11.12.2024, 19:09 ✶
Rudowłosa zaśmiała się głośno, nie przejmując zbytnio piorującymi spojrzeniami zesłanymi w ich stronę. Najwyraźniej zaburzyła swoim rechotem tę cichą atmosferę, jaką kawiarnia oferowała. Mona spojrzała pokręciła głową i z niedowierzaniem powiedziała:
— Chcesz mi powiedzieć, że jakaś starucha obiła tobie i Basilowi tyłki? Jakież to problematyczne spory muszą mieć historycy, żeby faktycznie doszło do rękoczynów? I to jeszcze w stronę dwóch dorosłych mężczyzn? O co na bogów poszło? — rudy gremlin wciąż chichotał. Potem westchnęła i oparła podbródek o zdrową rękę. — Jeśli masz te blizny bitewne, to może rzeczywiście powinieneś mi je kiedyś pokazać — oczy błyszczały jak u kota, który właśnie dostrzegł mysz. — Ale nie tutaj, bo wątpię, aby kelner umiał to docenić. Ja mogłabym się bardziej postarać.
Icarus Prewett przeszedł do innego tematu z taką lekkością do sprawy równie kruchej, co jej stan psychiczny.
— Nie uważam, żebyśmy szli za szybko — zaoponowała. — Wtedy przerzuciłbyś ciężar winy z czynów twojego… Ojca na tempo naszej relacji, w którym nigdy nie widziałam nic złego. Chociaż rzeczywiście wtedy wszystko wydawało się proste, bo po prostu cię kochałam — wciąż kochała. Nic na dobre nie wyszło z tego, co uczynił Dedalus. — Nigdy nie sądziłam też żebyś był… Popsuty? Na pewno nie w okresie, kiedy było dane mi cię znać — odparła szczerze. Icarus nie był przecież przedmiotem, którego można było złożyć od nowa. Był raczej jak smoki, które badała, a były poobijane, zranione od własnych działań, a mimo to wciąż walczące o przetrwanie. — Więc jeśli już widzisz rzeczy wyraźniej, to nie przepraszaj. To dobrze. Nie jest na nic za późno — nie wiedziała, co dokładnie miała na myśli; naprawa siebie, o której Prewett mówił, rozpoczęcie nowej ścieżki w życiu, a może po prostu próba zaprzyjaźnienia i poznania na nowo. — W czym dokładnie chcesz zobaczyć sens? — zapytała najdelikatniej, jak tylko mogła. — W działaniach twojego ojca? — sama by chciała wiedzieć, czemu mężczyzna, którego zapamiętała jako starego dziada z kijem w tyłku, ukrywał jej korespondencję przed własnym synem. Poznała go tylko raz, a więc mogła mieć jedynie własne domysły.
— Chcesz mi powiedzieć, że jakaś starucha obiła tobie i Basilowi tyłki? Jakież to problematyczne spory muszą mieć historycy, żeby faktycznie doszło do rękoczynów? I to jeszcze w stronę dwóch dorosłych mężczyzn? O co na bogów poszło? — rudy gremlin wciąż chichotał. Potem westchnęła i oparła podbródek o zdrową rękę. — Jeśli masz te blizny bitewne, to może rzeczywiście powinieneś mi je kiedyś pokazać — oczy błyszczały jak u kota, który właśnie dostrzegł mysz. — Ale nie tutaj, bo wątpię, aby kelner umiał to docenić. Ja mogłabym się bardziej postarać.
Icarus Prewett przeszedł do innego tematu z taką lekkością do sprawy równie kruchej, co jej stan psychiczny.
— Nie uważam, żebyśmy szli za szybko — zaoponowała. — Wtedy przerzuciłbyś ciężar winy z czynów twojego… Ojca na tempo naszej relacji, w którym nigdy nie widziałam nic złego. Chociaż rzeczywiście wtedy wszystko wydawało się proste, bo po prostu cię kochałam — wciąż kochała. Nic na dobre nie wyszło z tego, co uczynił Dedalus. — Nigdy nie sądziłam też żebyś był… Popsuty? Na pewno nie w okresie, kiedy było dane mi cię znać — odparła szczerze. Icarus nie był przecież przedmiotem, którego można było złożyć od nowa. Był raczej jak smoki, które badała, a były poobijane, zranione od własnych działań, a mimo to wciąż walczące o przetrwanie. — Więc jeśli już widzisz rzeczy wyraźniej, to nie przepraszaj. To dobrze. Nie jest na nic za późno — nie wiedziała, co dokładnie miała na myśli; naprawa siebie, o której Prewett mówił, rozpoczęcie nowej ścieżki w życiu, a może po prostu próba zaprzyjaźnienia i poznania na nowo. — W czym dokładnie chcesz zobaczyć sens? — zapytała najdelikatniej, jak tylko mogła. — W działaniach twojego ojca? — sama by chciała wiedzieć, czemu mężczyzna, którego zapamiętała jako starego dziada z kijem w tyłku, ukrywał jej korespondencję przed własnym synem. Poznała go tylko raz, a więc mogła mieć jedynie własne domysły.