Z tym rozszczekanym szczeniakiem właściwie nie była daleka od prawdy. Bo właśnie tak się czuł, jak wypuszczony z klatki zła i nienawiści ogar na wszelkiej maści szlamy i mieszańce tego świata. Słuszny gniew od najbardziej światłych i godnych tej rzeczywistości. Wierny w służbie Czarnego Pana jak pies, agresywny jak pitbull, postawny jak hart i dumny jak doberman. I taka retoryka naprawdę mogła nie mieć końca, bo tak doszczętnie był przekonany o świętości swojej misji.
Tyle, że ta Changówna, która nomem omen, serwowała mu to gówno z tym całym podszywaniem się pod niego, było jeszcze bardziej śmierdzące, niż rozprawianie się z mieszańcami mogło w ogóle być. Było personalne, bo zwyczajnie kradła mu jego wyrobioną latami pozycje z Londynie, czerpała korzyści z jego wizerunku i zwyczajnie używała sobie na jego mordę. Nie bolało go to, aż tak w galeony, bo tych mu nie brakowało, ale okradanie go z własnej tożsamości to było dźgnięcie prosto w splot słoneczny jego ego.
Swoim usposobieniem nie zaskarbił sobie zbyt wielu przyjaciół, to prawda. Ale nie egzystował po to, by przypodobać się innym. Całkowicie ignorował, czy jego decyzje przypadną komuś do gustu, czy nie i chyba w tym właściwie byli dość podobni. Ale musiała dobrze wiedzieć z kim Louvain się trzyma i z kim się trzymał już od pierwszej klasy Hogwartu. Właściwie to jednego przyjaciele wspólnie dzielili w Głębinie, a jeszcze innego ta mongoidalna zjebka dopuściła bliżej siebie, niż jakiegokolwiek, faceta kiedykolwiek. O tym oczywiście Louvain nie mógł mieć pojęcia, ale gdyby tylko miał. Ojejku. Najprawdziwsza woda na młyn tej jego nienawiści. A zajebać jej musiał, bo wszystkie inne metody wychowawcze się już wyczerpały. Była równie butna i arogancka co on, i żadne argumenty jej nie przekonywały. Zresztą wchodząc z nią w dysputę na temat jej niższego stanu względem niego, musiałby precedensowo uznać, że jest stroną z którą układać się można. A przecież kompletnie tak nie było.
Butelka prawdopodobnie dosięgnęła by celu, skutecznie wybijając jej te zjebane pomysły z głowy, ale chyba gdzieś na ostatnie milimetry przed tymi czarnymi kłakami butelka się przemieniła. Trudno powiedzieć, czy stało się to w momencie kiedy już ją uderzał, sekundę przed, czy po, jednak nie poczuł w nadgarstku jak szkło ustępuje pod jej czaszką rozsypując się na drobne elementy. Zamiast tego w moment po tym, poczuł uderzenie na twarzy. Odsunął się aż kawałek i instynktownie złapał za uderzone miejsce. Już czuł jak ciepło napływa mu koło oka i będzie z tego większy ślad na jego ślicznej buźce, niż by tego sobie życzył. - Ty skośna pizdo! - ryknął głośno, zamiast wydrzeć się z bólu żałośnie. Nie tak sobie to planował. Przetarł trafione oko, sprawdzając w panice czy przypadkiem mu gałka nie wypłynęła. Na szczęście poza rozszarpanym naskórkiem i puchnącą skórą, nie poczuł nic poważniejszego. - Zajebie cię, przysięgam!! - wrzasnął jeszcze bardziej, jeszcze głośniej. Jeśli wcześniej był wściekły, to teraz gdyby tylko mógł, pociłby się smrodem spaczenia. Tak paskudne i żądne przemocy myśli przejęły nad nim kontrole. Najpierw wymierzył cios pięścią na jej głowę, na te jej cudne, przesiąknięte zgnilizną wilgoci czarne włosy. Zaraz potem poleciał kopniak na rzepkę, żeby w końcu ukorzyła się przed paniczem Lestrangem. No i zrobiło się całkiem głośno, na tyle że ktoś postronny mógł na to zwrócić uwagę.
jeb w łeb, af
Akcja nieudana
kop na rzepkę
Sukces!
!nokturn