Wiedział, że jego mimika pozostawiała wiele do życzenia. Często mu mówili, że wyglądał na wkurwionego, a on akurat rozmyślał o tym jak powstają frytki. Czemu tak się działo? Nie wiedział. Krzywienie twarzy, które ustępowało zblazowaniu, albo arogancji, to chyba był jakiś wynik tego wszystkiego - i to słowo "wszystko" pięknie w podsumowywało całokształt jego ostatnich lat. Wszystko. Może to jakiś tik bólu, a może to, że w pewnym momencie nie pozostawało po obudzeniu się nic innego jak się krzywić. Na szczęście Victoria potrafiła wysupłać pomiędzy tymi niuansami prawdziwe intencje. Więęc... czy na pewno nie był WCALE zły? Łatwo pomylić niezadowolenie ze złością, bo przecież wolał, żeby Victoria prowadziła spokojne życie, a nie uganiała się za kamieniem filozoficznym. Już czuł, do czego brnie ta rozmowa, kiedy w ogóle ją zaczęli. Podchody - czy nie powiedział tego na głos? Może nie. Chyba tylko pomyślał. Nieistotne.
Istotne było to, że mówili o czymś niemożliwym, co zamieniali w możliwe. Nie drugiej - trzeciej szansie. Czymś nierealnym, co nagle nieprzyjemnym bólem wkradało się do jego wnętrza. Co rodziło jakąś nadzieję, że można tego użyć... a każda z tych myśli była zdradliwa. Niebezpieczna.
- Victorio, proszę, przestań. - Nadzieja potrafiła łatwo się mieszać ze strachem. Strach bardzo łatwo napędzał chęć oddalenia się od punktu zagrożenia. A kto był tutaj zagrożeniem? Nie Victoria, nie sam kamień. Te zagrożenia czaiły się wszędzie. Dla niej nie było to takie oczywiste, że sekret był bezpieczny, bo mówili o nim w domu o zabezpieczeniach (o których nawet Sauriel nie wiedział), tylko we dwójkę, a jedynymi świadkami były koty. W jego głosie słychać było ten ton, który brzmiał, jakby coś go bolało. Gniotło go wewnątrz. Miała rację - to było rozdarcie. Jeszcze nie bardzo silne, ale potęgujące się z każdą chwilą. - To się cieszę, że nie da się go tak użyć... - ale? Do czego by go użył? Nie mógł tego mówić na głos, nie miał nawet odwagi o tym myśleć. Nazywać własne myśli - okazywało się, że to potrafiła być sztuka. - Przemyślę to. - Wszystko mówiła bardzo delikatnie, ostrożnie, więc nie było gwałtownych reakcji. Była jednak taka, że się podniósł. Odłożył tylko najpierw filiżankę. - Dziękuję ci. Jesteś wspaniała, ale ja... muszę... ogórki podlać... - Mruczał dalej, bo co miał powiedzieć? Że był przytłoczony? Nie. Zamierzał się odprzytłoczyć. Potrzebował tylko czasu sam. - Cieszę się, że wycieczka była udana. - Uśmiechnął się do niej, tylko nie był pewien, czy wyszło to dostatecznie... miło? Sympatycznie? Tak jak chciał, żeby wyszło. - Idę się... kurwa zająć czymś. - Gdyby mógł to by ostentacyjnie odetchnął, ale nie mógł - zabrzmiało to więc specyficznie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.