26.11.2024, 01:27 ✶
A więc kwiaty były jednak dla niej, a nie jakiejś tajemniczej piękności, szykowniejszej, bardziej pewnej siebie, bardziej… Po prostu lepszej od Mony. Starała się zignorować myśl, że kwiaty musiały mieć jakieś znaczenie, inne niż te, które pragnęła im rozpaczliwie przypisać. Bo przecież Icarus zawsze był skłonny do takich gestów; tak uroczysty w drobnych rzeczach, że oczywiście, że miał komu podarować te kwiaty. I chociaż powtarzała sobie, że to nic takiego, nie mogła powstrzymać własnego uśmiechu: — Są dla… Mnie? Dziękuję, są naprawdę prześliczne.
Tej durnej kobiecie zajmie trochę czasu uświadomienie sobie, dlaczego dostała kwiaty, ale to jeszcze nie była zdecydowanie na to pora, a kiedy bukiecik wylądował na stole między nimi, jej oczy wracaly do niego po raz drugi i trzeci, i czwarty. Kolorowe i piękne, będzie musiała dokupić jakiś ładny wazonik do nich. Tak czy tak rudowłosa była szczęśliwa, że mężczyzna postanowił się zjawić, a jej obawy spełzły na niczym. Oczywiście nie można było zaprzeczyć, że nad nimi wciąż wisiało widmo pechowego zakończenia relacji po tym spotkaniu, ale łatwiej Monie było uspokoić żałość jej serca, gdy zobaczyła Prewetta na żywo. — Musisz się z tym pogodzić, że pachnie tu kawą — odparła przyjaźnie. — Od kiedy przeprowadziłam się do Londynu, piję ją litrami. Może to jakiś miejscowy rytuał, jeszcze tego nie rozgryzłam — radio Mona Rowle zaczęło grać. Czy mu to przeszkadzało? — Pozwoliłam sobie coś wcześniej zamówić — dodała. — Ale nie krępuj się, zamów, co tylko chcesz. Mają tu całkiem przyzwoite ciasta, jeśli lubisz słodkie — ona lubiła słodkie, to się nie zmieniło. Właściwie to potrafiła docenić Londyn pod tym względem, bo najzwyklejsza kawa z mlekiem sprawiała, że mogła przetrwać długi w robocie dzień. Mona zamieniła się w kawosza!
— Więc… Co tam się u ciebie działo? — rzuciła, kiedy napięcie w niej opadło. Icarus nie odgryzie jej głowy. Chyba. Albo drugiej, ostatniej ręki, która jej pozostała. Bo to było otwarte pytanie, które pozwalało mu zadecydować, ile zechciałby jej powiedzieć, prawda? Być może, jeśli istnial odpowiedni moment, to przyszedłby sam, bo może nie teraz? Może później? Mona zdusiła westchnienie. Jej pytanie na pewno dźwigało na sobie ciężar dekady, ale nie chciała czekać. Robiła to przecież przez ostatnie dziesięć lat.
Tej durnej kobiecie zajmie trochę czasu uświadomienie sobie, dlaczego dostała kwiaty, ale to jeszcze nie była zdecydowanie na to pora, a kiedy bukiecik wylądował na stole między nimi, jej oczy wracaly do niego po raz drugi i trzeci, i czwarty. Kolorowe i piękne, będzie musiała dokupić jakiś ładny wazonik do nich. Tak czy tak rudowłosa była szczęśliwa, że mężczyzna postanowił się zjawić, a jej obawy spełzły na niczym. Oczywiście nie można było zaprzeczyć, że nad nimi wciąż wisiało widmo pechowego zakończenia relacji po tym spotkaniu, ale łatwiej Monie było uspokoić żałość jej serca, gdy zobaczyła Prewetta na żywo. — Musisz się z tym pogodzić, że pachnie tu kawą — odparła przyjaźnie. — Od kiedy przeprowadziłam się do Londynu, piję ją litrami. Może to jakiś miejscowy rytuał, jeszcze tego nie rozgryzłam — radio Mona Rowle zaczęło grać. Czy mu to przeszkadzało? — Pozwoliłam sobie coś wcześniej zamówić — dodała. — Ale nie krępuj się, zamów, co tylko chcesz. Mają tu całkiem przyzwoite ciasta, jeśli lubisz słodkie — ona lubiła słodkie, to się nie zmieniło. Właściwie to potrafiła docenić Londyn pod tym względem, bo najzwyklejsza kawa z mlekiem sprawiała, że mogła przetrwać długi w robocie dzień. Mona zamieniła się w kawosza!
— Więc… Co tam się u ciebie działo? — rzuciła, kiedy napięcie w niej opadło. Icarus nie odgryzie jej głowy. Chyba. Albo drugiej, ostatniej ręki, która jej pozostała. Bo to było otwarte pytanie, które pozwalało mu zadecydować, ile zechciałby jej powiedzieć, prawda? Być może, jeśli istnial odpowiedni moment, to przyszedłby sam, bo może nie teraz? Może później? Mona zdusiła westchnienie. Jej pytanie na pewno dźwigało na sobie ciężar dekady, ale nie chciała czekać. Robiła to przecież przez ostatnie dziesięć lat.