• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
lato 1972, 16 sierpnia // sososorry

lato 1972, 16 sierpnia // sososorry
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#10
15.12.2024, 17:12  ✶  
Nie sposób było zaprzeczyć, że gdy Peregrinus trafił do Praw Czasu, był jeszcze w wieku, w którym życie się dopiero rozpracowywało. Ba, Prawa Czasu nie miały nigdy być częścią tego odkrywania siebie, bo Trelawney wylądował tam jak za karę. Nie chciał być w Londynie, a gdy już w Londynie zostać musiał, to dopóki nie zatrzaśnięto mu przed nosem drzwi Departamentu Tajemnic, nie skierował do Mistrza Dolohova kroków. Przyszedł do niego z myślą, że to będzie tymczasowe. Może do końca roku, może chwilę dłużej, ale to nie miał być końcowy przystanek.
A jednak… nigdy nie wysłał listu na kolejną ministerialną rekrutację, nie szukał niczego innego. Początkowo dlatego, że zawsze tu mieli przecież coś do zrobienia, nie było dobrego momentu, żeby opuszczać stanowisko. Tej wiosny spojrzał na te cztery lata i zorientował się, że dawno, dawno temu przestał myśleć na jakiś czas, bo czerpał satysfakcję z tego, że zawsze ma tu coś do zrobienia. Wbrew obawom nie stał w miejscu, mimo że pracował wciąż zza tego samego biurka. Gdy więc Vakel zasugerował pewnego majowego dnia, że sytuacja może się zmienić, Peregrinus nie zastanawiał się: zadeklarował, że zostaje. Jeszcze kilka lat temu miałby dziesiątki pomysłów, gdzie z tego miejsca iść dalej, teraz zupełnie nie uśmiechała mu się perspektywa zaczynania gdzie indziej od nowa.
Tak, wyłącznie zawodowo mógł ze sporą pewnością złożyć mu taką obietnicę.
Tyle że to przestawało być wyłącznie zawodowo, prawdopodobnie dawno przestało. Obietnice w obszarze związkowym zaś Peregrin mógł podeprzeć co najwyżej szczerością uczucia i teoretycznym zrozumieniem tematu. W miejsce doświadczenia miał garść przypadkowych okruszyn: pocałunków nieodwzajemnionych i tych dla zabawy czy przelotnych znajomości z nigdy nieskonfrontowanym podtekstem. Czynników, które doprowadziły do takiego stanu rzeczy, było kilka, lecz dominował jeden — Peregrinus Trelawney chciał być tak cwany, że ograł samego siebie.
Urodził się, aby widzieć rzeczy, których inni nie widzieli. Prorocze sny, powracający danse macabre rodzinnego dziedzictwa, rozcyfrowywanie znaków zsyłanych przez uniwersum, a także — przede wszystkim — najzwyklejsza dedukcja. Ledwo więc na horyzoncie zaczynała majaczyć jakakolwiek romantyczna szansa, on już potrafił ujrzeć jej koniec; już wiedział, że to nie wypali w długiej perspektywie i dlaczego tak będzie. A czy był sens próbować, skoro opracował już w głowie okoliczności finału? Czy to etyczne wciągać kogoś w relację, o której był przekonany, że się nie uda? Czy warto było sobie samemu zawracać głowę i narażać się na cierpienie?
Był z tego długi czas bardzo dumny. Udowadniał, że jest lepszy od wszystkich swoich znajomych, którzy przeżywali pierwsze nieudane romanse. Ha, zawsze potrafił powiedzieć, którym się nie uda. Zachłysnął się poczuciem wyższości, był przecież taki rozsądny, taki logiczny. Był taki przewidujący i o krok przed wszystkimi, że nie zauważył najbanalniejszej oczywistości: większość połamanych młodzieńczych serc goiła się sprawnie, a pozostałe na nich blizny były blade. W zamian — co kluczowe — otrzymywało się lekcje, które zabierałeś dalej.
Teraz ten przemądrzały chłopiec w ciele mężczyzny stanął przed szansą, na której naprawdę mu zależało, a los zachichotał nad nim. Wetknął w ręce Głupca, na którego Trelawney sam sobie zapracował, po czym usadził go do rozgrywania partii z Dolohovem, który na ręku miał zdecydowanie więcej kart.
Och, a był taki, taki mądry, mądrzejszy od nich wszystkich ślepo ganiających dookoła swoich naiwnych, skazanych na porażkę miłostek. Teraz Dolohov kilkoma zdaniami dobrał się do jego serca i doprowadził samozwańczego króla pragmatyzmu do stanu, w którym ten obiecałby mu każdą nieskończoność, jakiej Vakel sobie zażyczy.
Cóż, Trelawney był ambitny i znał zasady gry. Teraz tylko musiał udowodnić, że cały ten czas rzeczywiście wiedział najlepiej.
Przez pierwszych kilka pocałunków odpowiadał jedynie na to, co od niego dostawał; zbyt pochłonięty tą nową bliskością między nimi. Smakował miękkość warg, poznawał ich rytm i dopiero gdy poczuł się pewniej, zaczął wtasowywać swoje własne coraz bardziej chciwe pocałunki pomiędzy te, które składał na jego ustach Vakel.
Pozwolił mu się prowadzić, podążył za nim, gdy Dolohov cofnął się w głąb łóżka. Gdy Peregrin został odsunięty, z jego ust uciekło ciche westchnienie brzmiące pomiędzy rozczarowniem a wyrzutem, lecz nie opierał się i przełożył na plecy. Miał wrażenie, że jego serce bije tak mocno, że obija się o żebra, odginając je i odznaczając się pod cienkim materiałem letniej koszuli, a choć to było tylko wrażenie, zdradzały go inne elementy. Przesunął biodrami po materacu, poprawiając pozycję ruchem nieco zbyt intensywnym, aby to było tylko to. Jego usta pozostały lekko rozchylone, jakby wciąż na coś czekały. Nie mógł oderwać oczu zawieszonych w wyrazie oniemiałego zachwytu od górującego nad nim Vakela. Ręką odnalazł kolano dociskające go do łóżka, obrysował kciukiem staw, po czym jego palce rozsypały się na udo, aby zwiedzić je, stopniowo wędrując coraz dalej. Gdy natafiły na krawędź szlafroka, wsunął pod niego nieśmiało same koniuszki palców, nim powrócił na przetarte chwilę wcześniej ścieżki.
— Taki koniec widzisz? Kilka miesięcy temu powiedziałem ci, że nigdzie nie znikam. Nie cofam tego. — Uniósł dłoń, tym razem sięgnął nią ku szyi Dolohova. Delikatnie sunął opuszkami zza ucha, w dół, na obojczyk, po którym dotarł do odsłoniętego barku, aby badać kolejne granice szlafroka. — Smakujesz… Chciałbym umieć wytworzyć coś takiego w wyobraźni.


źródło?
objawiono mi to we śnie
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Peregrinus Trelawney (3390), Vakel Dolohov (3683)




Wiadomości w tym wątku
lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Vakel Dolohov - 30.11.2024, 11:32
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Peregrinus Trelawney - 03.12.2024, 01:36
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Vakel Dolohov - 05.12.2024, 13:56
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Peregrinus Trelawney - 07.12.2024, 14:14
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Vakel Dolohov - 09.12.2024, 01:14
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Peregrinus Trelawney - 10.12.2024, 22:47
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Vakel Dolohov - 11.12.2024, 01:34
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Peregrinus Trelawney - 12.12.2024, 13:23
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Vakel Dolohov - 13.12.2024, 00:19
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Peregrinus Trelawney - 15.12.2024, 17:12
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Vakel Dolohov - 16.12.2024, 16:03
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Peregrinus Trelawney - 22.12.2024, 02:49
RE: lato 1972, 16 sierpnia // sososorry - przez Vakel Dolohov - 01.01.2025, 19:11

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa