• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y

[31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#9
25.11.2024, 13:56  ✶  
- Myślałem, że to kategoria tego wieczoru - odgryzł się od razu, bo przecież właśnie tak było.
Wszystkie argumenty, jakie rzucała mu Geraldine były dla niego dokładnie takie same. Chujowe, bardzo niskie, tak naprawdę ciężko było o nich powiedzieć, że w ogóle są argumentami a nie na przykład próbami wyślizgnięcia się jak węgorz, bo dostrzegała po nim, że niemożliwie go wkurwiła.
Nie mógł wręcz przetrawić tego jak mu pyskowała. Na każde jego słowo miała kilkanaście swoich. Co gorsza zazwyczaj całkiem trafnych, choć tego wieczoru to on zdecydowanie wiódł prym w wyrzucaniu z siebie lawiny zdań. Czy z ładem i składem? No niekoniecznie, natomiast wcale się przez to jakoś specjalnie nie miarkował. Potrzebował wylać z siebie całą frustrację i znalazł na to idealny sposób. Po prostu pękł.
- Po chuj ci poszerzać jego granice, co? - Warknął w kierunku Geraldine, posyłając jej spojrzenie świadczące o tym, że za cholerę go to nie bawiło, nawet jeśli miała rację i mieli swoje własne bagno.
Praktycznie od samego początku. Oboje wiedzieli na co się piszą, byli ze sobą całkowicie szczerzy, nie ukrywali tych elementów swojego pogmatwanego, poplątanego życia. Gdyby to robili najprawdopodobniej wcale nie byłoby jakoś znacznie lepiej. Wręcz przeciwnie, cenił sobie możliwość powrotu do domu i nie grania przed nią kogoś kim nie jest.
Natomiast to nie oznaczało, że miał zamiar tolerować jej ruchy w kierunku poszerzenia granic ich bagna, zagarnięcia kolejnych terenów i wpływów w jego zawodowym zakresie. Starał się dać Yaxleyównie wszystko, czego mogła od niego pragnąć a nawet więcej. Tylko nie to. Jedynie nie to.
A więc? Sama to sobie wzięła. Pięknym posunięciem, które mógł przewidzieć, ale tego nie zrobił, bo był jebanym zakochanym, ufnym idiotą. Teraz było trochę za późno, żeby cofać czas, nawet jeśli mogliby to zrobić. Czekały ich konsekwencje. To go przerażało, to go wkurwiało. Jak i to, że podchodziła do tego tak zatrważająco luźno.
- Mhm, kurwa, bo ci w cokolwiek takiego uwierzę - parsknął jednoznacznie, zaciskając dłoń mocniej na futrynie, nachylając się ku wnętrzu pokoju i potrząsając głową z niedowierzaniem.
Próbował zamknąć japę. Tyle tylko, że raz za razem pierdoliła coś, co sprawiało, że przez jego ciało przetaczała się fala gorąca. W końcu zwyczajnie przegięła palę. Wybuchł, nie zdarzało mu się to często, więc mógłby jej zaklaskać, bo właśnie doprowadziła go do ostatecznego wyrazu skrajnej desperacji.
- Oni zamierzają! Wpierdolącięcałąwpiach, czego tynierozumiesz, Geraldine! Niebędzieszmieć nic do powiedzenia, boonispróbująpociebieprzyjść. To są jebani desperaci. Colette to putaindesalopeencolère, jebana wściekła suka, która właśnie odgryzła pańską rękę, żeby zerwać się ze smyczy - jeśli musiał na nią nawrzeszczeć, żeby ją o tym uświadomić to zdecydowanie zamierzał się nie miarkować. Nie to, żeby kiedykolwiek to robił. - Nie próbuj mi wciskać, że sobie z tym nie poradzisz. To connerie! Nic więcej jak smocze łajno padło ci na głowę!
Nie powinien tak mówić, ale stało się. Tak samo jak kop w ścianę. Obu rzeczy momentalnie pożałował. Obie go kurewsko przytłoczyły. Z tym, że stopa jeszcze fizycznie zabolała.
- Nie, nie mogę - wyburczał tym razem już bardziej cicho, starając się nie krzywić na odczuwany ból, żeby nie dać poznać, że nie tyle zdemolował ścianę, co to ściana uszkodziła jego. - To tak samo mój dom jak twój, więc mógłbym rozpieprzyć tę ścianę wedle woli. Potem ją naprawić albo zrobić otwarty salon. Chuj wie - ta druga wypowiedź również brzmiała już znacznie spokojniej, możliwe, że nawet w jakimś sensie, jakby Ambroise mógł sobie żartować.
Bowiem chyba rzeczywiście tak było. Bolało jak sam skurwysyn, ale ból miał u niego to do siebie, że go otrzeźwiał. Chociaż trochę, troszeczkę. Na tyle, że wybiło go to z rytmu na tyle, aby nie był w stanie z wielką łatwością znowu się aktywować i wrócić do niedawnych wściekłych wrzasków.
Tak, Greengrass w dalszym ciągu był poruszony i rozemocjonowany. To mu nie minęło. Nie miał się szybko całkowicie uspokoić. Szczególnie, że za cholerę nie wiedział jak ma, teraz to już mają poradzić sobie w sytuacji, którą uważał za patową. Nigdy wcześniej nie stanął przed podobną koniecznością. To zawsze był on i wyłącznie on. Nie chciał, żeby to w którymkolwiek momencie byli oni, Geraldine samowolnie podjęła decyzję za niego.
Był na nią kurewsko zły. Wewnątrz zarzekał się, że ich kolejne dni będą z tego względu naprawdę wymownie ciche, pełne łypania i okazjonalnie warczenia. W rzeczywistości mógł to sobie wmawiać, bo skoro teraz już mu częściowo przechodziło to niechybnie miał nie być dla niej ostentacyjnie lodowaty.
Nie mieli kompromisu. Nie osiągnęli nawet kapki porozumienia, nawet jednej czwartej kompromisu, ale to nie oznaczało, że nie mają być wspólnym frontem przeciwko temu, co na zewnątrz. W tej chwili się martwił. Nie wiedział, co przyniesie najbliższa przyszłość, nie miał nad tym kontroli, a jeśli Ambroise czegoś nienawidził to właśnie braku panowania.
Nad sytuacją - to jasne. Teraz również nad wyskokami jego lubej, która znowu pokazywała, że ma cholernie długie nogi (co zazwyczaj bardzo doceniał i lubił, szczególnie w szpilkach albo na swoich ramionach) którymi zamierza się na jeszcze wyższe progi. Z tym, że przeskoczenie przez to nie miało być takie łatwe jak oślo zakładała. Ani kurwa trochę.
Sarknął, syknął, furknął, uniósł wzrok w kierunku sufitu (do przemalowania, zdecydowanie za dużo tu palili) a potem dodatkowo podkreślił to wymownym zaciśnięciem ust i wywróceniem oczami.
Rychło w czas go przepraszała, naprawdę. Szczególnie, że nawet nie miała tego na myśli. Tak naprawdę wcale nie widziała problemu, co sama podkreśliła następnymi słowami. Mógł na nią znowu nawarczeć. Nie zamierzał udawać, że go tym ugłaskała. Był na nią pieruńsko wnerwiony, żadna ilość udawanej pokory nie miała tego zmienić.
Natomiast machnął ręką. Wściekle i zdecydowanie, wreszcie puścił brzeg futryny i ruszył się z miejsca, nie mogąc wiele poradzić na to, że utykał na tę jebaną nogę, którą chwilę wcześniej spotkał ze ścianą. Z uwagi na to rzucił Geraldine jednoznaczne spojrzenie. Nie powinna tego komentować, bo tylko wyłącznie znów go wkurwi. Nie potrzebował zbyt wiele, żeby się znowu uaktywnić.
- Ściągaj spodnie - polecił jej zdecydowanym tonem, zaciskając szczękę, ale była w tym pewna czułość, bez łagodności. - Pokazuj mi to. Dostałaś jeszcze gdzieś? - Nie mówił proszę, dziękować też jej chwilowo nie zamierzał.
Potrzebował spróbować zająć myśli czymś innym. Ochłonąć na pięć minut, zrobić to, co jego. Zasmarować rozcięcia maścią, obejrzeć resztę jej ciała, oddychając wolniej. Rozmowa wcale nie dobiegła końca. Ani myślał przyjmować teksty, że na pewno będzie dobrze, natomiast mogli do tego wrócić za jakieś kilka godzin. Ta noc chyba powinna być spokojna.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (5351), Geraldine Greengrass-Yaxley (4457)




Wiadomości w tym wątku
[31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 23.11.2024, 01:08
RE: [31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.11.2024, 21:45
RE: [31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 24.11.2024, 14:35
RE: [31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.11.2024, 19:20
RE: [31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 24.11.2024, 20:30
RE: [31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.11.2024, 22:40
RE: [31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.11.2024, 01:39
RE: [31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.11.2024, 09:22
RE: [31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.11.2024, 13:56
RE: [31.10.69] Also, I think knives are a good idea. Big fuck-off shiny ones | A.G & G.Y - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.11.2024, 15:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa