02.12.2024, 12:46 ✶
Nie zdziwiło jej to, że Rowle nie zamierzał się mieszać w tę całą sprawę. W teorii dotyczyła jego departamentu, w praktyce jednak wszystko pozostawało w rękach Przestrzegania Prawa. Faye westchnęła, spuszczając wzrok. Nie oczekiwała od niego, że się za nią wstawi: sama nie do końca wiedziała, co nią kierowało, gdy wysyłała mu list. Była po prostu przestraszona, bo pamiętała, co się stało z ich krewnym. Pamiętała ostrzeżenia, które płynęły z ust rodziców i braci. Miała na siebie uważać, a wyszło... Cóż, jak zawsze. Podejrzewała, że przez to, że sama tu przyszła, wszystko będzie łatwiejsze - ale ta pewność wyparowała z niej w chwili, gdy Bones wszedł do pokoju. Uniosła głowę, a jej orzechowe oczy rozszerzyły się w mieszaninie zdziwienia i strachu. Nie podejrzewała, że to akurat jego przydzielą do sprawy. Ba - podejrzewała, że dadzą jej kogoś... Cóż, bardziej ostrego. Bones nie reprezentował swoim jestestwem służbisty, a Traversowa podejrzewała, że właśnie kogoś takiego jej wrzucą. Żeby ją przemaglować, żeby wyciągnąć wszystko co wie i ewentualnie ukarać. Nie to, żeby nie miała zaufania do Ministerstwa, ale jakoś tak...
Po prostu się bała, bo to nie było tak, że ona zrobiła to specjalnie. A opowieści rodziny mocno wbiły jej się w pamięć i zawładnęły jestestwem. Być może dlatego była tak zestresowana, co było widać po całej jej sylwetce i w sztywności ruchów.
- Hugo - uśmiechnęła się sztywno, wyciągając również rękę. Powstrzymała się, żeby wstać, ale uścisnęła mu dłoń. Dość słabo i wcale nie energicznie - każdy głupi, kto ją chociaż kojarzył, domyśliłby się, że jest zestresowana jak jasna cholera. Jej ręka była trochę spocona, na dodatek brudna od zaschniętego błota. Cofnęła dłonie i splotła je ze sobą, by następnie oprzeć je na blacie stolika. Spuściła wzrok. - To nie tak.
Powiedziała cicho, pozwalając by splątane, kasztanowe włosy zsunęły się na jej bladą twarz. Zwykle była pewna siebie, wygadana - wszędzie jej było pełno. Teraz wydawała się jednak być dużo mniejsza, niż była w rzeczywistości. Żal i poczucie winy przebijało się przez jej zachowanie.
- Ja... Nie wiem, co się stało. Wyszłam z domu, żeby zrobić zakupy na śniadanie. Godzina... Mogła to być taka, o której mówisz - nie patrzyłam na zegarek. Nie wzięłam ze sobą nawet różdżki, bo to miały być proste zakupy i szybki powrót do domu. Wyszłam i... Sama nie wiem, co się stało - palce nerwowo skubały rant kurtki, którą zarzuciła na siebie w pośpiechu. - Nagle poczułam coś. Coś, co sprawiło, że nagle się przemieniłam na oczach tych ludzi. Hugo, wiesz dobrze, że jestem mistrzem jeśli chodzi o zachowywanie świadomości gdy się przemieniam - i nie robię tego poza pełnią, a wtedy jestem u rodziców. To... To było podobne uczucie jak podczas pełni. Nie mogłam go opanować, ale próbowałam, naprawdę! Widziałam, że wokół są ludzie, ale nie potrafiłam tego powstrzymać. I... To coś kazało mi biec do Kniei. Jakbym słyszała głos Matki, która mówiła, że powinnam tam uciec, żeby nie narobić większego zamieszania.
Odważyła się unieść wzrok. W jej oczach nie było łez, ale widać było, że żałuje. I czuje się słaba - do tej pory nigdy nie zdarzyło się, by mieli z nią problem. Przestrzegała prawa, współpracowała z nimi, dbała o to, by nikt się nie dowiedział o klątwie, która na niej ciążyła.
- A potem nie mogłam się zatrzymać - dodała jeszcze ciszej, natrętnie skubiąc rękaw. - Musiałam biec dalej, mimo że wiedziałam, że w Kniei jest niebezpiecznie. Jakby coś mi kazało. Jakiś głosik, który przejął nade mną kontrolę. Ja... Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, nawet podczas pełni. I biegłam, a za mną biegł niedźwiedź. Jakby mnie gonił. Widziałam je. Te stworzenia, przez które zakazaliście wejścia do Kniei.
Mimowolnie się wzdrygnęła, a na jej twarzy pojawił się wyraz niesmaku, obrzydzenia i strachu. Nie mogła kłamać, że je widziała - nie dało się udawać tych emocji, które w tej chwili nią targały.
- Ten głosik, albo raczej pragnienie, kazało mi wbiec do kręgu. Potem nie pamiętam, chyba straciłam przytomność. Nie wiem, ile to trwało, ale obudziłam się w tym dziwnym kręgu z kamieni, a obok mnie był niedźwiedź i jakiś skunks. Wydawał się być tak samo wystraszony jak ja, ten mały. A niedźwiedź... Zmienił się w człowieka. To był animag, który za mną pobiegł. Nikolai... Nie znam go, nie pamiętam nazwiska, ale się przedstawił. Miał na imię Nikolai. Te stworzenia nas otoczyły, ale wydaje mi się, że nie mogły przebić się przez krąg. Jakby on nas chronił? Uciekliśmy stamtąd, Nikolai nas teleportował. Skunks pewnie właśnie tam zdycha z głodu, ale nie myślałam wtedy o tym, by go zabierać. To tylko zwierzę, musiało się wystraszyć mnie i Nikolaia, ale chyba bardziej bał się tych istot. I... I potem napisałam list do pana Rowle, a potem przyszłam prosto tutaj.
Zaczerpnęła powietrza - w końcu. Czuła się, jakby zdjęła z siebie ogromny ciężar. Mówiła praktycznie na jednym wydechu, dość szybko, chaotycznie, ale nie potrafiła inaczej. Za bardzo się denerwowała.
- Nie zrobiłam tego celowo, nigdy nie przemieniłabym się na oczach ludzi, obojętnie czy mugoli czy nie - dodała jeszcze drżącym głosem.
Po prostu się bała, bo to nie było tak, że ona zrobiła to specjalnie. A opowieści rodziny mocno wbiły jej się w pamięć i zawładnęły jestestwem. Być może dlatego była tak zestresowana, co było widać po całej jej sylwetce i w sztywności ruchów.
- Hugo - uśmiechnęła się sztywno, wyciągając również rękę. Powstrzymała się, żeby wstać, ale uścisnęła mu dłoń. Dość słabo i wcale nie energicznie - każdy głupi, kto ją chociaż kojarzył, domyśliłby się, że jest zestresowana jak jasna cholera. Jej ręka była trochę spocona, na dodatek brudna od zaschniętego błota. Cofnęła dłonie i splotła je ze sobą, by następnie oprzeć je na blacie stolika. Spuściła wzrok. - To nie tak.
Powiedziała cicho, pozwalając by splątane, kasztanowe włosy zsunęły się na jej bladą twarz. Zwykle była pewna siebie, wygadana - wszędzie jej było pełno. Teraz wydawała się jednak być dużo mniejsza, niż była w rzeczywistości. Żal i poczucie winy przebijało się przez jej zachowanie.
- Ja... Nie wiem, co się stało. Wyszłam z domu, żeby zrobić zakupy na śniadanie. Godzina... Mogła to być taka, o której mówisz - nie patrzyłam na zegarek. Nie wzięłam ze sobą nawet różdżki, bo to miały być proste zakupy i szybki powrót do domu. Wyszłam i... Sama nie wiem, co się stało - palce nerwowo skubały rant kurtki, którą zarzuciła na siebie w pośpiechu. - Nagle poczułam coś. Coś, co sprawiło, że nagle się przemieniłam na oczach tych ludzi. Hugo, wiesz dobrze, że jestem mistrzem jeśli chodzi o zachowywanie świadomości gdy się przemieniam - i nie robię tego poza pełnią, a wtedy jestem u rodziców. To... To było podobne uczucie jak podczas pełni. Nie mogłam go opanować, ale próbowałam, naprawdę! Widziałam, że wokół są ludzie, ale nie potrafiłam tego powstrzymać. I... To coś kazało mi biec do Kniei. Jakbym słyszała głos Matki, która mówiła, że powinnam tam uciec, żeby nie narobić większego zamieszania.
Odważyła się unieść wzrok. W jej oczach nie było łez, ale widać było, że żałuje. I czuje się słaba - do tej pory nigdy nie zdarzyło się, by mieli z nią problem. Przestrzegała prawa, współpracowała z nimi, dbała o to, by nikt się nie dowiedział o klątwie, która na niej ciążyła.
- A potem nie mogłam się zatrzymać - dodała jeszcze ciszej, natrętnie skubiąc rękaw. - Musiałam biec dalej, mimo że wiedziałam, że w Kniei jest niebezpiecznie. Jakby coś mi kazało. Jakiś głosik, który przejął nade mną kontrolę. Ja... Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, nawet podczas pełni. I biegłam, a za mną biegł niedźwiedź. Jakby mnie gonił. Widziałam je. Te stworzenia, przez które zakazaliście wejścia do Kniei.
Mimowolnie się wzdrygnęła, a na jej twarzy pojawił się wyraz niesmaku, obrzydzenia i strachu. Nie mogła kłamać, że je widziała - nie dało się udawać tych emocji, które w tej chwili nią targały.
- Ten głosik, albo raczej pragnienie, kazało mi wbiec do kręgu. Potem nie pamiętam, chyba straciłam przytomność. Nie wiem, ile to trwało, ale obudziłam się w tym dziwnym kręgu z kamieni, a obok mnie był niedźwiedź i jakiś skunks. Wydawał się być tak samo wystraszony jak ja, ten mały. A niedźwiedź... Zmienił się w człowieka. To był animag, który za mną pobiegł. Nikolai... Nie znam go, nie pamiętam nazwiska, ale się przedstawił. Miał na imię Nikolai. Te stworzenia nas otoczyły, ale wydaje mi się, że nie mogły przebić się przez krąg. Jakby on nas chronił? Uciekliśmy stamtąd, Nikolai nas teleportował. Skunks pewnie właśnie tam zdycha z głodu, ale nie myślałam wtedy o tym, by go zabierać. To tylko zwierzę, musiało się wystraszyć mnie i Nikolaia, ale chyba bardziej bał się tych istot. I... I potem napisałam list do pana Rowle, a potem przyszłam prosto tutaj.
Zaczerpnęła powietrza - w końcu. Czuła się, jakby zdjęła z siebie ogromny ciężar. Mówiła praktycznie na jednym wydechu, dość szybko, chaotycznie, ale nie potrafiła inaczej. Za bardzo się denerwowała.
- Nie zrobiłam tego celowo, nigdy nie przemieniłabym się na oczach ludzi, obojętnie czy mugoli czy nie - dodała jeszcze drżącym głosem.