• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[1970] Nie dokazuj, miły, nie dokazuj | Perseus & Elliott

[1970] Nie dokazuj, miły, nie dokazuj | Perseus & Elliott
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#4
24.01.2023, 04:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2023, 04:26 przez Elliott Malfoy.)  
Zapadła cisza, która spowodowała, że twarda obojętność Malfoya, wiedziona przyzwyczajeniem i widokiem znajomych rysów, zaczęła mięknąć. Lód miał to do siebie, że pod naporem gorącego nacisku topił się bardzo szybko; wodospad będący powłoką, która otaczała serce Malfoya teraz płynałby po posadzce, moczył spiralne schody i zakrywał londyński bruk, mieszał się z brudną deszczówka, tak samo jak mieszały się jego słone łzy niejednego wieczora, gdy wracał myślami do spacerów, długich rozmów, gromkiego śmiechu i ciepła spojrzenia, w którym odbijała się nie tylko odwzajemniona miłość, ale też podziw i zrozumienie. Zapragnął zamknąć Perseusowi dębowe drzei przed nosem, odwrócić się do niego plecami, tak jak on zrobił to przed laty pozwalając, aby niezamknięty rozdział ciągnał się za Elliottem pare następnych tygodni, miesięcy, a nawet lat.
Klękając na jedno kolano, myślał o zamkniętych w małym mieszkaniu wspomnieniach, o szczęściu, które tam zatrzasnał i zaklął, jakie teraz sprawiało jedynie, że ból wbijał się w dygocące z rozpaczy serce, w przestrachu pragnące wyczuć obok bicie tego drugiego, sparowanego i rytmicznie tworzącego melodię dwutaktu. Oglądał łabędzie w St. James's Park, jak co wiosnę sięgały do siebie długimi szyjami, aby związać się na całe życie; gdy jeden z nich odchodził, drugi umierał z samotności i rozpaczy. Tak się właśnie czuł w pierwszych tygodniach - pusty, oszukany, zostawiony na pastwę Londynu i dzierżącej egidę jego dziedzictwa Anglii. Oddechy przychodziły z trudem, gdy siedział przy biurku i wpatrywał się w rytmicznie uderzający w okno deszcz. Spędzał wieczory sam, wmawiał sobie, że nie potrzebował towarzystwa, że tylko to mu się należy, za to jak naiwny, głupi i emocjonalny był; gdyby posluchał ojca, nie padając w ramiona kolejnego mężczyzny być może o wiele szybciej znalazłby szczęście w małżeństwie. Ale czy naprawdę był ukontentowany? Uśmiechy żony powodowały, że je odwzajemniał. Niewielkie gesty, dygnięcia, przeczesywanie jej jasnych włosów nie sprawiało, że palce delikatnie mu się trzęsły, ręce pociły, a serce dygotało w chęci rozgrzania drugiej osoby. Próbował dac Simone wszystko to, czym obdarzył wcześniej Perseusa, ale nie potrafił. Znów musiał narzucić na siebię płachtę kłamcy, skryć pragnienia i własne potrzeby pod rozgwieżdżonym niebem, we własnej zadumie i kolejnej szklance alkoholu. Ten zawód różnił sie od poprzednich na tyle, że Black był w jego życiu praktycznie od zawsze, wpierw jako przyjaciel, potem jako powiernik sekretów, a ostatecznie jako kochanek, który bez słowa zniknął, wbił mu srebrny sztylet pomiędzy żebra i z oddali patrzył jak ugina się pod ciężarem bólu, jaki mu zadał. Nie mógł na niego patrzeć na ślubie, nie był nawet pewien dlaczego przyszedł. Nic nie mogło wyrazić złości, jaką wtedy do niego czuł, chciał pokazać ze wszystkich sił, że jest szczęśliwy, a to wychodziło mu przecież najlepiej - pozorowanie swojej własnej satysfakcji oraz powierzchowność. Nic, co robił od trzynastego roku życia nie było związane ze szczerością, wszystko było dyktowane instynktem przetrwania, poza dwuznacznymi spojrzeniami wymienianymi z Perseusem, delikatnymi całusami, zwiewnymi jak wiosenny wietrzyk i ciepłymi jak letnia mżawka; mocniejszymi, zdecydowanymi dotykami nagiej skóry, wescthnięciami przyjemności.
Każde lato przypominało promienie słoneczne padające na twarz bruneta, gdy przechadzali się bulwarem miasta na południu Francji, delektując się swobodą, wspólnym towarzystwem i całą nocą spędzoną na rozmowach. Słońce wschodziło nad horyzontem, a oni wciąż siedzieli na plaży, powoli przymykając oczy, dłońmi czując sypkość piasku, a uszami rejestrując uspokajający szum morza i swoje zaplątane w alkoholu i nocnych wojażach głosy. Zwiewność lnianych koszul splątywała się z ozdobnością francuskiego pokoju, mozaiką drewna na posadzce, wygrawerowanymi ornamentami przy nóżce żyrandolu i klamkach podwójnych drzwi balkonowych. Widok na morze Śródziemne, którego poranny i wieczorny powiew był tak różny, a zarazem tak samo kojąco znany i ciepły jak usta kochanka napotykane nad szklanką wina i zatapiane w zawiłościach jego ciała, jakby był kolejną, wykwintną potrawą.
Zapragnął się rozpłakać, ale zabrakło mu łez. Smutek i rozgoryczenie bardzo szybko przeinaczyły się w złość, podskórną irytację. Po tylu latach milczenia, jak śmiał pojawić się przed moimi drzwiami? Na co liczył? Na ciepłe przyjęcie? Na kolejną, nic nie znaczącą noc Wzburzone myśli kotłowały się w sztormie chwili, wzburzały odbijając od poczucia zawziętości podbudowanego zranionym ego. Twarz Blacka złagodniała, Elliott zauważył to niemal od razu, ale nie wynagrodziło to wcale słów, które mężczyzna wypowiedział na głos, pierwsze, jakimi go uraczył od pięciu lat nieobecności. Wykonane kroki w przód, jedynie upewniły Elliotta w fakcie, że przyszedł tu po wybaczenie, być może licząc na nocną igraszkę - nie był pewien, bo w ciągu emocji, jaki rozprostowywał się powoli niczym gnieciony, trzymany w kufrze żagiel majestatycznego okrętu, brakowało sensu, chłodnej logiki, która ratowałaby sytuacje.
Wciągnął gwałtownie powietrze i zrobił coś, na co zazwyczaj by sobie nie pozwolił, dał upust swojej złości. Wiedział, że więcej jej przyjąć nie może, że kolejna, choćby najmniejsza kropla przeleje czarę goryczy, a łzy potoczą się po jego pozornie zobojętniałej, wyciosanej w kamieniu twarzy, pod którą skrywał swoje prawdziwe, zranione 'ja', wewnętrznego młodego chłopca, który liczył tylko i wyłącznie na ciepły dotyk troski, na zwrócenie na niego uwagi, na przeczesanie włosów w czułym geście.
Zdecydowanym gestem złapał za klapy płaszcza Perseusa, czując jak wnętrze dłoni wiglotnieje mu od zaplątanych w materiał kropli londyńskiego deszczu i mgielnej kondensacji stolicy. Szarpnął go zdecydowanie, pozwalajac, by szron na niebieskich oczach całkowicie stopniał, ukazując czajacą się pod nim furię, liżące ostatki zbudowanej razem twierdzy ognie, przy których mogli chociaż na chwilę się ogrzac, zanim przyjemnośc ich przeszłej relacji zmieni się w pogorzelisko. Plecy Blacka uderzyły o ścianę w holu, a Elliott lekkim skinieniem różdżki zamknął za nimi drzwi, te zatrzasnęły się zostawiajac ich w półmroku holu. Światło dochodziło z pokoju, który kiedys używany był jako salon, sam przedpokój wydawał się pusty, podłogę wykładał bordowy, perski dywan, który teraz wsiąkał wodę i błoto z butów bruneta.
- Zjawiasz się tu, do jasnej kurwy, po pięciu latach i karmisz mnie swoją własną irytacją? - prawie krzyknął nie puszczajac ubrania byłego kochanka - Masz czelność pukać do tych pierdolonych drzwi i zakłócać mój spokój swoją zbolałą facjatą? - kontynuował, bo nie był w stanie pohamować wypływającej z niego, zbieranej przez ostatnie lata złości i goryczy. Czoło miał zatłoczone zmarszczkami, a twarz wyginał grymas furii. Zamiast użyć pięści czy fizyczności przyłożył mu zimny koniuszek różdżki pod szyje, patrząc dokładnie w oczy Perseusa, nie powstrzymując wściekłości, którą gromił go z tak bliska, prawie, że stykając się z nim swoim ciałem, pozwalając, aby koszula i spodnie zawilgotniały od nadzienia wierzchniego. Mimowolnie przypomniał sobie o tej nocy, gdy spotkali Jęcząca Martę, kiedy przyszpilił ciało Perseusa do muru w szkolnej łazience i czuł bicie jego serca prawie tak samo wyraźnie jak teraz. Delikatność dłoni byłego przyjaciela, jego palców dotykających rękę sprawiło, że złość jedynie wezbrała - był taki głupi, omamiony wizją szczęścia w jego ramionach.
- Daj mi jeden. Chociaż kurwa jeden powód, dla którego miałbym teraz nie potraktować cię najbardziej okropną klątwą, jaka przychodzi mi do głowy, tylko i wyłącznie za twoją cholerną zuchwałość - kosmyki idealnie ułożonych włosów wysmyknęły się z zaczesania, opadając na czoło, gdy wysyczał jadowite słowa przez zęby. Klatka piersiowa unosiła mu się arytmicznie w górę i w dół, nie mógł powstrzymać chaotyczności oddechu, oczy mu się zeszkliły, wiedział, że jak mrugnie to popłynął mu po policzkach łzy, skapując na wilgotne ubranie drugiego mężczyzny. Nieprzyjemne emocje kuły w klatkę piersiową, powodowały, ze szczeka zaciskała i spinała się, przez co musiał mieć lekko rozchylone usta, powietrze wydobywało się spomiędzy nich z lekkim świstem, jakby kolejne słowa miały nadejść niebawem i być gorsze od tego, co juz wyszło ze strony Malfoya.
Przerażenie przesmykneło się przez kalejdoskop emocji, dla odmiany widoczny jak na otwartej dłoni na licu blondyna. Nigdy nie potraktował kogoś z taką bezpośredniością, nie pozwolił swoim emocjom wziąć góry i przyozdobić twarz silnym uczuciem złości. Miał wrażenie, że w niczym mu to nie pomogło, jedynie spowodowało, ze czuł się słaby, omamiony własną, ślepą miłością i bezdenna rozpaczą z powodu utraty osoby, jaką szczerze kochał.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elliott Malfoy (3017), Perseus Black (3431)




Wiadomości w tym wątku
[1970] Nie dokazuj, miły, nie dokazuj | Perseus & Elliott - przez Perseus Black - 15.01.2023, 03:48
RE: [1970] Nie dokazuj, miły, nie dokazuj | Perseus & Elliott - przez Elliott Malfoy - 15.01.2023, 05:30
RE: [1970] Nie dokazuj, miły, nie dokazuj | Perseus & Elliott - przez Perseus Black - 24.01.2023, 00:02
RE: [1970] Nie dokazuj, miły, nie dokazuj | Perseus & Elliott - przez Elliott Malfoy - 24.01.2023, 04:23
RE: [1970] Nie dokazuj, miły, nie dokazuj | Perseus & Elliott - przez Perseus Black - 01.02.2023, 23:41
RE: [1970] Nie dokazuj, miły, nie dokazuj | Perseus & Elliott - przez Elliott Malfoy - 08.05.2023, 20:40
RE: [1970] Nie dokazuj, miły, nie dokazuj | Perseus & Elliott - przez Perseus Black - 11.05.2023, 21:38

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa