Był gotów w każdej chwili skoczyć jej do szyi - tej kobiecie, która została tutaj wyprowadzona. Ale ona, tak jak przykazała jej Bella, tańczyła podług nut, jakimi nie była już wolna wola. Sauriel się cofnął. Krok, dwa. Jak drapieżnik, który wyczuwa zagrożenie, ale niekoniecznie się go boi. Jego oczy przesunęły się po okolicy, po majaczących w migotliwych światłach budynkach.
- Musimy się śpieszyć. Tu się zaraz zrobi grubo. - Rzucił do kobiety. Kolejne dwa kroki i już go nie było.
A raczej był - tylko w ciemnościach. Przesunął się bliżej w kierunku tej ruchliwszej ulicy, żeby przyjrzeć się nieznanym twarzom. Dzięki bogom, że nieznanym - zaniepokoiłby się, gdyby znajome klawisze tutaj przyszły.
percepcja - uważna obserwacja otoczenia
Akcja nieudana
Sukces!
Statyczność dawała statyczny widok, a on tego nie chciał. Więc się przesuwał. Krążył. Czuwał nad tym, co musiało zostać zrobione, chociaż zerknął do Belli akurat, żeby spojrzeć, czy nie potrzebuje kogoś do potrzymania jej bujnych włosów, kiedy ona rzuci przysłowiową zapałkę na stos. Nie potrzebowała. To oglądnięcie się było błędem. Bo kiedy wzrok zwrócił to to, co zobaczył, wcale mu się nie spodobało.
- Pal ją, ja odciągam psy. Zjeżdżaj od razu. - Mruknął do jej ucha, pojawiając się niedaleko, nim znów cofnął się w półmrok. Akcja bez magii, bez żadnych podejrzeń - a przynajmniej bez takiej, która by zostawiała jakieś ślady.
Rookwood odsunął się dostatecznie daleko od Belli, żeby rzucić w pierwsze lepsze okno kamieniem koło przechodzących jegomości. Czy to już byli czarodzieje, czy jeszcze nie - równie dobrze mogli być tutejszymi obywatelami, którzy poczuli się do obrony mieściny, albo akurat szukali ucieczki w tym kierunku. Nie miało to znaczenia. Sauriel złapał ich atencję i to się liczyło. Dał susa w przeciwnym do Black kierunku, żeby zrobić to, co jej obiecał - kupić czas. Byłoby okropną szkodą, gdyby teraz wszystko miało się posypać przez jeden błąd. Byłoby też niefortunnie, gdyby się bawił, a ta zabawa przysporzyła atencji czarodziei. Ach, właśnie... użytkownicy magii, mieszkańcy Doliny Godryka! Czy ktoś uwierzy w polowanie na czarownice sprowokowane Beltane? Ha...
Zabawa w kotka i myszkę przeciągała się niefortunnie, udowadniając mu tylko, że czarodziejska socjeta już się zainteresowała tematem. Na ile i co się działo - to go nie obchodziło. Obchodziło go tylko to, żeby zniknąć i nie dać się złapać. A wszystko to przed świtem, koniecznie przed świtem...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.