09.12.2024, 23:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2024, 23:06 przez Peregrinus Trelawney.)
Peregrinus nie powiedziałby, że zna nawet Isaaca. Chodzili w podobnym czasie do szkoły i to tam się zakolegowali jeszcze jako szczenięta, toteż ta znajomość wydawała się wróżbicie czymś zupełnie naturalnym. Należało przy tym przyznać, że faktycznie Trelawney zapewne dysponował w angielskiej społeczności magicznej większą pulą kontaktów niż świeżo przybyły Charles. Pracując u Dolohova, miał nadto okazji, aby być przedstawionym rozlicznym czarodziejom.
— Pomyślę o tych zaklinaczach. — Mimo że na tym etapie nieszczególnie zamierzał komukolwiek polecać chłopaka, którego poznał dziesięć minut temu. Może pewnego dnia. — Sądzę, że to, co robisz, już jest prawdziwe. Masz w ręku ten fach, obudowanie wokół niego biznesu to zapewne kwestia czasu. — Patrzenie w te oczy pełne szczerej do bólu nadziei budziło w nim wbrew woli przebłyski życzliwości. Wyciągnął rękę w stronę tarota leżącego na biurku i dwoma palcami ściągnął kartę ze szczytu stosu. Gdy przyjrzał się jej, kącik jego ust lekko się uniósł. — Fortuna ci sprzyja. Wygląda na to, że poradzisz sobie z obecnymi przeciwnościami.
Wtasował asa mieczy z powrotem w talię, która pozostała po tym w jego rękach. Zręczne palce bezwiednie przekładały karty, gdy Peregrinus myślał Bagshocie i Alexandrze. Jak do tego doszło, że był maglowany przez Mulcibera na okoliczność swoich relacji z tymi ludźmi?
— Nie miałem okazji czytać zbyt wiele jego dziennikarstwa. Widziałem książki — zaczął powoli, starannie dobierając słowa. Nie lubił rzucać ich byle jak na wiatr; wiatr lubił bowiem zmieniać kierunek i z zaskoczenia powracać z konsekwencjami. — Ma swoją niszę. Na tyle, na ile byłem w stanie zweryfikować, pisał raczej rzetelnie, ale obszar jego zainteresowań to nie moja specjalizacja. Prywatnie wydaje się natomiast… myślę, że działa zwykle w dobrej intencji.
Wspomniał mimowolnie ostatnie spotkanie z Isaakiem w Windermere, gdzie zobaczyli się pierwszy raz po latach. Choć okoliczności nie były sprzyjające, Peregrinus nie zauważył, aby Bagshot radykalnie zmienił charakter od czasów Hogwartu.
Mapa została natomiast wręczona od razu. Dopóki Trelawney nie wiedział do końca, jaka będzie reakcja Vakela na obecność Charlesa, wolał nie ryzykować, że chłopak wpadnie kiedyś do Praw Czasu, gdy jego nie będzie akurat w pracy, i naopowiada Dolohovowi, że Peregrin mu czeogś naobiecywał. Lepiej dmuchać na zimne?
W tym, że Alexander Mulciber budzi skrajne odczucia, Peregrinus mógł w pełni zgodzić się z Charlesem. On sam nie wiedział, co dokładnie myśli o tym człowieku, którego poznał z dwóch tak różnych stron.
— Życzę mu tego — odparł bez przekonania na wizje rozsnuwane przez swojego gościa.
Gdyby Alex zredukował się do persony, którą był, gdy pisali do siebie z Peregrinem listy i widywali się na korytarzach konferencji wróżbiarskich, Trelawney mógłby to powiedzieć całkiem szczerze. Nie był jednak pewien, czy te życzenia pozostawały w mocy po tym, jak ujrzał w nim obrzydliwego dziada molestującego wzrokiem nastolatkę na Czarnym Weselu.
— Czas pokaże. Zapewne będziemy się, w rzeczy samej, widywać. Chciałem jedynie, abyś wiedział, że państwo Dolohov nie współpracują zawodowo.
— Pomyślę o tych zaklinaczach. — Mimo że na tym etapie nieszczególnie zamierzał komukolwiek polecać chłopaka, którego poznał dziesięć minut temu. Może pewnego dnia. — Sądzę, że to, co robisz, już jest prawdziwe. Masz w ręku ten fach, obudowanie wokół niego biznesu to zapewne kwestia czasu. — Patrzenie w te oczy pełne szczerej do bólu nadziei budziło w nim wbrew woli przebłyski życzliwości. Wyciągnął rękę w stronę tarota leżącego na biurku i dwoma palcami ściągnął kartę ze szczytu stosu. Gdy przyjrzał się jej, kącik jego ust lekko się uniósł. — Fortuna ci sprzyja. Wygląda na to, że poradzisz sobie z obecnymi przeciwnościami.
Rzut Tarot 1d78 - 25
As Mieczy
As Mieczy
Wtasował asa mieczy z powrotem w talię, która pozostała po tym w jego rękach. Zręczne palce bezwiednie przekładały karty, gdy Peregrinus myślał Bagshocie i Alexandrze. Jak do tego doszło, że był maglowany przez Mulcibera na okoliczność swoich relacji z tymi ludźmi?
— Nie miałem okazji czytać zbyt wiele jego dziennikarstwa. Widziałem książki — zaczął powoli, starannie dobierając słowa. Nie lubił rzucać ich byle jak na wiatr; wiatr lubił bowiem zmieniać kierunek i z zaskoczenia powracać z konsekwencjami. — Ma swoją niszę. Na tyle, na ile byłem w stanie zweryfikować, pisał raczej rzetelnie, ale obszar jego zainteresowań to nie moja specjalizacja. Prywatnie wydaje się natomiast… myślę, że działa zwykle w dobrej intencji.
Wspomniał mimowolnie ostatnie spotkanie z Isaakiem w Windermere, gdzie zobaczyli się pierwszy raz po latach. Choć okoliczności nie były sprzyjające, Peregrinus nie zauważył, aby Bagshot radykalnie zmienił charakter od czasów Hogwartu.
Mapa została natomiast wręczona od razu. Dopóki Trelawney nie wiedział do końca, jaka będzie reakcja Vakela na obecność Charlesa, wolał nie ryzykować, że chłopak wpadnie kiedyś do Praw Czasu, gdy jego nie będzie akurat w pracy, i naopowiada Dolohovowi, że Peregrin mu czeogś naobiecywał. Lepiej dmuchać na zimne?
W tym, że Alexander Mulciber budzi skrajne odczucia, Peregrinus mógł w pełni zgodzić się z Charlesem. On sam nie wiedział, co dokładnie myśli o tym człowieku, którego poznał z dwóch tak różnych stron.
— Życzę mu tego — odparł bez przekonania na wizje rozsnuwane przez swojego gościa.
Gdyby Alex zredukował się do persony, którą był, gdy pisali do siebie z Peregrinem listy i widywali się na korytarzach konferencji wróżbiarskich, Trelawney mógłby to powiedzieć całkiem szczerze. Nie był jednak pewien, czy te życzenia pozostawały w mocy po tym, jak ujrzał w nim obrzydliwego dziada molestującego wzrokiem nastolatkę na Czarnym Weselu.
— Czas pokaże. Zapewne będziemy się, w rzeczy samej, widywać. Chciałem jedynie, abyś wiedział, że państwo Dolohov nie współpracują zawodowo.
Koniec sesji
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie