13.12.2024, 10:14 ✶
Ja mogłabym się bardziej postarać. Dobrzy bogowie... Ona z nim flirtowała. Naprawdę to robiła. Icarus pamiętał, co działo się w ostatnich dniach szkoły, w toalecie Jęczącej Marty. Może był wtedy napalonym nastolatkiem, ale nie przypominał sobie, by czuł to samo pożądanie w kierunku do, cóż, kogokolwiek innego. Mona zawsze była tą jedyną... i może była jeszcze szansa, by wynagrodzić jej kiedyś te lata rozłąki. W końcu Icarus sporo się nauczył przez te dziesięć lat.
Nie dał rady powstrzymać rumieńca, ale też uśmiechnął się do Mony zalotnie.
– Jestem pewien, że zdarzy się okazja – rzekł, uważając, by niepotrzebnie nie przyspieszyć biegu wydarzeń. Nawet jeśli cieszył się, że Mona była skłonna dać mu szansę.
Kolejne słowa jednak zbiły go z tropu. Okazywało się, że kiedyś Mona go kochała, że tamten Icarus był dla niej ważny. Rzecz w tym, że tamten już właściwie nie istniał. Teraźniejszy Icarus widział już więcej, nie miał już w sobie ani grama naiwności. Był roztrzaskany na kawałki i próbował się skleić z powrotem. Jednak okazywało się, że poprzednie fragmenty już nie mogły stworzyć spójnej całości. Musiał ułożyć się od początku, dotrzeć do tego, jaki kształt był dla niego najlepszy. Teraz nikt nim nie rządził, nie miał dla niego instrukcji.
– Może w jego czynach, tak... Ale nie w dobrym sensie. Po prostu... mam wrażenie, że elementy mojego życia do siebie nie pasują. Że skoro ukrywał przede mną listy, było tego wszystkiego jeszcze więcej. Chciałbym mieć pełny obraz sytuacji, ale nie mogę, bo ojciec nie żyje. Nie mogę zmusić go do powiedzenia prawdy. Chociaż... Gdyby żył, też pewnie bym nie mógł – przerwał na chwilę. Te słowa nie były dla niego proste, ale Mona chyba jako jedyna była skłonna wysłuchać go bez oceniania. – Wiem na pewno jedynie kilka rzeczy. Na przykład to, że moje życie bez ciebie było tylko jednym wielkim substytutem. Że cały czas tylko żałowałem, a już... nie chcę dłużej żałować. Chciałbym... przynajmniej mieć kontakt z ludźmi, na których mi naprawdę zależy. Z tobą.
Nie dał rady powstrzymać rumieńca, ale też uśmiechnął się do Mony zalotnie.
– Jestem pewien, że zdarzy się okazja – rzekł, uważając, by niepotrzebnie nie przyspieszyć biegu wydarzeń. Nawet jeśli cieszył się, że Mona była skłonna dać mu szansę.
Kolejne słowa jednak zbiły go z tropu. Okazywało się, że kiedyś Mona go kochała, że tamten Icarus był dla niej ważny. Rzecz w tym, że tamten już właściwie nie istniał. Teraźniejszy Icarus widział już więcej, nie miał już w sobie ani grama naiwności. Był roztrzaskany na kawałki i próbował się skleić z powrotem. Jednak okazywało się, że poprzednie fragmenty już nie mogły stworzyć spójnej całości. Musiał ułożyć się od początku, dotrzeć do tego, jaki kształt był dla niego najlepszy. Teraz nikt nim nie rządził, nie miał dla niego instrukcji.
– Może w jego czynach, tak... Ale nie w dobrym sensie. Po prostu... mam wrażenie, że elementy mojego życia do siebie nie pasują. Że skoro ukrywał przede mną listy, było tego wszystkiego jeszcze więcej. Chciałbym mieć pełny obraz sytuacji, ale nie mogę, bo ojciec nie żyje. Nie mogę zmusić go do powiedzenia prawdy. Chociaż... Gdyby żył, też pewnie bym nie mógł – przerwał na chwilę. Te słowa nie były dla niego proste, ale Mona chyba jako jedyna była skłonna wysłuchać go bez oceniania. – Wiem na pewno jedynie kilka rzeczy. Na przykład to, że moje życie bez ciebie było tylko jednym wielkim substytutem. Że cały czas tylko żałowałem, a już... nie chcę dłużej żałować. Chciałbym... przynajmniej mieć kontakt z ludźmi, na których mi naprawdę zależy. Z tobą.