25.11.2024, 15:51 ✶
Niemal zapomniał, że Mona nie mogła mu podać prawej ręki, ale szybko się dostosował. Uścisnął jej dłoń, a kiedy tylko jej dotknął, niemal zadrżał. Nikt, kto go dotykał, nie sprawiał, że było mu tak ciepło. Tylko Mo, jedyna osoba w jego świecie. Postarał się, oczywiście, by nie dało się tego po nim poznać. Jednak kiedy odsunął dłoń, po odpowiedniej dla obyczaju krótkiej chwili, musiał aż ją rozprostować i dopiero po momencie rozluźnić.
– Ciebie też dobrze widzieć – odpowiedział, uśmiechając się do niej. Jednak, gdy powiedziała, że obawiała się, że nie przyjdzie, zmarszczył brwi. – Nie mógłbym nie przyjść. Gdybym nie przyszedł, znaczyłoby, że się poddałem.
Poddał się w czym? W umizgach? Nie... nie chodziło do końca o to. Icarus miewał momenty, kiedy chciał się poddać całościowo, w każdym aspekcie swojego życia. A może miałby poddać się, co do poszukiwań szczęścia? Bo to, że przyszedł, znaczyło, że nadal miał nadzieję na naprawienie tego, co zepsuł i odzyskanie tego, co zabrał mu Dedalus. Nikłą, ale... wciąż nie do końca wygaszoną. Namiastkę słońca w najbardziej zachmurzony dzień.
– Zapomniałbym... Mam coś dla ciebie – uśmiechnął się i wyciągnął w stronę Mony trzymany w prawej dłoni bukiecik. – Wydał mi się dość ładny, więc jeśli nie będziesz go chciała, zatrzymam go – zażartował, po czym zorientował się, że wciąż stał obok stolika, ściągając spojrzenia innych klientów. Dlatego zajął miejsce na przeciwko Mony. – Fajne miejsce wybrałaś. Ładnie tu i przyjemnie pachnie, jak świeżo mielona kawa. Choć w sumie... czym innym miałaby pachnieć kawiarnia?
– Ciebie też dobrze widzieć – odpowiedział, uśmiechając się do niej. Jednak, gdy powiedziała, że obawiała się, że nie przyjdzie, zmarszczył brwi. – Nie mógłbym nie przyjść. Gdybym nie przyszedł, znaczyłoby, że się poddałem.
Poddał się w czym? W umizgach? Nie... nie chodziło do końca o to. Icarus miewał momenty, kiedy chciał się poddać całościowo, w każdym aspekcie swojego życia. A może miałby poddać się, co do poszukiwań szczęścia? Bo to, że przyszedł, znaczyło, że nadal miał nadzieję na naprawienie tego, co zepsuł i odzyskanie tego, co zabrał mu Dedalus. Nikłą, ale... wciąż nie do końca wygaszoną. Namiastkę słońca w najbardziej zachmurzony dzień.
– Zapomniałbym... Mam coś dla ciebie – uśmiechnął się i wyciągnął w stronę Mony trzymany w prawej dłoni bukiecik. – Wydał mi się dość ładny, więc jeśli nie będziesz go chciała, zatrzymam go – zażartował, po czym zorientował się, że wciąż stał obok stolika, ściągając spojrzenia innych klientów. Dlatego zajął miejsce na przeciwko Mony. – Fajne miejsce wybrałaś. Ładnie tu i przyjemnie pachnie, jak świeżo mielona kawa. Choć w sumie... czym innym miałaby pachnieć kawiarnia?