02.12.2024, 15:31 ✶
- A nie? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, mrużąc nieznacznie oczy. Na jej ustach pojawił się delikatny, nieco zadziorny uśmieszek. - Garnitury noszą albo jakieś wyjściowe szaty, ewentualnie mundury. Krok mają sztywny jakby kto im kij w dupę wsadził. Mało jest takich, którzy faktycznie potrafią być sobą w pracy, Ministerstwo Magii to jedna wielka, zakłamana gra pozorów.
Wzruszyła ramionami, jej słowa były dość ostre, lecz zostały złagodzone przez jej wyraz twarzy. Nie mówiła przecież, że to było siedlisko węży i kłamców, tylko osób, które nie potrafiły lub nie mogły być sobą. Tak je odbierała i też z tego samego powodu przecież nie pracowała tam na pełen etat.
Faye szybko straciła zainteresowanie nieznajomym mężczyzną, który kręcił się przy skrzynkach. Jej uwagę było zaskakująco łatwo rozproszyć, a Woodiemu się to udało perfekcyjnie - gdy pojawiło się przed nią wino, najpierw lekko rozchyliła usta w zaskoczeniu, by sekundę później rozszerzyć je w naprawdę szerokim, przyjaznym uśmiechu. Klapnęła na zydel przy kontuarze, rozpromieniona i wdzięczna. Może Nokturn jednak nie był taki zły? Chociaż nie, wróć... był zły, ale nawet najgłębsze, burzliwe morze potrafiło skrywać prawdziwe perły. I być może nieznajomy barman, który poczęstował ją winem, tak naprawdę chciał sprawić, że będzie tu wracać, ale Faye była z natury dobra i wcale nie aż tak podejrzliwa, więc nie przeszło jej to przez głowę. Ba, była mu wdzięczna, że dał jej coś do picia i pozwolił zostać na te kilka minut, a może i kilkanaście. Wydawał się być całkiem w porządku, czego nie można było powiedzieć o jego klienteli.
- Kogo? - zapytała wcale nie tak cicho, jak pewnie powinna, a jej całe ciało z głową na przedzie okręciło się w stronę, w którą pokazywał Woody. - Hm... Nie widziałam go, ale... Nie powinno się kraść.
Powiedziała, marszcząc brwi w oburzeniu. Ona naprawdę mówiła to, co miała na myśli - co innego, gdyby ktoś kradł bo głoduje, prawda? Albo ma głodujące, chore dzieci. Ale ten tu na takiego nie wyglądał. Raczej.
- Ale jak złapiesz go za rękę to... co wtedy? - łypnęła na mężczyznę. No chyba mu tej ręki nie odetnie, prawda? Trochę zbladła na samą myśl.
Wzruszyła ramionami, jej słowa były dość ostre, lecz zostały złagodzone przez jej wyraz twarzy. Nie mówiła przecież, że to było siedlisko węży i kłamców, tylko osób, które nie potrafiły lub nie mogły być sobą. Tak je odbierała i też z tego samego powodu przecież nie pracowała tam na pełen etat.
Faye szybko straciła zainteresowanie nieznajomym mężczyzną, który kręcił się przy skrzynkach. Jej uwagę było zaskakująco łatwo rozproszyć, a Woodiemu się to udało perfekcyjnie - gdy pojawiło się przed nią wino, najpierw lekko rozchyliła usta w zaskoczeniu, by sekundę później rozszerzyć je w naprawdę szerokim, przyjaznym uśmiechu. Klapnęła na zydel przy kontuarze, rozpromieniona i wdzięczna. Może Nokturn jednak nie był taki zły? Chociaż nie, wróć... był zły, ale nawet najgłębsze, burzliwe morze potrafiło skrywać prawdziwe perły. I być może nieznajomy barman, który poczęstował ją winem, tak naprawdę chciał sprawić, że będzie tu wracać, ale Faye była z natury dobra i wcale nie aż tak podejrzliwa, więc nie przeszło jej to przez głowę. Ba, była mu wdzięczna, że dał jej coś do picia i pozwolił zostać na te kilka minut, a może i kilkanaście. Wydawał się być całkiem w porządku, czego nie można było powiedzieć o jego klienteli.
- Kogo? - zapytała wcale nie tak cicho, jak pewnie powinna, a jej całe ciało z głową na przedzie okręciło się w stronę, w którą pokazywał Woody. - Hm... Nie widziałam go, ale... Nie powinno się kraść.
Powiedziała, marszcząc brwi w oburzeniu. Ona naprawdę mówiła to, co miała na myśli - co innego, gdyby ktoś kradł bo głoduje, prawda? Albo ma głodujące, chore dzieci. Ale ten tu na takiego nie wyglądał. Raczej.
- Ale jak złapiesz go za rękę to... co wtedy? - łypnęła na mężczyznę. No chyba mu tej ręki nie odetnie, prawda? Trochę zbladła na samą myśl.