24.11.2024, 18:43 ✶
O dobrzy bogowie, ten mężczyzna był zdecydowanie zbyt piękny na ten świat! Tak, Mona spotkała go czystym przypadkiem po raz pierwszy w sierpniu w barze, ale nie miała większej szansy, żeby mu się przyjrzeć. A tak długo, jak nie mogła oderwać od swojego ukochanego starego przyjaciela wzroku ciemnych oczu w świetle dnia, tak nasuwał jej się wniosek, że twarz to mu chyba Michał Anioł dłutem haratał. Jakoś tak być może nie mogła się popisać bagażem doświadczenia w sprawach miłosnych (do czasu preferowała po prostu towarzystwo smoków), ale mogła stwierdzić, że Icarus Prewett był po prostu boski. Przypomniała sobie, jak Jonathan powiedział jej, że nie wszystko złoto, co się świeci, kiedy ta opowiadała o spotkaniu z Electrą i jej bratem.
W głowie Mony również przewijało się jedno słowo. Kurwa mać, kurwa, kurwa, kurwa. Kurwa! Szkoda, że w całej jej książkowej przygodzie, nikt nigdy nie pomyślał, aby dołączyć rozdział o tym, jak radzić sobie z byłym chłopakiem, którego się wciąż kochało. Najlepiej jeszcze z instrukcją krok po kroku co powiedzieć, jak się zachować, jak oddychać bez tego paskudnego ucisku w piersi. No więc skoro ten niedorzecznie przystojny mężczyzna podszedł do stolika, przy którym siedziała, przywitał oraz skomplementował, to zaczęła się zastanawiać, czy to może ONA nie dojrzała do tego spotkania. Chyba nie była gotowa na dorosłego Icarusa Prewetta. Nie wtedy. Nie teraz. Nigdy. Czy nie była już za stara na takie komplementy? Czy czas i rozczarowania nie powinny jej uodpornić na takie słowa? Wzięła głęboki oddech i podniosła na niego wzrok.
— Icarusie, hej — powiedziała i powoli wstała, aby podać mu lewą rękę w geście powitania. Metalowa kończyna zawisła, kiedy to zrobiła, ale upewniła się, żeby materiałowa rękawiczka zakrywała całą dłoń pod stołem. Przed wyjściem stwierdziła, że wolałaby, aby nie widział, kiedy miała na to wpływ. Poza tym to był dobry początek, prawda? Powinna zacząć od czegoś prostego. Chyba żeby wolałby, aby mówiła do niego ,,panie Prewett’’? A ona właśnie z góry przekroczyła jakieś jego niewidzialne granice komfortu? — Dobrze… Jest cię widzieć — zaskakujące, ale to była najczystsza prawda. Jej uwagę przykuły kwiaty w jego dłoni. Na moment serce jej zadrżało zanim zdrowy rozsądek mógł zainterweniować. O proszę, szybciutko zazdrość się w niej pojawiła. Pewnie był z kimś umówiony po ich spotkaniu, które było przecież tylko spotkaniem. Nie masz prawa do niego, kobieto, przypomniała sobie.
— Przyszedłeś — powiedziała po chwili, a w jej głowie rozległ się alarm. To wszystko? Naprawdę? Przyszedłeś? Miała ochotę pierdolnąć głową w stolik. Albo w ścianę. Właściwie w cokolwiek, bo przecież tyle godzin spędziła na rozmyślaniach, co mogłaby powiedzieć. Cudownie, naprawdę oszałamiający początek rozmowy. — Bo… Nie byłam pewna, czy naprawdę… — przyznała i wbiła wzrok w filiżankę przed sobą. — Minęło tyle czasu… Mogłam się mylić co do tego, czy w ogóle będziesz chciał mnie widzieć.
W głowie Mony również przewijało się jedno słowo. Kurwa mać, kurwa, kurwa, kurwa. Kurwa! Szkoda, że w całej jej książkowej przygodzie, nikt nigdy nie pomyślał, aby dołączyć rozdział o tym, jak radzić sobie z byłym chłopakiem, którego się wciąż kochało. Najlepiej jeszcze z instrukcją krok po kroku co powiedzieć, jak się zachować, jak oddychać bez tego paskudnego ucisku w piersi. No więc skoro ten niedorzecznie przystojny mężczyzna podszedł do stolika, przy którym siedziała, przywitał oraz skomplementował, to zaczęła się zastanawiać, czy to może ONA nie dojrzała do tego spotkania. Chyba nie była gotowa na dorosłego Icarusa Prewetta. Nie wtedy. Nie teraz. Nigdy. Czy nie była już za stara na takie komplementy? Czy czas i rozczarowania nie powinny jej uodpornić na takie słowa? Wzięła głęboki oddech i podniosła na niego wzrok.
— Icarusie, hej — powiedziała i powoli wstała, aby podać mu lewą rękę w geście powitania. Metalowa kończyna zawisła, kiedy to zrobiła, ale upewniła się, żeby materiałowa rękawiczka zakrywała całą dłoń pod stołem. Przed wyjściem stwierdziła, że wolałaby, aby nie widział, kiedy miała na to wpływ. Poza tym to był dobry początek, prawda? Powinna zacząć od czegoś prostego. Chyba żeby wolałby, aby mówiła do niego ,,panie Prewett’’? A ona właśnie z góry przekroczyła jakieś jego niewidzialne granice komfortu? — Dobrze… Jest cię widzieć — zaskakujące, ale to była najczystsza prawda. Jej uwagę przykuły kwiaty w jego dłoni. Na moment serce jej zadrżało zanim zdrowy rozsądek mógł zainterweniować. O proszę, szybciutko zazdrość się w niej pojawiła. Pewnie był z kimś umówiony po ich spotkaniu, które było przecież tylko spotkaniem. Nie masz prawa do niego, kobieto, przypomniała sobie.
— Przyszedłeś — powiedziała po chwili, a w jej głowie rozległ się alarm. To wszystko? Naprawdę? Przyszedłeś? Miała ochotę pierdolnąć głową w stolik. Albo w ścianę. Właściwie w cokolwiek, bo przecież tyle godzin spędziła na rozmyślaniach, co mogłaby powiedzieć. Cudownie, naprawdę oszałamiający początek rozmowy. — Bo… Nie byłam pewna, czy naprawdę… — przyznała i wbiła wzrok w filiżankę przed sobą. — Minęło tyle czasu… Mogłam się mylić co do tego, czy w ogóle będziesz chciał mnie widzieć.