27.11.2024, 23:32 ✶
W spokojnym milczeniu obserwowała niezdrowy rumieniec na twarzy nastolatki i z równym stoicyzmem, a także grzecznym uśmiechem, czekała na swoją kolej.
Doskonale znała ten typ zachowania, ba!, sama go kiedyś stosowała. Ale tylko krótko, bo do swoich szóstych urodzin, a potem nauczyła się już emocjonalnie szantażować swoich rodziców i zdobywać przewagę nad rówieśnikami.
— Ach, tak? — rzuciła w końcu, przechylając głowę delikatnie na bok i zaraz potem okrążyła powoli ladę, niespiesznie przekraczając terytorium młodej czarownicy. Rozejrzała się potem po kontuarze, zajrzała prędko na kasę i zamyśliła się, ale tylko na chwilę, bo dziewczyna zaczęła robić scenę. Oby tylko Peregrinus przed sklepem nie pomyślał, że ją tutaj skórują…
— Dobrze, już cicho, mała kretynko — uciszyła ją ostro. — Sądzisz, że nie można tego sprawdzić, tak? Owszem, można. Mam przyjaciela w Biurze Bezpieczeństwa, nazywa się Parker Hammers i od ręki mógłby sprawdzić w różdżce twojej i każdego twojego pracownika kilka ostatnich zaklęć, które zostały przez was rzucone. Zaraz potem, albo nawet wcześniej, mogę wysłać list do mojego byłego szefa w Biurze ds. Wykrywania i Konfiskacji Fałszywych Zaklęć i Przedmiotów Ochronnych, który, zapewniam z ręką na sercu, kochanie, nie będzie zadawał żadnych pytań tylko od razu zamknie ten twój śmieszny sklepik. Możesz sobie telefonować— nie, czekaj, pisać do tatusia, wzywać samego Ministra i próbować postawić mnie przed Wizengamotem, ale, ponownie, z drugą ręką na sercu, zapewniam Cię, że prędzej wyjdę stamtąd ja, aniżeli ty.
Kłamała tak naprawdę, choć nie we wszystkich kwestiach. Miała wielu przyjaciół i jeszcze więcej znajomych, ale nie była pewna, co do tego sprawdzania zaklęć na różdżce. Jeszcze nigdy nie miała potrzeby, żeby to sprawdzać, ale… kto wie, może to był ten pierwszy raz? Nie mniej, musiała tylko napisać jeden albo dwa listy i sprawa rozwiąże się sama.
— To jak będzie, hm? Zalecałabym przeniesienie biznesu albo całkowite zamknięcie. Chyba, że postanowisz podejść do tego dorośle i wyjdziemy z tego obie zwycięsko. To znaczy, ograniczysz się do sprzedawania tandety i swojej strony ulicy, a mnie i mój antykwariat zostawisz w spokoju. Chyba, że marzy Ci się przedwczesny nakaz eksmisji, którego nie powstrzyma żaden czek wypisany przez tatusiową skrytkę.
Doskonale znała ten typ zachowania, ba!, sama go kiedyś stosowała. Ale tylko krótko, bo do swoich szóstych urodzin, a potem nauczyła się już emocjonalnie szantażować swoich rodziców i zdobywać przewagę nad rówieśnikami.
— Ach, tak? — rzuciła w końcu, przechylając głowę delikatnie na bok i zaraz potem okrążyła powoli ladę, niespiesznie przekraczając terytorium młodej czarownicy. Rozejrzała się potem po kontuarze, zajrzała prędko na kasę i zamyśliła się, ale tylko na chwilę, bo dziewczyna zaczęła robić scenę. Oby tylko Peregrinus przed sklepem nie pomyślał, że ją tutaj skórują…
— Dobrze, już cicho, mała kretynko — uciszyła ją ostro. — Sądzisz, że nie można tego sprawdzić, tak? Owszem, można. Mam przyjaciela w Biurze Bezpieczeństwa, nazywa się Parker Hammers i od ręki mógłby sprawdzić w różdżce twojej i każdego twojego pracownika kilka ostatnich zaklęć, które zostały przez was rzucone. Zaraz potem, albo nawet wcześniej, mogę wysłać list do mojego byłego szefa w Biurze ds. Wykrywania i Konfiskacji Fałszywych Zaklęć i Przedmiotów Ochronnych, który, zapewniam z ręką na sercu, kochanie, nie będzie zadawał żadnych pytań tylko od razu zamknie ten twój śmieszny sklepik. Możesz sobie telefonować— nie, czekaj, pisać do tatusia, wzywać samego Ministra i próbować postawić mnie przed Wizengamotem, ale, ponownie, z drugą ręką na sercu, zapewniam Cię, że prędzej wyjdę stamtąd ja, aniżeli ty.
Kłamała tak naprawdę, choć nie we wszystkich kwestiach. Miała wielu przyjaciół i jeszcze więcej znajomych, ale nie była pewna, co do tego sprawdzania zaklęć na różdżce. Jeszcze nigdy nie miała potrzeby, żeby to sprawdzać, ale… kto wie, może to był ten pierwszy raz? Nie mniej, musiała tylko napisać jeden albo dwa listy i sprawa rozwiąże się sama.
— To jak będzie, hm? Zalecałabym przeniesienie biznesu albo całkowite zamknięcie. Chyba, że postanowisz podejść do tego dorośle i wyjdziemy z tego obie zwycięsko. To znaczy, ograniczysz się do sprzedawania tandety i swojej strony ulicy, a mnie i mój antykwariat zostawisz w spokoju. Chyba, że marzy Ci się przedwczesny nakaz eksmisji, którego nie powstrzyma żaden czek wypisany przez tatusiową skrytkę.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you