24.11.2024, 16:25 ✶
Umówili się z Mo pierwszego września, w rocznicę ich pierwszego spotkania. Tego dnia Aleja Horyzontalna i Pokątna ogarniała nietypowa cisza. Nie było dzieciaków łażących po ulicach i zajętych szkolnymi zakupami rodziców. Młodzi wyjeżdżali do Hogwartu, a świat czarodziejów wchodził w stan dorosłości. Przynajmniej na moment, kiedy dorośli nie zaczynali zachowywać się gorzej niż dzieci.
Icarus, w przeciwieństwie do świata wokół siebie nie działał w spokoju. Przez pół godziny dobierał sobie odpowiedni strój, a przez kolejne pół czesał włosy, które mimo pomady wciąż się wymykały z ułożenia. Zdecydował się na modnie (a może nawet odrobinę wyzywająco) rozpiętą koszulę w kwiaty i beżowy garnitur. Biżuterię też dobrał dość uważnie, bo wygrzebał z dna szafki wisiorek ze smokiem, który dostał dawno temu na urodziny od Mony. Przez chwilę walczył z tym, by go zapiąć. Dłonie drżały mu niemiłosiernie.
Kiedy wyszedł z domu, Ella i Basil byli oboje w pracy. Nie musiał się im z niczego tłumaczyć, całe szczęście. Natomiast, gdy był już w niemagicznej części Londynu i mijał kwiaciarnię, wpadł na pomysł, by obdarować Mo małym bukietem. Wybrał taki ślicznie wiązany, z kolorowymi kwiatami. Czy miało to symbolizować jakiś nowy początek? Przeprosiny? Chyba nie do końca, bo Icarus wybrał je tylko dlatego, że mu się podobały. Kwieciarka, która go obsługiwała chyba widziała, że szedł na spotkanie z kobietą, bo obdarzyła go życzliwym uśmiechem.
— Pańska wybranka ma szczęście — rzekła, a Icarus niemal pokręcił głową. Właściwie Mona miała strasznego pecha do facetów (przynajmniej do jednego faceta), bo przecież złamał jej serce. A to nie miała być randka, a jedynie spokojne spotkanie po latach. Wystarczyłoby, żeby zostali przyjaciółmi.
Icarus przeszedł do kawiarni, choć jeszcze przed podejściem bliżej, poprawił sobie ostatni raz włosy w lusterku jednego z zaparkowanych nieopodal samochodów. Bogowie, miał nadzieję, że dobrze wyglądał. Nie wiedział nawet, dlaczego. Przecież to było przyjacielskie spotkanie. A jednak przychodził odpicowany i z bukietem w ręku... czysto platonicznie.
Kiedy wszedł do kawiarni, rozejrzał się dookoła i wreszcie zobaczył Monę siedzącą przy stoliku. Wyglądała przepięknie, chyba nawet jeszcze piękniej niż, gdy byli młodsi. Serce Icarusa chciało chyba wyskoczyć z piersi na jej widok. W jego myślach przewijało się w kółko jedno, niepożądane w tej sytuacji zdanie: Kocham ją. Po chwili jednak zorientował się, że stanął w przejściu, a ludzie zaczęli się na niego gapić. Dlatego opanował się i podszedł do stolika Mony.
— Um... Cześć? — nie zabrzmiał zbyt pewnie. Och, gdzie się podział jego duch Prewetta? Gdzie jego zadziorność i pewność siebie? Charyzma? Wszystko to jakby ginęło pod warstwą przytłaczającej go fali uczuć. — Pięknie dziś wyglądasz.
Dziś? Mona zawsze pięknie wyglądała. Oj, jaki on był głupi! Gadał od rzeczy, nie umiał sformułować spójnego zdania.
Icarus, w przeciwieństwie do świata wokół siebie nie działał w spokoju. Przez pół godziny dobierał sobie odpowiedni strój, a przez kolejne pół czesał włosy, które mimo pomady wciąż się wymykały z ułożenia. Zdecydował się na modnie (a może nawet odrobinę wyzywająco) rozpiętą koszulę w kwiaty i beżowy garnitur. Biżuterię też dobrał dość uważnie, bo wygrzebał z dna szafki wisiorek ze smokiem, który dostał dawno temu na urodziny od Mony. Przez chwilę walczył z tym, by go zapiąć. Dłonie drżały mu niemiłosiernie.
Kiedy wyszedł z domu, Ella i Basil byli oboje w pracy. Nie musiał się im z niczego tłumaczyć, całe szczęście. Natomiast, gdy był już w niemagicznej części Londynu i mijał kwiaciarnię, wpadł na pomysł, by obdarować Mo małym bukietem. Wybrał taki ślicznie wiązany, z kolorowymi kwiatami. Czy miało to symbolizować jakiś nowy początek? Przeprosiny? Chyba nie do końca, bo Icarus wybrał je tylko dlatego, że mu się podobały. Kwieciarka, która go obsługiwała chyba widziała, że szedł na spotkanie z kobietą, bo obdarzyła go życzliwym uśmiechem.
— Pańska wybranka ma szczęście — rzekła, a Icarus niemal pokręcił głową. Właściwie Mona miała strasznego pecha do facetów (przynajmniej do jednego faceta), bo przecież złamał jej serce. A to nie miała być randka, a jedynie spokojne spotkanie po latach. Wystarczyłoby, żeby zostali przyjaciółmi.
Icarus przeszedł do kawiarni, choć jeszcze przed podejściem bliżej, poprawił sobie ostatni raz włosy w lusterku jednego z zaparkowanych nieopodal samochodów. Bogowie, miał nadzieję, że dobrze wyglądał. Nie wiedział nawet, dlaczego. Przecież to było przyjacielskie spotkanie. A jednak przychodził odpicowany i z bukietem w ręku... czysto platonicznie.
Kiedy wszedł do kawiarni, rozejrzał się dookoła i wreszcie zobaczył Monę siedzącą przy stoliku. Wyglądała przepięknie, chyba nawet jeszcze piękniej niż, gdy byli młodsi. Serce Icarusa chciało chyba wyskoczyć z piersi na jej widok. W jego myślach przewijało się w kółko jedno, niepożądane w tej sytuacji zdanie: Kocham ją. Po chwili jednak zorientował się, że stanął w przejściu, a ludzie zaczęli się na niego gapić. Dlatego opanował się i podszedł do stolika Mony.
— Um... Cześć? — nie zabrzmiał zbyt pewnie. Och, gdzie się podział jego duch Prewetta? Gdzie jego zadziorność i pewność siebie? Charyzma? Wszystko to jakby ginęło pod warstwą przytłaczającej go fali uczuć. — Pięknie dziś wyglądasz.
Dziś? Mona zawsze pięknie wyglądała. Oj, jaki on był głupi! Gadał od rzeczy, nie umiał sformułować spójnego zdania.