Specyficzny zapach tej skóry sprawiał, że miał ochotę zatopić w nią nos i węszyć. Próbując zrozumieć, co to były za zapachy. Nie znał się na kaletnictwie, oprawianie skóry było poza jego zasięgiem wyobrażenia, ale głupi nie był. Czymś musieli zaprawiać to wszystko, żeby dało się to nosić i nie obsiadały tego muchy głodne krwi. Ciekawe, co robili z resztą takiego kota. Podobno w niektórych krajach je jedli..? Powstrzymał się przy tym zatapianiem nochala w skórze, bo ten zapach wcale nie był takimi perfumami, żeby go szukał. Ponadto jego wzrok skupił się na Victorii. Poruszyła się i wyciągnęła kolejne zawiniątko. Tutaj też mogło się pojawić to samo tendencyjne pytanie. Czy to to, o czym myślę? Prędzej było temu jednak do "nie chcę tego", które powstrzymał na końcu języka i nie pozwolił mu wypłynąć na zewnątrz. Jej mina i wielkość pakunku pozostawiała tutaj małe pole do popisu, żeby nie był pewien, co będzie w środku.
Zawiesił skórę przez przedramię i spojrzał na nią sceptycznie, z lekkim grymasem niezadowolenia. Nie musiał pytania zadawać - ono w odmiennej formie malowało się na jego twarzy, chociaż naprawdę starał się nie. Skoro ją to tak cieszyło i bawiło to mógł się trochę wysilić i nie zepsuć jej zabawy. Ten grymas zmienił się na cyniczny uśmieszek kącikiem ust. Odebrał paczuszkę i rozparcelował ją równie pieczołowicie. A kiedy zobaczył zawartość to uniósł jedną brew i spojrzał na Victorię wymownie. Równie dobrze mógł to jej oddać albo wyrzucić do śmieci - bo nie miał pojęcia, co miałby z tym zrobić. Nie zamierzał tego zatrzymywać, bo po co mu to było? Victoria miała szmalu jak lodu, to co jej po paru groszach na takie majtki, skoro sprawiało jej to frajdę i przyjemność.
Ton rozmowy sprzed godziny zaniknął całkowicie. Wsiąknął w posadzki tego mieszkania. I pomimo tego, że myślał o powrocie do siebie to teraz nie było mu tak śpieszno. Mógł wracać w zupełnie innym nastroju. Był wdzięczny. Był jej naprawdę cholernie wdzięczny. Za wszystko.
- Założę do garniaka. Koniecznie na wierzch. - Dopełniłoby to jego stylu jak nic. - Rozpieściłaś mnie. Dziękuję. - Nie był fanem tych magicznych słów, ale czasami wypowiadało się z zaskakującym wrażeniem, że to dokładnie ten moment, w którym powinny zostać użyte. Dlatego nie powinny być też nadużywane. - To właściwie jak prezent przeprowadzkowy. - Uniósł rękę ze skórą na przedramieniu, żeby zaakcentować, o czym mówi. Maniera robienia sobie prezentów na przeprowadzki była całkowicie normalna, choć tutaj to był bardziej przypadek.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.