• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine

[05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#29
14.12.2024, 17:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2025, 02:13 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)  
Zaskakiwała go od samego początku. Tak naprawdę od pierwszego momentu, gdy się poznali. Nastawiał się na konfrontację, bo tak dla niego wtedy wyglądała. Tak dano mu do zrozumienia, skoro reszta personelu się przed nią chowała. Tymczasem ich rozmowa przebiegła naprawdę dobrze i gładko. Nawiązali nić porozumienia. Ciekawe czy nadal miała tamten szal? Zaskoczyła go tamtego wieczoru. Stale go zaskakiwała.
Tym, gdzie spotkał ją kolejny raz. Tym, co mu wtedy powiedziała i jak zareagowała na całą sytuację. Że zachowała cholernie dużo zimnej krwi w sytuacji, w której wiele innych osób zaczęłoby zupełnie panikować. Tym, w jaki sposób z nim współpracowała w momencie kryzysu, że nie uciekła z kraju. Została.
Kolejny raz go zaskakując, gdy w jednej chwili wydała mu swój sekret a w kolejnej na niego naskoczyła. Wybuchła na niego, nie chciała mieć z nim do czynienia. Moment później, no, kilka miesięcy później jednak chciała. Choć nie miał pewności, na ile z powodów wyrzutów sumienia, na ile z powodu tej siły, która na nich działała, na ile zaś przez to, że po prostu chciała.
Nie wiedział, czego pragnęła. Wiedział wyłącznie, że to, co mieli już nie działa. Nie dla niego.
- To już nie zależy ode mnie - nie patrzył na nią wcześniej, ale teraz na powrót przeniósł wzrok na twarz Geraldine, unikając jednak jej spojrzenia.
Spoglądał na jej wargi. Miękkie malinowe usta, które nieznacznie się poruszały, gdy mówiła i drżały, gdy oddychała. Dałby naprawdę wiele, żeby znowu ich posmakować. Chciał poznać ich smak, porównując go do tamtego dnia, gdy już ich dotknął.
Przez kilka minut wydawało się, że mogło ich połączyć coś znacznie głębszego i satysfakcjonującego. Gdyby ktoś go wtedy spytał o oczekiwania, bez wahania powiedziałby, że w nich była. Naga, rozczochrana, zdyszana w jego ramionach. Wpatrzona w niego tymi naprawdę niebieskimi oczami, które teraz odbijały światła ogrodowych latarni.
Myślał o niej w ten sposób. Tamtego wieczoru być może ona też o nim tak myślała. A jednak nie wykorzystali tamtej szansy. Pozwolił, żeby się od niego oddaliła. Odepchnął od siebie tamte możliwości a później już nie wydarzyła się żadna okazja, aby je odzyskał. Zamiast tego zaczęli pałać do siebie niechęcią. A teraz?
Teraz się przyjaźnili. Miał przed nią sekrety. Nie chciał, ale nie zamierzał pozwolić na to, aby je poznała.
- Jasne, że byś nie chciała - odparł nie kryjąc ironii w głosie, bo przecież już nie raz to robiła.
Była uparta, podskakiwała do niego, a bez wątpienia z uwagi na prawie żadną różnicę wzrostu miała bardzo wygodną pozycję, by to robić. Ciągnęła go za język, tak właściwie to nieświadomie mu go plątała. Nie, zupełnie nie wierzył w to, że nie zamierzała mu truć dupy i usiłować wyciągać z niego kolejne sekrety.
Była w tym naprawdę upierdliwie skuteczna, gdy naprawdę tego chciała. W jednej chwili zapierał się rękami i nogami przed mówieniem jej o czymś, czego nie chciał z siebie wyrzucać, natomiast w kolejnej łapał się na tym, że i tak zaczynał jej o tym mówić. Nie miał zielonego pojęcia, czemu tak na niego działała.
Ich relacja była przedziwna. Tyle tylko, że jeśli wcześniej w całkiem pozytywnym sensie to teraz miał wrażenie, że zdecydowanie zbyt mocno się skomplikowała. On ją komplikował, bo miał opory przed zrobieniem czegoś, co leżało tylko i wyłącznie w jego kwestii.
Powinien otworzyć usta. Równie, jeśli nie szybciej niż wtedy, gdy pękał ze swoimi przemyśleniami i zaczynał o nich mówić. Wóz albo przewóz, prawda? Chciała tego albo tego nie chciała. Tu nie było zbyt wiele innych możliwości a ta sytuacja zaczynała być stanowczo zbyt dusząca.
Niby nie mogła być jeszcze bardziej zagmatwana a jakimś cudem miał wrażenie, że z dnia na dzień coraz bardziej się taka stawała. Nawet tego wieczoru czuł się pogubiony w tym wszystkim, co sobie mówili czy robili. Nie wiedział jak powinien interpretować spojrzenia, które Geraldine rzucała w jego stronę. Nie miał pojęcia, czego od niego oczekiwała, gdy coraz bardziej się do niego zbliżała. Gdzie leżała granica między niewinnymi gestami ze strony przyjaciół a gdzie wkraczali na znacznie bardziej grząski grunt.
Kiedy dotykała jego policzka, czy to była wyłącznie gra towarzyska? Rozmawiali o tym wyłącznie w kontekście prowokacji i wywoływania kontrowersji, ale jednocześnie miał wrażenie, że było w tym stanowczo zbyt wiele niewypowiedzianych słów, że ich rozmowa aż ociekała podtekstami.
Zresztą, co mu było po tym wszystkim, jeśli to miała być dla niej wyłącznie drobna gierka? Jeśli tylko tego oczekiwała to nie chciał tego robić. Co prawda nie zamierzał o tym mówić. Nie chciał wyjść na sztywniaka (no, nie w tym sensie) czy nudziarza. Jego opinia sama wskazywała, że taki nie był, ale raczej na dłuższą metę zbyt mocno by go to dojeżdżało.
Chciał, żeby też go pragnęła. Nie grała, nie odstawiała pokazówki przed towarzystwem. Chciał, żeby była w stanie spojrzeć na niego tak jak on zaczął patrzeć na nią. Być może kiedyś go pokochała, bo był tego cholernie blisko. Chciał móc ją kochać, chciał, żeby go kochała. Czy to naprawdę było aż tak wiele? Miał zbyt duże oczekiwania wobec życia?
Czasami odnosił wrażenie, że to była po prostu karma. Pierwsza prawdziwa ironia losu za te wszystkie momenty, kiedy zachowywał się ślisko. Kiedy to on robił grę towarzyską z przelotnych relacji z młodymi pannami. Nie miał żadnych złudzeń. Któraś z pewnością wylała za nim naprawdę wiele łez. Niejedna chciała, żeby było z tego coś więcej, nawet jeśli nigdy żadnej tego nie obiecywał.
Teraz rzeczywistość upomniała się o wyrównanie rachunków. Wreszcie zaczęła go dojeżdżać, stawiając mu przed nosem kogoś, kogo on pragnął. Tylko po to, żeby ona go nie chciała. Nieważne, co sobie obecnie roił w głowie. Najpewniej wcale nic mu nie sugerowała. W innym wypadku mieliby już jasność. Nie potrafiłaby aż tak dobrze udawać obojętności. Nigdy im to nie wychodziło, nawet wtedy, kiedy się kłócili. Więc chyba nie mógł oczekiwać niczego więcej od tej tymczasowej zabawy ku zgorszeniu gawiedzi?
- Nie. Nie satysfakcjonuje. Racja - instynktownie skinął głową unikając jej spojrzenia.
Ani chwilowo, ani na dłuższą metę. Trudno mu było powiedzieć, by to, co odczuwał dało się nazwać satysfakcją. Wręcz przeciwnie. Czuł się coraz bardziej zmieszany i zamotany. Na wzór zdenerwowanego, nie do końca świadomego uczniaka, który chciał wziąć ją za rękę, ale się tego obawiał. Jednocześnie w swojej głowie robiąc wiele więcej z tymi samymi rękami, których ku niej nie wyciągał. To było irytujące. Czuł się jak pierdoła.
Tym bardziej, gdy zasłaniał się robieniem rzeczy zgodnie z tym, czego mogła od nich oczekiwać publika, gdy w rzeczywistości miał raczej głęboko wywalone na cudze opinie. Nie obchodziło go to, co myślała gawiedź. Co mówiła o nich elita. Miał własne opinie i te cholerne niespełnione pragnienia, które tak bardzo mu wszystko utrudniały.
Może, gdyby zmusił się do ich wypowiedzenia, odzyskałby grunt pod nogami. Z pewnością sytuacja jakkolwiek by się wyklarowała. A jednak dalej się przed tym powstrzymywał. Nazywał się człowiekiem czynu, słowa rzeczywiście przychodziły mu z trudnością, ale w tym momencie był też cholernie daleko od działania. Znajdował się w jakimś dziwnym stanie zawieszenia.
- Nie będziesz. Oboje nie będziemy, gwarantuję ci to. Ta impreza jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa - stwierdził z przekonaniem, unosząc kąciki ust.
- Wszystko w moich rękach? Odważnie - uniósł brwi, uśmiechając się przy tym bez jakichkolwiek obaw, czy właściwie go teraz rozumiała. - Wiesz, niektórzy uznaliby oddawanie mi pełnej kontroli za kolejne kontrowersyjne posunięcie - wystarczyła chwila, żeby trochę się zapomniał, szczególnie, że miał wrażenie, że z nim flirtowała. - Czyżbyś chciała, żebym pokazał ci, co potrafię zrobić - urwał na chwilę, reflektując się, że chyba trochę zbyt mocno się zapędzał, bo w istocie wcale nie to musiała mieć na myśli - żeby wykorzystać to potem przeciwko mnie nad ranem? - on z nią flirtował, ona wcale tego nie odbijała, prawda?
Zachowywała się po prostu jak ona. Geraldine zawsze się tak zachowywała. Po prostu. Bez dwóch zdań. Znowu coś sobie roił, gdy ona była po prostu przyjacielska. Tak to musiało w istocie wyglądać.
- Nie dam się na to złapać. Wiesz o tym, prawda? - starał się nadać tym słowom lżejsze brzmienie, być w nich bardziej przyjacielski, bo przecież tego od niego oczekiwała.
- Możliwe - odpowiedział bez uśmiechu, czując nagły przypływ goryczy na te słowa, które padły z ust Geraldine.
Naprawdę nie potrzebował takich zapewnień. Zachowywała się jak jego babcia. Naprawdę nie potrzebował, żeby próbowała go w taki sposób pocieszać, dając mu do zrozumienia, że gdzieś tam ktoś na niego czekał, bo ona przecież już kogoś miała. Była w kimś zakochana, sama mu to powiedziała.
Miał ochotę na nią za to furknąć, choć przecież niczym sobie na to nie zasłużyła. Po prostu nie miała od niego żadnych oczekiwań prócz przyjaźni. Miała do tego prawo. Nawet jeśli go to drażniło, bo przecież miała go tuż przed sobą. Nie musiała rozglądać się za mężczyznami, którzy jej nie chcieli.
Za kimkolwiek tak bardzo szalała, jeśli ten koleś faktycznie jej nie dostrzegał to zasługiwała na kogoś kto nie dawałby ciała w ten sposób. Już kogoś takiego miała, jednak w dalszym ciągu wolała szukać dalej. Irytowało go to. Kolejny raz tego wieczoru mu to zrobiła.
Była miła, ale to nie bycia miłą teraz od niej chciał. Przeciwnie. Pożądał dzikości, namiętności, żądzy ciała. Tego, żeby żadne z nich nie musiało nad sobą panować, bo instynktownie wiedział, że dogadaliby się pod kątem upodobań. Mogliby sobie darować początkowe nieśmiałości, otwarcie dając się porwać chwili. Tyle tylko, że nie patrzyła na niego w ten sposób.
Cokolwiek mieli, zniknęło tamtego wieczoru ponad rok temu. Wtedy mogli mieć wszystko. Teraz nie.
- Już jedną miałem. Wyparowała. Raczej zostanę przy księżniczkach z doskoku - mruknął nie mogąc się przed tym powstrzymać, ale przecież się przyjaźnili, więc mógł jej mówić takie rzeczy.
Nie musiała wiedzieć, o kogo chodzi. Ba. Nie miała się tego dowiedzieć. Zamierzał o to zadbać, stawiając kolejne granice, szczególnie że ona też się przed nim przecież zamykała.
No cóż. Nie wychodziło mu to. Nie potrzebował wiele, żeby sobie uświadomić, że dawał w tym ciała. W dalszym ciągu okropnie go do siebie przyciągała. Kiedy muskała go palcami po głowie, coraz ciężej mu się oddychało, kiedy zaczęła sunąć nimi po jego twarzy, serce prawie wyskoczyło mu z piersi. Niemal ucałował ją w rękę, prawie to zrobił.
To nie był niewinny dotyk. Nic z tego, co się działo w tej chwili nie było niewinne. Nie, jeśli powodowało w nim kolejne fale gorąca, przyspieszony oddech i wrażenie, że wystarczyła jeszcze dosłownie chwila, ułamek sekundy, żeby zrobił coś tak pochopnego jak to, co przez cały czas błądziło mu po głowie. Szczególnie teraz, kiedy ciepłe palce Geraldine dotykały jego skóry, muskając go w taki sposób, że mimowolnie rozchylał usta, jednocześnie zaciskając zęby.
Starał się nie dać po sobie poznać tego, co z nim robiła, ale chyba na próżno. Oboje to dostrzegali, prawda? Zaczęli coraz bardziej przekraczać postawioną sobie granicę. W przeciągu ledwie kilku minut przesunęli ją niemalże do samego końca. Rozciągnęli ją tak jak to tylko było możliwe. Nadal istniała, jednak była cienka, naprawdę cienka niczym bańka mydlana, która mogła prysnąć dosłownie w każdej sekundzie.
A przecież to nie było takie proste. Nie wydawało mu się, żeby mogło być. Szczególnie, gdy mówiła o tym alkoholu buzującym nie tylko w jej żyłach. Stosunkowo szybko nadrobili wszelkie zaległe kolejki, bo przecież wtedy przy fontannie byli jeszcze całkiem trzeźwi. Wypili naprawdę dużo na raz. Nic dziwnego, że oboje zaczęli tracić nad sobą kontrolę. Trudno było zapanować nad sobą w tym stanie.
Miał wrażenie, że krew w jego żyłach dosłownie zawrzała, gdy usłyszał dźwięk wydostający się spomiędzy warg dziewczyny. Coś, co sprawiło, że poczuł drżenie własnych rąk, bezwiednie mocniej dotykając jej ciała. Zatapiając palce w skórze Geraldine, jakby wystarczyła dosłownie sekunda, aby ją do siebie przyciągnął.
Pozwalał sobie na coraz więcej a ona odpowiadała mu dotykiem sunącym odważniej po jego szczęce. Mogła zsunąć ręce niżej. Chciał je poczuć znacznie bliżej swojego ciała, instynktownie znowu się wiercąc. To była wygodna pozycja, naprawdę wygodna, choć równie odsłaniająca. Nie patrzyła na niego. Spoglądała w niebo, ale nie miał pewności czy nie dostrzegła tego, co się działo. Widziała? Mogła posunąć się niżej, przesunąć mu palcami po szyi, rozpiąć koszulę, sięgnąć, zostawić ślady paznokci na skórze.
W jego myślach nie było miejsca na wiele wątpliwości. Jeśli tego pragnęła to już go miała.
Chciał słyszeć jej reakcje, nader wszystko pragnął teraz przycisnąć ją do siebie, aby znowu to zrobiła. Głośniej, bardziej niecierpliwie, zaciskając zęby na płatku jego ucha, za którym teraz potarła go palcami, wyzwalając u niego falę gorąca.
Jedynym, o czym był w stanie teraz myśleć było obrócenie się w jej stronę. Podciągnięcie się na rękach w taki sposób, aby móc zalać pocałunkami jej odsłonięty dekolt. Uszczypnąć ją zębami w szyję, zostawić na niej ślad tego samego języka, którym później już w domowym zaciszu pokazałby jej wiele więcej, odbierając jej już i tak płytki oddech.
Mógłby zamknąć ją w ramionach, naprzeć na nią ciężarem ciała, przewracając ich na płaszcz. Mając świadomość, że kwiaty doszczętnie by się pogniotły, że z pewnością musieliby się stąd wymknąć, bo w innym wypadku wszystko byłoby jasne już na pierwszy rzut oka. Jednak wcześniej mogliby się po prostu całować. Dotykać. Przekraczać granice w taki sposób, o jakim jeszcze chwilę wcześniej nie mogli marzyć.
Jednakże to nie było miejsce, aby to robić, prawda? Nieważne, że w tym momencie dawała mu sygnały, które instynktownie interpretował jako przyzwolenie na kolejne muśnięcia palców spragnionych dotyku jej ciepłej skóry pokrytej gęsią skórką mówiącą jeszcze więcej. Alkohol buzował im w żyłach.
Kto wie, może nie tylko alkohol? Ambroise normalnie uznałby to za całkiem ironicznie wdzięczną wymówkę. Przerzucenie odpowiedzialności na otumaniające substancje tylko po to, żeby móc robić to, do czego pchało go narastające pożądanie. Ba, zazwyczaj nie miałby z tym najmniejszego problemu, ale teraz z jakiegoś przedziwnego powodu nadal się powstrzymywał.
Z nikim innym nie miał tyle samoświadomości, co przy Geraldine. Przy nikim innym nie stawiałby sobie aż tylu ograniczeń. Już dawno znalazłby pretekst, żeby znaleźć się sam na sam. Tygodnie, jeśli nie miesiące temu wylądowaliby w łóżku. Później poza nim. Wszędzie, gdzie byłoby wygodnie, by się tak blisko dotykać. Nie doszłoby do tego wieczoru. Już wcześniej mieliby całkowitą jasność. Poznałby wszystkie zakamarki jej ciała.
Albo dostałby w twarz. Nie chciał tego spierdolić. Byli pijani, nie kontrolowali się. Na co dzień nie zachowywali się w ten sposób. W żadnej innej sytuacji tak na niego nie reagowała. To były wyjątkowe okoliczności. Wyjątkowo trudne, bo chciał jej teraz, ona też go chyba chciała, ale rano to nie byłoby to. Żałowaliby popsucia tej relacji, prawda?
Zresztą sama mówiła - była pijana. Nie powinna aż tyle pić. Miał w sobie na tyle zdrowego rozsądku, żeby zrozumieć ten przekaz. Nie chciał być chujem. Przyjaźnili się, powinna być bezpieczna w jego towarzystwie. Nie mógł powstrzymać reakcji własnego ciała, ale nie był niewolnikiem żądz. Nie zrobiłby czegoś, czego na trzeźwo od niego nie pragnęła.
Zagryzł zęby, biorąc od niej alkohol i wbijając wzrok w zawartość, żeby odwrócić uwagę od bliskości jej ciała. Jego palce zamarły na łydce dziewczyny, kiedy ich dłonie przypadkowo się ze sobą zetknęły i przeleciała między nimi ta iskra. Niemal fizyczna.
- To wszystko jest zbyt mętne - stwierdził, jakby na dowód swojego nagłego stwierdzenia unosząc butelkę pod światło i przechylając ją to w jedną, to w drugą stronę.
Oczywiście, że nie miał na myśli zawartości butelki, ale ona całkiem wygodnie faktycznie wydawała się trochę zmętniała. Nie tak klarowna jak powinna być, choć raczej było to wynikiem czyjegoś niedopatrzenia przy procesie produkcyjnym a nie dodawaniem czegoś do środka.
Zresztą ktoś kto nie znał się na substancjach z pewnością by tego nie dostrzegł. To było czepianie się drobnostek, odwracanie uwagi od sytuacji, która niemal się między nimi wydarzyła. Próbował przekierować własną uwagę z ciała Geraldine na butelkę, którą mu podała, jednocześnie zsuwając się z kolan dziewczyny.
Wcale nie chciał tego robić, ale sposób, w jaki na niego działała sprawiał, że niemal stracił nad sobą panowanie. Byli pijani, nie mogli podejmować właściwych decyzji. Nie to, aby zazwyczaj mu to w czymkolwiek przeszkadzało, jednak z nią wszystko było inaczej. Oni byli inni. Nie chciał tego, nie chciał wykorzystywać okazji pod wpływem, nawet jeśli teraz wydawało mu się, że ona też go teraz chciała.
Mogli do tego wrócić rano. Na trzeźwo. Porozmawiać o tym, czego faktycznie od siebie oczekiwali. O tym, co się między nimi działo. Czy sytuacja rzeczywiście tak wyglądała. Nie tu i nie teraz, nie zasługiwała na to, żeby obmacywali się po pijaku pod krzakami w ogrodzie, w którym ktoś mógł ich zauważyć.
Nie to, aby mu to kiedykolwiek przeszkadzało, nie był przesadnie szybko żenującym się człowiekiem, ale wolał, by jej opinia pozostała przez niego nie poszlakowana. Tym bardziej, jeśli to miałby być jeden wieczór, chwila zapomnienia i miesiące, jeśli nie lata poczucia zażenowania.
- Nie wiem, co jest w tym alkoholu, ale na pewno nie pomaga mi w trzeźwym myśleniu - wciągnął powietrze, biorąc głęboki wdech i starając się usiąść w taki sposób, żeby jego fizyczny stan nie był aż tak jawny, nie tak rażący.
Nie chciał, żeby go źle zrozumiała. Co gorsza, z pewnością by go źle nie zrozumiała. Tu nie było możliwości innej interpretacji niż to, że cholernie pożądał jej i jej ciała. To, co z nim robiła było niepojęte. I mimo że jeszcze przed chwilą sam krytykował mętność alkoholu, teraz pociągnął głęboki łyk z butelki.
Łyk za łykiem, wieczór mijał a oni? Trwali...
Koniec sesji


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (25488), Geraldine Greengrass-Yaxley (18756)




Wiadomości w tym wątku
[05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 27.11.2024, 14:49
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.11.2024, 00:06
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 28.11.2024, 01:35
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.11.2024, 13:26
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 28.11.2024, 16:43
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.11.2024, 22:48
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 29.11.2024, 01:10
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 29.11.2024, 15:26
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 29.11.2024, 18:53
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.11.2024, 18:10
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.11.2024, 21:02
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 01.12.2024, 13:29
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 01.12.2024, 17:25
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.12.2024, 00:37
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.12.2024, 14:37
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.12.2024, 15:44
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 04.12.2024, 11:36
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.12.2024, 21:15
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.12.2024, 14:32
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.12.2024, 00:51
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 08.12.2024, 03:56
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.12.2024, 23:43
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 09.12.2024, 23:20
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.12.2024, 01:04
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 11.12.2024, 20:06
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.12.2024, 23:15
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.12.2024, 15:48
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.12.2024, 00:59
RE: [05.1966] lavender haze || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.12.2024, 17:25

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa