24.01.2023, 18:28 ✶
Jej kroki rozbrzmiewały, gdy uderzała butami na małym obcasie o granitową podłogę sali muzeum. Rzadki to dzień, kiedy miała wolne, nie chciała jednak spędzać go w domowej pracowni ani na kompletnej prokrastynacji. Pierwsze oznaczało brak wolnego, przez drugie zaś pewnie z nudów zaczęła robić to pierwsze, szczególnie biorąc pod uwagę jej plany na Beltane. Miała sporo do zrobienia, wolała jednak pracować po nocach, niż odmawiać sobie słodkich chwil braku siedzenia w zapyziałych pomieszczeniach pochylona nad metalem i kamieniami. Lubiła to, kochała, ale jednocześnie miała czasem dość.
Dlatego wybrała się do muzeum. Miało tego dnia odbyć się otwarcie wystawy, wśród pokazywanych eksponatów miała pojawić się tez biżuteria, Viorica uznała więc, że równie dobrze może przypatrzeć się prawdziwym arcydziełom. Chciała kiedyś takie tworzyć.
Na razie zostawało jej jednak bawienie się w grzecznego pracownika. Przynajmniej, póki nie zdobędzie renomy i środków na własne miejsce.
Muzeum wypełniały głównie obrazy i rzeźby. Nie, żeby nie twierdziła, że są piękne, bo kunszt ich wykonawców rzucał się w oczy od razu, nie do nich należało jednak jej serce. Owszem, zdarzało jej się kraść w przeszłości takiego rodzaju dzieła sztuki, nigdy jednak nie cieszyła się z tych wypadów tak jak inni. Co innego w przypadku podwędzania błyskotek.
Wizyta w takie miejsce przynosiła w sumie pewne wspomnienia. Odruchowo sprawdzała nawet ułożenie wejścia, eksponatów i to, jak działa ochrona. Wielokrotnie odwiedzała muzea przed skokiem, pomagając w planach całej akcji. W biały dzień znajdowała to, co warto było ukrasć - przy czym też co da się rozmontować lub sprzedać bez niszczenia, po czym wracali nocą. Obchodzili zabezpieczenia, zabierali przedmioty, które wcześniej zostały wytypowane i znikali. A potem do ich sakiewek wpływały pieniądze.
Lubiła tamto życie. Adrenalinę, obcowanie z przedmiotami, których nie powinna mieć w rękach, pieniądze uzyskane w tak słodki sposób.
Bała się jednak, że skończyłoby się ono przez to szybciej, niżby chciała.
Dlatego siedziała teraz ze stałą pracą na głowie, poświęcając się rzemieślnictwu na, ile tylko mogła.
Przyglądała się właśnie portretowi, bardzo ładnemu tak nawiasem mówiąc, nie skupiła się jednak na rysach kobiety, która została na nim przedstawiona. Zamiast tego wpatrywała się w kolię, niezwykle misternie wykonaną, z wieloma kamieniami oprawionymi w srebrne ramki, splecione ze sobą w opadający na obojczyki wzór. Szafiry, diamenty i granaty, jeśli miałaby strzelać. Kolii jednak zapewne nie będzie jej dane zobaczyć na żywo, by utwierdzić się w przypuszczeniach. Nie mogła jej dotknąć, nie wiedziała nawet, czy przedmiot ten gdzieś jeszcze w ogóle istniał, ani czy kiedykolwiek w ogóle został stworzony. A mimo to, był niesamowity. Chciała go. Wiedziała, że nigdy go nie dostanie.
Z przygnębiającej myśli wytrącił ją głos. Spojrzała na mężczyznę, unosząc brwi w lekkim zdziwieniu, widząc wyciągniętą lampkę szampana, szybko się zreflektowała i obdarzyła nieznajomego uroczym uśmiechem.
- Nie, nie przeszkadza Pan - odpowiedziała, biorąc mały łyk alkoholu. Charakterystyczny posmak uderzył jej kubki smakowe, wraz z dziesiątkami bąbelków.
Również skinęła głowa w odpowiedzi na jego przedstawienie się.
- Viorica Zamfir i też myślę, że mi miło. W końcu widać, nie będzie mi dziś dane samotnie podziwiać te wszystkie piękne dzieła - odpowiedziała, dostosowując swój styl mowy do tego, którym została uraczona przez Skeetera. Ten zaś zapewne nie miał co robić, czekając na innych gości, przez co postanowił zagadać do pierwszej lepszej osoby. Choć samej Vior jego nazwisko coś mówiło, choć nie była pewna co.
- Raczej tylko podziwiam, dobre jednak miejsce na szukanie inspiracji, w końcu sztuka i rzemiosło potrafią być ponadczasowe - spojrzała na mężczyznę. - A Pan? - zapytała, nie kryjąc swojej ciekawości. Twórca, obserwator, zaciągnięty przez kogoś nieszczęśnik? Kim był jej rozmówca?
Dlatego wybrała się do muzeum. Miało tego dnia odbyć się otwarcie wystawy, wśród pokazywanych eksponatów miała pojawić się tez biżuteria, Viorica uznała więc, że równie dobrze może przypatrzeć się prawdziwym arcydziełom. Chciała kiedyś takie tworzyć.
Na razie zostawało jej jednak bawienie się w grzecznego pracownika. Przynajmniej, póki nie zdobędzie renomy i środków na własne miejsce.
Muzeum wypełniały głównie obrazy i rzeźby. Nie, żeby nie twierdziła, że są piękne, bo kunszt ich wykonawców rzucał się w oczy od razu, nie do nich należało jednak jej serce. Owszem, zdarzało jej się kraść w przeszłości takiego rodzaju dzieła sztuki, nigdy jednak nie cieszyła się z tych wypadów tak jak inni. Co innego w przypadku podwędzania błyskotek.
Wizyta w takie miejsce przynosiła w sumie pewne wspomnienia. Odruchowo sprawdzała nawet ułożenie wejścia, eksponatów i to, jak działa ochrona. Wielokrotnie odwiedzała muzea przed skokiem, pomagając w planach całej akcji. W biały dzień znajdowała to, co warto było ukrasć - przy czym też co da się rozmontować lub sprzedać bez niszczenia, po czym wracali nocą. Obchodzili zabezpieczenia, zabierali przedmioty, które wcześniej zostały wytypowane i znikali. A potem do ich sakiewek wpływały pieniądze.
Lubiła tamto życie. Adrenalinę, obcowanie z przedmiotami, których nie powinna mieć w rękach, pieniądze uzyskane w tak słodki sposób.
Bała się jednak, że skończyłoby się ono przez to szybciej, niżby chciała.
Dlatego siedziała teraz ze stałą pracą na głowie, poświęcając się rzemieślnictwu na, ile tylko mogła.
Przyglądała się właśnie portretowi, bardzo ładnemu tak nawiasem mówiąc, nie skupiła się jednak na rysach kobiety, która została na nim przedstawiona. Zamiast tego wpatrywała się w kolię, niezwykle misternie wykonaną, z wieloma kamieniami oprawionymi w srebrne ramki, splecione ze sobą w opadający na obojczyki wzór. Szafiry, diamenty i granaty, jeśli miałaby strzelać. Kolii jednak zapewne nie będzie jej dane zobaczyć na żywo, by utwierdzić się w przypuszczeniach. Nie mogła jej dotknąć, nie wiedziała nawet, czy przedmiot ten gdzieś jeszcze w ogóle istniał, ani czy kiedykolwiek w ogóle został stworzony. A mimo to, był niesamowity. Chciała go. Wiedziała, że nigdy go nie dostanie.
Z przygnębiającej myśli wytrącił ją głos. Spojrzała na mężczyznę, unosząc brwi w lekkim zdziwieniu, widząc wyciągniętą lampkę szampana, szybko się zreflektowała i obdarzyła nieznajomego uroczym uśmiechem.
- Nie, nie przeszkadza Pan - odpowiedziała, biorąc mały łyk alkoholu. Charakterystyczny posmak uderzył jej kubki smakowe, wraz z dziesiątkami bąbelków.
Również skinęła głowa w odpowiedzi na jego przedstawienie się.
- Viorica Zamfir i też myślę, że mi miło. W końcu widać, nie będzie mi dziś dane samotnie podziwiać te wszystkie piękne dzieła - odpowiedziała, dostosowując swój styl mowy do tego, którym została uraczona przez Skeetera. Ten zaś zapewne nie miał co robić, czekając na innych gości, przez co postanowił zagadać do pierwszej lepszej osoby. Choć samej Vior jego nazwisko coś mówiło, choć nie była pewna co.
- Raczej tylko podziwiam, dobre jednak miejsce na szukanie inspiracji, w końcu sztuka i rzemiosło potrafią być ponadczasowe - spojrzała na mężczyznę. - A Pan? - zapytała, nie kryjąc swojej ciekawości. Twórca, obserwator, zaciągnięty przez kogoś nieszczęśnik? Kim był jej rozmówca?