Jak na czarne wesele, wesele Blacków, było tutaj bardzo barwnie jeśli chodziło o wydarzenia i rożnego rodzaju incydenty. Bogato było. I nie chodziło tylko o gości, obficie zastawione stoły, czekoladowe fontanny i cała moc innych atrakcji. Było bogato w niespodzianki. I to takie których zapewne starszyzna Blacków i Rookwoodów raczej nie życzyła sobie oglądać. Pojedynczy przypadek zamiany w kapibarę można było przepuścić koło nosa, ale tutaj działo się zdecydowanie zbyt dużo obcesów. No i co to za wesele bez żadnej szarpaniny i bijatyki? Zawsze musiała się jakaś przytrafić, Lou nawet żałował, że nie był w żadną zamieszany. Chociaż wieczór był jeszcze całkiem młody, kto wie.
Te drinki były podejrzane, te kroczące prezenty były podejrzane, ale najbardziej podejrzana była obecność tego mugolackiego cyrku. Nie chciał kuzynowi złowróżyć, ale sumując te wszystkie zbiegi okoliczności, cóż... No nie wyglądało to najlepiej, biorąc pod uwagę surowe spojrzenie i krytyczne ocenie nestorów i nestorek, nie tylko tych dwóch głównych rodów, ale wszystkich obecnych. Oby tylko wesele nie zostało zapamiętane jako to kompletnie nie udane, a wręcz hańbiące dla Blacków. Bo może jemu, czy Atreusowi wszystkie te przypadki mogły wydawać się ostatecznie nawet zabawne, to rodowe głowy patrzyły na wszystko z goła innego punktu widzenia.
Skubane były szybkie. Machał różdżką, ale z marnym skutkiem. Tylko jedno z jego zaklęć dotarło do celu, drugiego zaś nie nazwałby zbyt udanym. Jednak wciąż dało się być bardziej nieudolnym od niego. Bo kiedy na moment spojrzał w stronę przyjaciela, zobaczył jak jego różdżka nie słucha się właściciela ani trochę. Albo to pan auror nie potrafi skutecznie wycelować w te uciekające prezenty. Miał nadzieję, że to tylko taki dowcip podstawiony przez jakieś dziecko. Albo lepiej nie, bo biorąc pod uwagę jak genialnie obu panom idzie opanowanie sytuacji, wolał nie być ogrywany przez jakiegoś smarkacza. Gdyby tylko mógł przekląłby w głos pieprzonego Bulstrode i te jego nieporadność. Ciekawe czy na własnym weselu też by się tak "starał"?
- Nie rób sobie jaj, tylko celuj, patałachu! Zdyscyplinował ostrzej swojego kumpla. Tak jakby jemu szło o wiele lepiej, żeby posiadać mandat na upominanie innych. I tak wcale go nie potrzebował. I tak już wiedział czyja to będzie wina jak prezenty spierdolą im sprzed nosa i poukrywają się po całym terenie wesela. To będzie dopiero kompromitacja jak w toku zabawy weselnej, zaginą prezenty od gości. Machnął ostatni raz na biegające pudełka i zawinięte w papier ozdobny opakowania po jego stronę próbując zdjąć z nich to niezwykle chodliwe zaklęcie. A potem odwrócił się w kierunku Atreusa i postanowił zatrzymać tych uciekinierów, którzy właśnie mijali Atreusa za pomocą prostych zaklęć translokacji.
rozpraszam nóżki prezentów
Slaby sukces...
unieruchamiam prezenty od strony Atreusa translokacją
Akcja nieudana