07.12.2024, 14:14 ✶
Wypowiadając poprzednie słowa, być może miał z tyłu głowy nadzieję, że Vakel jest zbyt zmęczony, żeby pochwycić temat. Że te słowa gdzieś tam spadną między nimi i… i tyle, jak zawsze. Tymczasem w odpowiedzi otrzymał garść pytań i wezwanie do konkretu. W pierwszym odruchu wepchnęło go to w poczucie zagrożenia. Jak dzikie zwierzę w potrzasku, zaplątał się pomiędzy myślą o ucieczce a walce. Zapragnął wtopić się swoim ciemnym strojem w ciemności za oknem, rozmyć temat i zmyć się stamtąd.
— Oczywiście, tak jest łatwiej — przyznał zamiast tego, powściągając paniczne pomysły i zmuszając się do pozostania w miejscu. — Za zagadkę nie trzeba brać odpowiedzialności. Możesz czytać ją, jak chcesz, a ja zawsze mogę cię przekonywać, że się mylisz. To wygodne.
Nie podążył za Dolohovem, gdy ten udał się do łóżka. Dystans dodawał odwagi i kreował złudzenie, że łatwiej będzie uciec z tej sytuacji. Jego poczucie bycia osaczonym zakrawało na paranoję, ale Peregrinus przynajmniej zdawał sobie sprawę z własnej irracjonalności i starał się jej nie poddawać. Mimo to jego palce nerwowym, bezwiednym ruchem strząsnęły popiół z niewidzialnego papierosa.
Przemknęło mu przez myśl, o ileż prościej by było, gdyby Vakel jednak sięgnął do jego głowy i wziął sobie cokolwiek chciał: kolejna szansa na rozwiązanie, za które nie on brałby odpowiedzialność. W głębi duszy był jednak wdzięczny, że jasnowidz tego nie zrobił.
— Jestem pewny odpowiedzi. Nie jestem pewien, czy powinna wybrzmieć.
Nie był tego pewien, ale czuł podskórnie, że znalazł się na drodze bez odwrotu. Ucieczka oznaczała pewną porażkę, zabrnięcie w to dalej mogło ją oznaczać. Rachunek był prosty.
— Co się zmieniło? Zacząłem zadawać sobie pytania o ciebie; takie, o których wcześniej nie myślałem. Co mnie zirytowało, to, że nie odnajdowałem odpowiedzi. Skończyło się tym, że nawet najbłahsze niewiadome, jak to gdzie dziś byłeś, zaczęły frustrować. Chcę wiedzieć, co się z tobą dzieje, jak się czujesz, dlaczego, ale nie byłem pewien, czy chcesz tych pytań. — Pierwsza część była prostsza, chciał to powiedzieć tak czy inaczej. Utorowała jednak płynnie drogę drugiej, tej która budziła wcześniej jeszcze więcej oporów. — Zmieniło się też to, że na scenie pojawili się nowi aktorzy. Tak długo byliśmy tylko my dwaj. — Nie liczył Annaleigh, która raczej nie mieszała się przecież nadmiernie w sferę Praw Czasu. — Teraz ściga cię nagle jakaś przeszłość. Ciągle wokół kręcą się dziewczyny. A lubiłem być z tobą i tylko z tobą. Nie w tym sensie, że przeszkadza mi ich obecność, Scylla zapowiada się na dobrą uczennicę, nie mam nic przeciwko Lyssie i… — W tym miejscu zapętlił się do reszty, mówił za szybko, zbyt chaotycznie. Przerwał na chwilę, aby wziąć głęboki oddech, próbując znaleźć lepszy sposób na ubranie myśli w słowa. Co tak naprawdę chcesz mi powiedzieć? — Lubię momenty, kiedy jesteśmy tylko my. Lubię być osobą, o której pomyślisz w tym środku nocy. I chyba mam nadzieję, że myślisz o mnie wtedy nie tylko w kontekście tego, że czegoś ode mnie potrzebujesz.
— Oczywiście, tak jest łatwiej — przyznał zamiast tego, powściągając paniczne pomysły i zmuszając się do pozostania w miejscu. — Za zagadkę nie trzeba brać odpowiedzialności. Możesz czytać ją, jak chcesz, a ja zawsze mogę cię przekonywać, że się mylisz. To wygodne.
Nie podążył za Dolohovem, gdy ten udał się do łóżka. Dystans dodawał odwagi i kreował złudzenie, że łatwiej będzie uciec z tej sytuacji. Jego poczucie bycia osaczonym zakrawało na paranoję, ale Peregrinus przynajmniej zdawał sobie sprawę z własnej irracjonalności i starał się jej nie poddawać. Mimo to jego palce nerwowym, bezwiednym ruchem strząsnęły popiół z niewidzialnego papierosa.
Przemknęło mu przez myśl, o ileż prościej by było, gdyby Vakel jednak sięgnął do jego głowy i wziął sobie cokolwiek chciał: kolejna szansa na rozwiązanie, za które nie on brałby odpowiedzialność. W głębi duszy był jednak wdzięczny, że jasnowidz tego nie zrobił.
— Jestem pewny odpowiedzi. Nie jestem pewien, czy powinna wybrzmieć.
Nie był tego pewien, ale czuł podskórnie, że znalazł się na drodze bez odwrotu. Ucieczka oznaczała pewną porażkę, zabrnięcie w to dalej mogło ją oznaczać. Rachunek był prosty.
— Co się zmieniło? Zacząłem zadawać sobie pytania o ciebie; takie, o których wcześniej nie myślałem. Co mnie zirytowało, to, że nie odnajdowałem odpowiedzi. Skończyło się tym, że nawet najbłahsze niewiadome, jak to gdzie dziś byłeś, zaczęły frustrować. Chcę wiedzieć, co się z tobą dzieje, jak się czujesz, dlaczego, ale nie byłem pewien, czy chcesz tych pytań. — Pierwsza część była prostsza, chciał to powiedzieć tak czy inaczej. Utorowała jednak płynnie drogę drugiej, tej która budziła wcześniej jeszcze więcej oporów. — Zmieniło się też to, że na scenie pojawili się nowi aktorzy. Tak długo byliśmy tylko my dwaj. — Nie liczył Annaleigh, która raczej nie mieszała się przecież nadmiernie w sferę Praw Czasu. — Teraz ściga cię nagle jakaś przeszłość. Ciągle wokół kręcą się dziewczyny. A lubiłem być z tobą i tylko z tobą. Nie w tym sensie, że przeszkadza mi ich obecność, Scylla zapowiada się na dobrą uczennicę, nie mam nic przeciwko Lyssie i… — W tym miejscu zapętlił się do reszty, mówił za szybko, zbyt chaotycznie. Przerwał na chwilę, aby wziąć głęboki oddech, próbując znaleźć lepszy sposób na ubranie myśli w słowa. Co tak naprawdę chcesz mi powiedzieć? — Lubię momenty, kiedy jesteśmy tylko my. Lubię być osobą, o której pomyślisz w tym środku nocy. I chyba mam nadzieję, że myślisz o mnie wtedy nie tylko w kontekście tego, że czegoś ode mnie potrzebujesz.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie