—29/08/72—
Londyn, 29.08.72
Droga Brenno,
czy mogę mówić Ci po imieniu? Oczywiście, że Cię pamiętam! Znalazłaś mnie w tym najczarniejszym dla mnie momencie i pomogłaś, trudno jest zapomnieć coś takiego. Wybacz, że piszę tak późno, dopiero dziś dostałam od matki korespondencje i prezenty, które napływają od osób świadomych tego zdarzenia. Taki wstyd! Nie rozmawiałam jeszcze z ciotką, ale bardzo boje się, że więcej nie powierzy mi tak odpowiedzialnego zadania, skoro nie umiem zadbać sama o siebie. Ojciec uświadomił mi, że naraziłam wszystkich na niebezpieczeństwo tym zdjęciem bariery i tonę w poczuciu winy. Głowa wciąż mnie boli i pozostaję w domu, ale tak - czuje się lepiej.
Kroki przez Ciebie wskazane są oczywiście słuszne i z tego co mi wiadomo, rodzice już je powzięli - głównie przez wzgląd na włosy właśnie. Gdy tylko w Mungu odkryto, że ktoś niechluje uciął mi kosmyk, dostałam od klątwołamaczy amulety ochronne i cały zestaw działań, którymi teraz zabezpieczam się jak mogę. Bardzo możliwe, że stąd te całe migreny, uprzedzano mnie, że to może być jeden z efektów ubocznych. Różdżkę mam już nową i zgłoszoną z tego co mówiła mama w Ministerstwie i banku, ja sama tego nie załatwiałam, bo nie chcą mnie wypuścić z domu po tym co się stało.
Wspominasz o maskach - zechcesz mi zdradzić jakie to ma znaczenie? Czy znalazłaś jakiś trop? Rodzina bardzo nalega, aby nikomu nie mówić o tym wydarzeniu, a krótkość bankietu składać na karb harmonogramu Ministry, ale ja chyba chciałabym wiedzieć. Odpowiadając zaś na Twoje pytanie: maski były tylko dwie.
Pisz do mnie proszę, czuje się jak księżniczka zamknięta w wieży.
Z uściskami,
Raphaela Michaela Avery