10.12.2024, 22:47 ✶
Nic w tym nie było dramatyczne. Peregrinus wystrzegał się emocjonalnych zrywów pod wpływem chwili, nie miał ognistego temperamentu. Poza tym potrzebował czasu. Nieufnie podchodził do własnych uczuć. Zanim je zaakceptował, odegrał w głowie dziesiątki potencjalnych scenariuszy. Dziesiątki razy na przestrzeni miesięcy zajrzał do gabinetu Dolohova, aby sprawdzić, czy za każdym razem będzie czuł to samo. Co jeśli to przejściowe i samo minie? Co jeśli sam siebie oszukuje?
A gdy nie minęło… wtedy należało zastanowić się, o co dokładnie chodzi. Jak to zdefiniować, jak daleko to sięga, gdzie są granice. Ogarnięty obsesją zrozumienia umysł badacza potrzebował wiedzieć, z czym ma do czynienia; mieć pewność, że nie doszło do pomieszania jego wewnętrznego systemu pojęciowego i że wszystko, co odnosił do Dolohova, zostało od początku do końca właściwie skategoryzowane. Rozkładał wszystkie interakcje i towarzyszące im emocje na czynniki pierwsze. Podejmował karkołomne próby obejrzenia i przeanalizowania każdego włosa w tym grubym splocie ich relacji. Wszystko po to, aby mieć pewność, że nie oszukał sam siebie.
Spędzali całe dnie na rozpracowywaniu poplątanych ścieżek przyszłości, a Peregrinus nie potrafił rozpracować nawet mikrokosmosu między nimi samymi do tego stopnia, aby wykorzenić wszelkie wątpliwości. Jakże frustrujące.
— Oczywiście, że się boję.
I ten strach popchnął go do przyspieszenia sformułowania ostatecznych wniosków z rozważań. Wynikło z nich zaś, że niektórym rzeczom trzeba po prostu pozwolić się wydarzyć, nawet jeśli nie było gwarancji, że się nad nimi w pełni zapanuje i przewidzi dalekosiężną trajektorię przebiegu wydarzeń. Siedział w końcu nad tym tak długo, że może nadeszła pora zaufać swoim uczuciom i przestać maniakalnie szukać luk, których przecież nie odnajdował.
A gdy powiedział już wszystko i zobaczył reakcję Vakela, stres zaczął się rozmywać. Dolohov nie przerwał tego, nie odżegnał się od niego, tylko brnął i brnął, czekając, aż dostanie to, czego chciał. Mimo że Trelawney wypowiedział się tak, że nie była to już żadna zagadka, lecz zbiór eufemizmów prowadzących tylko do jednego. Uświadomienie sobie tego sprawiło, że po jego twarzy przemknął cień niedowierzania, zaraz skrzętnie ukryty. Nie pozostał po nim ślad, gdy drugi wróżbita uniósł powieki.
— Lecz skoro ty się nie boisz i chcesz znaków zapytania… — Peregrin podszedł do łóżka i pochylił się, wsparłszy dłońmi o materac, aby zrównać wysokość swojego spojrzenia ze spojrzeniem Vakela. Nie zamierzał dalej stać nad nim niezręcznie jak na spowiedzi. I nie chciał zgubić w ciemnościach oraz odległości niczego z tego, co miało nadejść. — Odpowiedz zatem, czy to moje jednostronne urojenia, czy jest między nami coś więcej niż przyjaźń i praca. Czy to dla ciebie niewłaściwe, że myślę o tobie romantycznie i że tak mi zależy.
A gdy nie minęło… wtedy należało zastanowić się, o co dokładnie chodzi. Jak to zdefiniować, jak daleko to sięga, gdzie są granice. Ogarnięty obsesją zrozumienia umysł badacza potrzebował wiedzieć, z czym ma do czynienia; mieć pewność, że nie doszło do pomieszania jego wewnętrznego systemu pojęciowego i że wszystko, co odnosił do Dolohova, zostało od początku do końca właściwie skategoryzowane. Rozkładał wszystkie interakcje i towarzyszące im emocje na czynniki pierwsze. Podejmował karkołomne próby obejrzenia i przeanalizowania każdego włosa w tym grubym splocie ich relacji. Wszystko po to, aby mieć pewność, że nie oszukał sam siebie.
Spędzali całe dnie na rozpracowywaniu poplątanych ścieżek przyszłości, a Peregrinus nie potrafił rozpracować nawet mikrokosmosu między nimi samymi do tego stopnia, aby wykorzenić wszelkie wątpliwości. Jakże frustrujące.
— Oczywiście, że się boję.
I ten strach popchnął go do przyspieszenia sformułowania ostatecznych wniosków z rozważań. Wynikło z nich zaś, że niektórym rzeczom trzeba po prostu pozwolić się wydarzyć, nawet jeśli nie było gwarancji, że się nad nimi w pełni zapanuje i przewidzi dalekosiężną trajektorię przebiegu wydarzeń. Siedział w końcu nad tym tak długo, że może nadeszła pora zaufać swoim uczuciom i przestać maniakalnie szukać luk, których przecież nie odnajdował.
A gdy powiedział już wszystko i zobaczył reakcję Vakela, stres zaczął się rozmywać. Dolohov nie przerwał tego, nie odżegnał się od niego, tylko brnął i brnął, czekając, aż dostanie to, czego chciał. Mimo że Trelawney wypowiedział się tak, że nie była to już żadna zagadka, lecz zbiór eufemizmów prowadzących tylko do jednego. Uświadomienie sobie tego sprawiło, że po jego twarzy przemknął cień niedowierzania, zaraz skrzętnie ukryty. Nie pozostał po nim ślad, gdy drugi wróżbita uniósł powieki.
— Lecz skoro ty się nie boisz i chcesz znaków zapytania… — Peregrin podszedł do łóżka i pochylił się, wsparłszy dłońmi o materac, aby zrównać wysokość swojego spojrzenia ze spojrzeniem Vakela. Nie zamierzał dalej stać nad nim niezręcznie jak na spowiedzi. I nie chciał zgubić w ciemnościach oraz odległości niczego z tego, co miało nadejść. — Odpowiedz zatem, czy to moje jednostronne urojenia, czy jest między nami coś więcej niż przyjaźń i praca. Czy to dla ciebie niewłaściwe, że myślę o tobie romantycznie i że tak mi zależy.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie