A był spięty, owszem. Bo po raz pierwszy w życiu znalazł się w tak zwyrodniałym i odrzucającym miejscu jak to. Ciężko mu było sobie wyobrazić, a może po prostu nie chciał sobie tego wyobrażać, że ktokolwiek mógł tutaj przychodzić kierowany przez własne libido. Jak oślizgłym dewiantem trzeba się stać żeby stwierdzić, że to jest odpowiednie miejsce na zaspokojenie swoich łóżkowych pragnień? Niezłą sobie McKinnonowie znaleźli niszę na prowadzenie biznesu rodzinnego. Będąc prowadzonym przez Rosie do ustronnego pokoiku, uważnie przyglądał się każdej napotkanej osobie, starając się zapamiętać każdą miniętą twarz. Chciał zapamiętać komu w przyszłości nie powinien podawać ręki, a już na pewno nie robić żadnych interesów z żadną z tych osób, która korzystała z usług tego urokliwego miejsca. Skrzatów nawet by tu nie trzymał, a co dopiero wpuścić tutaj dziecko.
Nawet nie zamierzał prostować jej pyskowania. Bo jego własne podejście do przebywania w tym miejscu uważał za jak najbardziej na miejscu. To ona była popierdolona, że była z tym już do tego stopnia oswojona, że nie robiło to na niej żadnego wrażenia. Co z tego, że się tutaj wychowała. Wciąż było to tak parszywe, oślizgłe i obrzęknięte najprawdziwszą niegodziwością miejsce, że nikt o zdrowych zmysłach nie powinien potrafić czuć się komfortowo. Niewiarygodne jednak, że nawet z takiego okropnego miejsca jak to, potrafiła wyrosnąć tak śliczna buźka jak jej. Kiedy ta wojna już się skończy tak jak to przewidywał, to Kościany Zamtuz będzie pierwszym miejscem które zniknie, za jego sprawą. Wyparuje w nicość ten burdelik razem ze wszystkim co można znaleźć w jego wnętrzu.
Tymczasem nie omieszkał skorzystać z pomocy Kościanej Księżniczki i jednej z dziewcząt. Zjawiła się w końcu. Poczwara. Tak plugawa jak sobie ją wyobrażał. Do tego te imię. Zabrzmiało w uszach niebezpiecznie blisko imienia o którym wolał teraz zdecydowanie nie myśleć. - Nic z tych rzeczy. - odezwał się zaraz po Ambrosie, tonem chłodnym wycofanym chcąc zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie oczekuje od niej tego, co zwykle oczekiwać mężczyźni mieli w zwyczaju. Wstał z miejsca, stanął odrobinę z boku. - Spocznij tu, Violu. Wskazał ruchem dłoni na miejsce, które zajmował jeszcze przed chwilą. Poczuł jak gardło mu się ściska od tego zdrobnienia, ale to jedyne co mógł o niej powiedzieć szczerego i bez żadnych inwektyw. Brzydził się oddychać z nią jednym powietrzem, a co dopiero zwracać się po imieniu, ale cóż jednak. Potrzebował jej do swojego planu. Szczęście, że miał na dłoniach rękawiczki, których używał nawet latem, by nie zdradzić Zimna swojego ciała. Dotknął nie-martwej kobiety za ramię bliżej niego, w zamyśle chcąc zachęcić ją do spoczęcia na fotelu, wtem jednak zmroziło go na wskroś. To samo ramie opadło na ziemię, jakby było przyklejone do jej ciała wyłącznie na dobre chęci. Na słowo działało i na słowo przestało, najwidoczniej. Odwrócił wzrok, skręcając kark w drugą stronę w jeszcze większym uczuciu obrzydzenia, niż do tej pory. Chyba nawet poczuł jak treść żołądka podniosła mu się niebezpiecznie wysoko. Uspokoił się jednak szybko, nie komentując tego zdarzenia w żaden sposób. Najlepiej zapomnieć o tym jak najszybciej. - Na początek zamknij oczy, odpręż się i opowiedz mi coś o sobie. Zwrócił się ze swoją pierwszą prośbą, choć prosić wcale nie zamierzał. Po prostu chciał odwrócić jej uwagę od tego, co zamierzał zaraz zrobić. Dał jej odpowiednio długą chwilę, żeby oswoiła się z tym poleceniem i całą sytuacją. Chociaż być może to miała też być chwila dla niego, żeby odpowiednio skupić się na tym co zamierzał. Właściwie nie przysłuchiwał się zbyt uważnie w to co mogła mu opowiedzieć martwa kobieta, nie interesowało go to w żaden sposób.
Wyciągnął różdżkę. Rękę miał jednak swobodnie opuszczoną przy biodrze, choć palce zaciskały się na rękojeści. Zamknął oczy. Wspomnieniami cofnął się prawie dwa miesiące wstecz, do dnia 1 maja, do wydarzeń z Beltane. Wrócił pamięcią do momentu kiedy stał nad wirem kołującej mocy Limbo, gdzie stał u boku Lorda Voldemorta. Przypomniał sobie moment w którym czerpał energię ze źródła w zaświatach. Starał się odtworzyć wewnątrz siebie te zdarzenie, przypomnieć sobie co wtedy czuł, w jaki sposób to czuł. Poruszyć w sobie to coś co ze sobą zabrał, to z czym stamtąd wrócił. Dopiero kiedy uznał, że odnalazł te wibracje postarał się odwrócić tamten proces. Otworzył oczy i wycelował różdżkę w Violettę z zamiarem rzucenia zaklęcia nekromancji Exumai, jednak starając się wykorzystać tą energię z której zaczerpnął ze źródła w zaświatach. Chciał osłabić siedzącą przed nim gnijącą dziewczynę z mocą całej swojej odrazy którą do niej czuł.
dwie próby Exumai na nieumarłej kurwie przy użyciu nekromancji, za pomocą energii zaczerpniętej ze źródła w zaświatach
Sukces!
Sukces!