać wszystkich złych chwil przez swój własny charakter, a dobrze wiedział, że i tak jeszcze nie raz go zawiedzie na manowce. Bo miała rację - taki po prostu był. I nie znosił, kiedy ktoś stawał przed nim i mówił, że musi skręcić. I co z tego, że skręciłby naturalnie? Teraz pójdzie prosto. Tylko po to, żeby udowodnić, że może. Nawet jeśli miałby przejść po czyimś trupie. Słuchał jej, ale nie odpowiadał. Nie dlatego, że ją olewał, a dlatego, że brakowało dobrych słów.
- Jestem zmęczony tą całą walką. Nie chcę się już więcej przepychać, szarpać... - I zabrzmiał na zmęczonego. Rozchylił powieki, ale na Victorie nie spojrzał. Nie miał teraz na to ochoty, nie miał... musiał chwile pozostać w swojej bezpiecznej przestrzeni. Wiedział, że Victoria go nie będzie oceniać, ale nadal... - Hmph... - Nieco się skrzywił, kiedy poczuł tę zaczepkę, ale przynajmniej na nią spojrzał. Teraz już rzeczywiście dość chmurnie, choć nadal - wcale nie był na nią zły. - Vika... - Powiedział delikatnie, rozmiękczony. Rozczulony. - Ja nie wiem, czy chcę mieć taki wybór... Nie wiem... wykorzystałbym ten kamień chyba do gorszych rzeczy...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.