26.11.2024, 15:01 ✶
Kwiaty były naprawdę przepiękne. Prawdopodobnie wysuszy je sobie, powiesi i pozostawi, aby o nim nich pamiętać. Za to pytanie o Walię wycisnęło jej serce z wody tęsknoty, jak brudną szmatę, bo wspomnienie domu i rodziny, która najwyraźniej średnio chciała jej powrotu, były wciąż żywe. ZBYT żywe, aby mogła odpowiedzieć na to z obojętnością, więc i uparcie (żeby się nie użalać przed Icarusem) postanowiła to zignorować. Zrobiła wielkie oczy zmartwiona i podniosła się lekko, gdy wspomniał, że on również dużo pił, jednakże uspokoiła się na deklaracji o bardzo mocnej kawie. Kobieta naprawdę miała nadzieję, że Icarus czuł się lepiej.
,,Ojciec umarł, założyłem Convivium i rzuciłem historię. Mieszkam z Electrą i Basilem i no... istnieję.’’ Och, Icarusie. Rudowłosa pragnęła spytać o tak wiele; o Dedalusa, bar, jego starą pasję. Trudno było jej uwierzyć, że to wszystko przepadło. Potem o czym pomyślała, to fakt, że wszystko o czym wspomniał sprowadzało się do jej wypadu w barze oraz organizowanego tam Wieczorku Singli. I że najwyraźniej zbagatelizowała ciężar, który ten oto mężczyzna dźwigał.
— Tak swoją drogą to chciałabym cię przeprosić za to, jak na ciebie naskoczyłam. Wtedy na wieczorku singli — doprecyzowała. — Byłam… Zła na ciebie — złość to mało powiedziane. — Frustracja zrobiła swoje, ale nie usprawiedliwia mnie to w żaden sposób — kobieta przemyślała swoje zachowane i doszła do wniosku, że nie miała absolutnie żadnego prawa do swoich słów — o wymówkach Icarusa i własnym przeczuciu, że może w jakimś stopniu jeszcze go znała dobrze. Naprawdę bolało ją to, że pozwoliła sobie za zbyt wiele.
— Electra — przypomniała sobie swój dziwaczny sen o dwóch klaczach w wagonie pociągowym sprzed paru tygodni. Dlaczego to właśnie końskie tyłki przyszły jej na myśl, kiedy pomyślała o siostrze Icarusa? Tylko bogowie mogli taką wiedzę posiadać. A genów Prewettów nie była w stanie przestać komplementować. Cała trójka rodzeństwa była niczego sobie, ale to Ari siedzący naprzeciwko niej sprawiał szybsze bicie serca. — To ta ślicznotka, która obsługiwała mnie na wieczorku singli, prawda? I Basil! Co tam u twojego brata? Jakoś nigdy nie było czasu, a pisał, aby umówić się do niego na wizytę w sprawie zdrowotnej… — przerwała i postukała paznokciami w stolik, uniosła brwi, ponieważ przez chwilę nie była pewna, jak zareagować na jego pytanie. Temat jej ręki wciąż zdawał się wyjątkowo delikatny i nie tylko dlatego, że był głęboko powiązany z tym, co straciła. Wstydziła się przed nim, ale kawałek jego historii za jej brzmiał rozsądnie; zwłaszcza, że nie była do końca przekonana, jak z Icarusem rozmawiać. — W porządku, możesz pytać. To znaczy… Nie jest to coś, o czym często rozmawiam, ale jeśli pytasz, bo… — z powodu troski? — …z ciekawości, to nie mam z tym problemu.
Zamilkła na moment, żeby pozbierać myśli.
— Wypadek przy pracy. Miała być najzwyklejsza to rutyna przy transporcie smoka w inne miejsce, ale że Rogogon Wegięrski to taka rasa, która jest cały czas wkurwiona, to… No… — uświadomiła sobie, że jednak nie była gotowa wypowiedzieć tego na głos, to jeszcze nie była na to pora. — Próbowałam pomóc stworzeniu, które okazało się bardziej nieprzewidywalne niż myślałam. I pewnie gdybym była szybsza albo ostrożniejsza, to wszystko wyglądałoby inaczej… — wytłumaczyła. Oparła się plecami o krzesło i wzruszyła ramionami, próbowała nadać całej sytuacji lekkości. — To już przeszłość. Radzę sobie – ledwo, ale wciąż pamiętała łzy lecące ciurkiem w pierwszych tygodniach przez ból i niemoc. — Powiedzieli mi, że nigdy nie odzyskam dawnej sprawność, także musiałam nauczyć się robić wszystko lewą ręką — potrzebowała żartu, więc uśmiechnęła się szczerze. — Mamy magię, ale nie uwierzysz mi, jak coś takiego może być trudne — a potem znowu przygasła. — Ojciec zadecydował od razu, że nie ma szans abym wróciła do pracy w rezerwacie. I miał rację, więc jestem tu. Za biurkiem, ale są smoki i badania, więc ponownie… Na plus. Nawet jeśli to wszystko wygląda inaczej niż kiedyś.
Mona ominęła część, w której powinna wspomnieć, że kurewsko nienawidziła swojej pracy, ale nie potrafiła wyjaśnić, że przynajmniej temat smoków na papierze pozwalał być blisko tego, co ją napędzało.
,,Ojciec umarł, założyłem Convivium i rzuciłem historię. Mieszkam z Electrą i Basilem i no... istnieję.’’ Och, Icarusie. Rudowłosa pragnęła spytać o tak wiele; o Dedalusa, bar, jego starą pasję. Trudno było jej uwierzyć, że to wszystko przepadło. Potem o czym pomyślała, to fakt, że wszystko o czym wspomniał sprowadzało się do jej wypadu w barze oraz organizowanego tam Wieczorku Singli. I że najwyraźniej zbagatelizowała ciężar, który ten oto mężczyzna dźwigał.
— Tak swoją drogą to chciałabym cię przeprosić za to, jak na ciebie naskoczyłam. Wtedy na wieczorku singli — doprecyzowała. — Byłam… Zła na ciebie — złość to mało powiedziane. — Frustracja zrobiła swoje, ale nie usprawiedliwia mnie to w żaden sposób — kobieta przemyślała swoje zachowane i doszła do wniosku, że nie miała absolutnie żadnego prawa do swoich słów — o wymówkach Icarusa i własnym przeczuciu, że może w jakimś stopniu jeszcze go znała dobrze. Naprawdę bolało ją to, że pozwoliła sobie za zbyt wiele.
— Electra — przypomniała sobie swój dziwaczny sen o dwóch klaczach w wagonie pociągowym sprzed paru tygodni. Dlaczego to właśnie końskie tyłki przyszły jej na myśl, kiedy pomyślała o siostrze Icarusa? Tylko bogowie mogli taką wiedzę posiadać. A genów Prewettów nie była w stanie przestać komplementować. Cała trójka rodzeństwa była niczego sobie, ale to Ari siedzący naprzeciwko niej sprawiał szybsze bicie serca. — To ta ślicznotka, która obsługiwała mnie na wieczorku singli, prawda? I Basil! Co tam u twojego brata? Jakoś nigdy nie było czasu, a pisał, aby umówić się do niego na wizytę w sprawie zdrowotnej… — przerwała i postukała paznokciami w stolik, uniosła brwi, ponieważ przez chwilę nie była pewna, jak zareagować na jego pytanie. Temat jej ręki wciąż zdawał się wyjątkowo delikatny i nie tylko dlatego, że był głęboko powiązany z tym, co straciła. Wstydziła się przed nim, ale kawałek jego historii za jej brzmiał rozsądnie; zwłaszcza, że nie była do końca przekonana, jak z Icarusem rozmawiać. — W porządku, możesz pytać. To znaczy… Nie jest to coś, o czym często rozmawiam, ale jeśli pytasz, bo… — z powodu troski? — …z ciekawości, to nie mam z tym problemu.
Zamilkła na moment, żeby pozbierać myśli.
— Wypadek przy pracy. Miała być najzwyklejsza to rutyna przy transporcie smoka w inne miejsce, ale że Rogogon Wegięrski to taka rasa, która jest cały czas wkurwiona, to… No… — uświadomiła sobie, że jednak nie była gotowa wypowiedzieć tego na głos, to jeszcze nie była na to pora. — Próbowałam pomóc stworzeniu, które okazało się bardziej nieprzewidywalne niż myślałam. I pewnie gdybym była szybsza albo ostrożniejsza, to wszystko wyglądałoby inaczej… — wytłumaczyła. Oparła się plecami o krzesło i wzruszyła ramionami, próbowała nadać całej sytuacji lekkości. — To już przeszłość. Radzę sobie – ledwo, ale wciąż pamiętała łzy lecące ciurkiem w pierwszych tygodniach przez ból i niemoc. — Powiedzieli mi, że nigdy nie odzyskam dawnej sprawność, także musiałam nauczyć się robić wszystko lewą ręką — potrzebowała żartu, więc uśmiechnęła się szczerze. — Mamy magię, ale nie uwierzysz mi, jak coś takiego może być trudne — a potem znowu przygasła. — Ojciec zadecydował od razu, że nie ma szans abym wróciła do pracy w rezerwacie. I miał rację, więc jestem tu. Za biurkiem, ale są smoki i badania, więc ponownie… Na plus. Nawet jeśli to wszystko wygląda inaczej niż kiedyś.
Mona ominęła część, w której powinna wspomnieć, że kurewsko nienawidziła swojej pracy, ale nie potrafiła wyjaśnić, że przynajmniej temat smoków na papierze pozwalał być blisko tego, co ją napędzało.