14.12.2024, 22:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2025, 22:11 przez Julián Bletchley.)
Przydzielono mu sprawę jebiącą kłopotami od samego początku. Otóż czarnomagiczne przedmioty przechodziły przez granice jak przemycone słodycze, Ministerstwo domagało się wyników, a on miał robić za cudotwórcę. Nie byłby sobą, gdyby nie spróbował, ale no przecież nim nie był! Tak, rzeczywiście luty na wyspach był obrzydliwy. Mężczyzna przywykł do deszczu, wilgoci i przeszywającego chłodu, ale tej nocy zdawało się, że pogoda była wyjątkowo uparta. Przemoczona ziemia pod stopami przypominała mokrą szmatę, a ciężkie krople deszczu uderzały o jego kapelusz. Nawet nie miał ochoty narzekać i dość energii, aby przeklinać w duchu każdego, kto wybierał taką porę na spotkanie. A no właśnie przed tego typu spotkania zastanawiał w co on się właściwie pakował? Powinien być w domu z Jo, oglądać jej nową kolekcję dziwnych książek i udawać, że naprawdę odróżniał tytuły, o których tak gawędziła. Ale nie, bo po co. Magazyny w kompleksie Magicznego Urzędu Celnego wyglądały na opuszczone, brak światła potęgowało wrażenie, że można było tu zniknąć na zawsze, jeśli tylko postawiło się zły krok (nie, żeby spodziewał się jakiejś zasadzki, chociaż chuj wiedział z obecną polityką). Papieros żarzył się jeszcze czerwonym punkcikiem w ciemności, kiedy wreszcie dostrzegł sylwetkę opartą o ścianę budynku. Julian nie miał złudzeń co do tego człowieka, ale był użyteczny. To go przynajmniej wyróżniało spośród tej całej zgrai pchającej się do władzy w Ministerstwie.
– Nieco za ciemno nawet jak na twoje standardy — rzucił i zatrzymał się obok. — Myślałem, że wolisz światło reflektorów — czy była między nimi sympatia? To nie tak, że nie lubił Shafiqa. Tylko nie miał dostateczniej świetnej okazji, żeby mógł go poznać, więc i ciężko było mu to stwierdzić, bo Bletchley był już prawie starym Bletchleyem i ciężko było darzyć o dziesięć lat młodszego polityka sympatią, ale był szacunek. Specyficzny, wyrachowany rodzaj wynikający z tego, że Anthony do tej pory jeszcze go nie zawiódł. Nawet jeśli Julian musiał przymknąć oko na kilka rzeczy, które w innych okolicznościach byłyby dowodami w sprawie.
— Co masz dla mnie? — zapytał go w końcu, a jeśli Anthony powie coś w stylu, że to ON przychodzi raczej po coś do niego, to po prostu odwróci się i sobie pójdzie. Bletchley zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że dawał mu dokładnie tyle ile ten chciałby, żeby Julian wiedział, a on brał tyle ile mógł zanim jego suche sumienie zaczęłoby go gryźć przy okazji. Czyż nie dlatego to tak dobrze działało? Mężczyzna westchnął. Póki co działało.
– Nieco za ciemno nawet jak na twoje standardy — rzucił i zatrzymał się obok. — Myślałem, że wolisz światło reflektorów — czy była między nimi sympatia? To nie tak, że nie lubił Shafiqa. Tylko nie miał dostateczniej świetnej okazji, żeby mógł go poznać, więc i ciężko było mu to stwierdzić, bo Bletchley był już prawie starym Bletchleyem i ciężko było darzyć o dziesięć lat młodszego polityka sympatią, ale był szacunek. Specyficzny, wyrachowany rodzaj wynikający z tego, że Anthony do tej pory jeszcze go nie zawiódł. Nawet jeśli Julian musiał przymknąć oko na kilka rzeczy, które w innych okolicznościach byłyby dowodami w sprawie.
— Co masz dla mnie? — zapytał go w końcu, a jeśli Anthony powie coś w stylu, że to ON przychodzi raczej po coś do niego, to po prostu odwróci się i sobie pójdzie. Bletchley zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że dawał mu dokładnie tyle ile ten chciałby, żeby Julian wiedział, a on brał tyle ile mógł zanim jego suche sumienie zaczęłoby go gryźć przy okazji. Czyż nie dlatego to tak dobrze działało? Mężczyzna westchnął. Póki co działało.