28.11.2024, 12:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2024, 12:30 przez Woody Tarpaulin.)
Mamo, to wcale nie ja zacząłem. To on!
Woody przecież tylko podzielił się swoimi opiniami o Anthonym Shafiqu, tak? Może i niezbyt przychylnymi i deko niecenzuralnymi, ale opiniami prosto z głębi szczerego serca. Miałżeby kłamać? Może i nie miał z łgarstwem najmniejszego problemu, lecz gdzieżby w takiej sprawie. Po jego trupie. To Selwyn był winny, bo wziął sobie jego słowa nieprzyzwoicie mocno do serca.
Pojawiła się u Longbottoma jedna tylko refleksja: być może zbędna była rzeczywiście sugestia, że Jonathan kpi sobie z niego w gronie kolegów. Może tutaj starszy czarodziej przesadził, ale termat był drażliwy, a obcowanie z Woodym i bez takich przypominało często spacer po wyjątkowo gęsto obsianym polu minowym. Ładunki, całe szczęście, wybuchały zwykle niegroźnie, mimo że głośno.
— Bo zazdrościcie, wszyscy bez wyjątku — pouczył go w odpowiedzi na uwagę o kapeluszach, sprowadzając tym samym rozmowę na standardowe, bezpieczne tory.
Wcześniejsza dyskusja wyzwoliła, widać, w obu to, co najgorsze. Woody’emu również ostatnie zaklęcie nie wyszło, był roztargniony i zły. Piekielne emocje, tylko przeszkadzały, odciągnęły ich od głównego celu spotkania: treningu. Zasadził się zatem Tarp na ostatnią tarczę, splatając zaklęcie mające rozbić ostatnią ją rozproszeniem. Dla pewności posłał dwa zaklęcia pod rząd.
rozproszenie x2
Już pierwszemu udało się osiągnąć cel, drugie trafiło w pustkę. Prócz magii rozproszyć udało się również emocje. Las oraz atmosfera pomiędzy zakonnikami na powrót stały się spokojne, nastała cisza po burzy.
— I o to chodzi. — Zadowolony Woody wziął się pod boki. — Nieźle ci idzie jak na skostniałego urzędasa — pochwalił poczciwie kolegę, aby ostatecznie zakopać topór, który zmaterializował się między nimi bóg wie kiedy.
Mimo że powrócił temat Tessy, teraz już nie wywoływał w nim aż tak gwałtownych zrywów. Powróciła wypracowana przez lata nonszalancja, Longbottom udawał tym samym w pełni obojętnego na ewentualne perypetie matrymonialne byłej.
— A może i wyjdzie za mąż. Czemu by miała nie wyjść? Atrakcyjna z niej przecież baba, pieniądze też ma, dobra partia dla samotnego kawalera w średnim wieku. Mało to samotnych mężczyzn? Jeszcze nawet nie jest za połową życia; kupa czasu, żeby je sobie je z kimś poukładać i się zestarzeć.
Woody przecież tylko podzielił się swoimi opiniami o Anthonym Shafiqu, tak? Może i niezbyt przychylnymi i deko niecenzuralnymi, ale opiniami prosto z głębi szczerego serca. Miałżeby kłamać? Może i nie miał z łgarstwem najmniejszego problemu, lecz gdzieżby w takiej sprawie. Po jego trupie. To Selwyn był winny, bo wziął sobie jego słowa nieprzyzwoicie mocno do serca.
Pojawiła się u Longbottoma jedna tylko refleksja: być może zbędna była rzeczywiście sugestia, że Jonathan kpi sobie z niego w gronie kolegów. Może tutaj starszy czarodziej przesadził, ale termat był drażliwy, a obcowanie z Woodym i bez takich przypominało często spacer po wyjątkowo gęsto obsianym polu minowym. Ładunki, całe szczęście, wybuchały zwykle niegroźnie, mimo że głośno.
— Bo zazdrościcie, wszyscy bez wyjątku — pouczył go w odpowiedzi na uwagę o kapeluszach, sprowadzając tym samym rozmowę na standardowe, bezpieczne tory.
Wcześniejsza dyskusja wyzwoliła, widać, w obu to, co najgorsze. Woody’emu również ostatnie zaklęcie nie wyszło, był roztargniony i zły. Piekielne emocje, tylko przeszkadzały, odciągnęły ich od głównego celu spotkania: treningu. Zasadził się zatem Tarp na ostatnią tarczę, splatając zaklęcie mające rozbić ostatnią ją rozproszeniem. Dla pewności posłał dwa zaklęcia pod rząd.
rozproszenie x2
Rzut N 1d100 - 46
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut N 1d100 - 39
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Już pierwszemu udało się osiągnąć cel, drugie trafiło w pustkę. Prócz magii rozproszyć udało się również emocje. Las oraz atmosfera pomiędzy zakonnikami na powrót stały się spokojne, nastała cisza po burzy.
— I o to chodzi. — Zadowolony Woody wziął się pod boki. — Nieźle ci idzie jak na skostniałego urzędasa — pochwalił poczciwie kolegę, aby ostatecznie zakopać topór, który zmaterializował się między nimi bóg wie kiedy.
Mimo że powrócił temat Tessy, teraz już nie wywoływał w nim aż tak gwałtownych zrywów. Powróciła wypracowana przez lata nonszalancja, Longbottom udawał tym samym w pełni obojętnego na ewentualne perypetie matrymonialne byłej.
— A może i wyjdzie za mąż. Czemu by miała nie wyjść? Atrakcyjna z niej przecież baba, pieniądze też ma, dobra partia dla samotnego kawalera w średnim wieku. Mało to samotnych mężczyzn? Jeszcze nawet nie jest za połową życia; kupa czasu, żeby je sobie je z kimś poukładać i się zestarzeć.
piw0 to moje paliwo