26.11.2024, 12:20 ✶
Icarus nie mógł powstrzymać uśmiechu. Kwiaty podobały się Monie, prezent się udał. Było to z jakiegoś powodu nawet lepsze niż gdyby chodziło o zwyczajnego znajomego (oczywiście pod kątem obdarowywania prezentami, a nie wręczania kwiatów). Może dlatego, że obawiał się wcześniej, że Mo rzuci bukietem i odejdzie.
Zaśmiał się cicho na wspomnienie o kawie. Przyłapał się na tym, że od jakiegoś czasu szczerze się nie śmiał. Czuł się trochę, jak w Hogwarcie, gdy przekomarzali się z Mo i żartowali.
— To co pijecie w tej Walii? Herbatkę ze smoczego owocu? — zażartował jak za dawnych lat, jednak po chwili przypomniał sobie, że... nie był już tym samym Icarusem. A Mo nie była tą samą Moną Rowle. — Przepraszam. Ja... też piję dużo. Kawy oczywiście — wolał nie wspominać o alkoholu. Zawarł to w swoim liście, ale chyba nie był to temat na miłe spotkanie — Najchętniej espresso, żeby postawić się rano na nogi. Wiesz, maleńka filiżanka czystej, bardzo mocnej kawy.
Prawie jak shot wódki — dodał w myślach, ale nie wypowiadał tego na głos.
A jak wyglądało jego życie? Nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć na to pytanie. Właściwie, od kiedy przeczytał listy od Mony, dużo myślał. O sobie, ojcu, Mo, Basili, Electrze, Elise... Widział w ich relacjach nowy wymiar, którego wcześniej nie zauważał i zastanawiał się jednocześnie, co jeszcze było kłamstwem. Jakie prawdy, które wytworzyły Icarusa Prewetta były po prostu kłamstwem?
— Właściwie wszystko i nic — rzekł, uśmiechając się słabo. — Ojciec umarł, założyłem Convivium i rzuciłem historię. Mieszkam z Electrą i Basilem i no... istnieję — przerwał na chwilę. Cisnęło mu się na usta, by powiedzieć, że nigdy nie zapomniał o Mo. Że nawet jeśli miał kochanki (o Ajaxie wolał nie wspominać), zawsze myślał tylko o niej (co było żałosnym i dość dziwacznym tekstem). Że przez tyle lat żałował ich zerwania i był przekonany, że miłość nie była mu przeznaczona. — A co tam u ciebie? Czy mogę spytać... wiesz... o twoją rękę? Czy wolisz nie mówić? Bo jeśli nie chcesz o tym opowiadać, nie ma problemu.
Zaśmiał się cicho na wspomnienie o kawie. Przyłapał się na tym, że od jakiegoś czasu szczerze się nie śmiał. Czuł się trochę, jak w Hogwarcie, gdy przekomarzali się z Mo i żartowali.
— To co pijecie w tej Walii? Herbatkę ze smoczego owocu? — zażartował jak za dawnych lat, jednak po chwili przypomniał sobie, że... nie był już tym samym Icarusem. A Mo nie była tą samą Moną Rowle. — Przepraszam. Ja... też piję dużo. Kawy oczywiście — wolał nie wspominać o alkoholu. Zawarł to w swoim liście, ale chyba nie był to temat na miłe spotkanie — Najchętniej espresso, żeby postawić się rano na nogi. Wiesz, maleńka filiżanka czystej, bardzo mocnej kawy.
Prawie jak shot wódki — dodał w myślach, ale nie wypowiadał tego na głos.
A jak wyglądało jego życie? Nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć na to pytanie. Właściwie, od kiedy przeczytał listy od Mony, dużo myślał. O sobie, ojcu, Mo, Basili, Electrze, Elise... Widział w ich relacjach nowy wymiar, którego wcześniej nie zauważał i zastanawiał się jednocześnie, co jeszcze było kłamstwem. Jakie prawdy, które wytworzyły Icarusa Prewetta były po prostu kłamstwem?
— Właściwie wszystko i nic — rzekł, uśmiechając się słabo. — Ojciec umarł, założyłem Convivium i rzuciłem historię. Mieszkam z Electrą i Basilem i no... istnieję — przerwał na chwilę. Cisnęło mu się na usta, by powiedzieć, że nigdy nie zapomniał o Mo. Że nawet jeśli miał kochanki (o Ajaxie wolał nie wspominać), zawsze myślał tylko o niej (co było żałosnym i dość dziwacznym tekstem). Że przez tyle lat żałował ich zerwania i był przekonany, że miłość nie była mu przeznaczona. — A co tam u ciebie? Czy mogę spytać... wiesz... o twoją rękę? Czy wolisz nie mówić? Bo jeśli nie chcesz o tym opowiadać, nie ma problemu.