Poruszył brwiami całkowicie sugestywnie - w żartach, rzecz jasna, bo wcale nieśpieszno mu było do takich jednoznacznych przebieranek. Tak, ona byłaby policjantem, a on tym złym typem... czyli wcale by daleko w roleplayu nie uciekli. Różniłaby się tylko tandetność ich przebrań i to, że w ogóle musza to robić. To samo w sobie wydawało mu się tandetne. Żaden z niego był jeden specjalista od tego typu zagadnień - ale nie był też tka wspaniałomyślny, żeby myśleć kategoriami "nie wiem, to się nie wypowiem". Mógłby krytykować, a i owszem! Marudzić - dla zasady. Wcale nie uważał się za lepszego wśród tłumów ludzi, którzy łatwo podnosili kamień, żeby rzucać w oskarżonego kamieniem. I nikt nie pytał, czy oskarżony został słusznie.
- Kominek... - Prychnął i machnął łapą z irytacją. Nie irytował się na Victorię, co zaraz zostało wyjaśnione. - Jasne, jest kominek. Do grzania dupska, albo wyglądania cool. Wybierz sobie kurwa jedno. - W zasadzie to pewnie były oba, bo ciężko mówić, żeby Joseph MARZŁ. - Pewnie i tak podłączę ten kominek... - Dla Josepha było to "bezpieczeństwo", które dyktowane było logiką, że bezpieczniej było, kiedy nikt nie mógł ci wejść do domu. Zresztą ten wampir cenił sobie prywatność, a niekoniecznie już tak bardzo cenił prywatność innych. Podwójne standardy, ot co. - A co to, pali się, żeby wszystko teleportować? - Wzruszył ramionami. I ryzykować nawet mały stopień rozszczepenia, albo pogubienia rzeczy przy okazji? Wolał to na spokojnie przetargać. Ostatnim, czym musiał się przejmować, to śmierć ze starości. Największą przeszkodą mogła być co najwyżej jego cierpliwość - czyli jej brak. - Pewnie jakieś większe rzeczy przetargam teleportacją pod chałupę... ale zobaczę, nie chce robić zamieszania w mugolskiej dzielnicy. Na chuj mi to. - Ostatnie, czego potrzebował, to uwaga Brenny Longbottom, która miałaby kolejny pretekst do zakucia go w kajdanki. - Nie, jeszcze nie. - I miał nadzieję, że nie powstanie nagły problem związany z ich przekazaniem, ale jego katalityczne spojrzenie na świat i rzeczywistość podpowiadały mu, że te problemy mogły być - jeszcze jak. - Zbieram się ze swoimi fantami, a ty się na spokojnie rozpakuj. Jak się dostanę do nowego nabytku to dam ci znać przez tego latającego pierdolca. - Czyli przez sowę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.