To przesadne nadużycie. Czego jak czego, ale ambicji to mu nie brakowało. W dążeniu do ich realizacji, był skłonny do odcięcia się od spraw, a nawet osób które tylko niepotrzebnie odciągały jego uwagę od spraw ważnych. Najważniejszych. Poświęcenie cząstki siebie. Dzień po dniu, organicznej pracy, rekrutowaniu i gromadzeniu wszystkiego co najważniejsze. Dla realizacji wyższej idei, czegoś co było lepsze nawet od niego samego, coś przed czym potrafił się pochylić czoła. Loretta, miłość, bliżsi i dalsi, wszystko musiało poczekać jeśli Czarny Pan wzywał. I to ona będzie wystawiać mu rachunek na ambicje? Tak samo nic nie znaczyła w Londynie, jak tam skąd pochodziła. I to był ten awans społeczny dla jakiego, któraś z poprzednich edycji jebniętych Chang'ówien przepłynęła ocean? Żeby upalać londyńskich magów brudnym opium? No naprawdę, inspirująca historia, o mało co się nie wzruszył.
A to, że Borgin był w konszachtach z kim popadnie i był spokrewniony z kim tylko się dało, był faktem mu znanym. Właściwie to nie tak dawno temu miał z nim o tym pogadankę, w której jasno wzgardził jego frywolnym podejściem do trzymania się zbyt blisko z mieszaną krwią. Ostatecznie niewiele mógł poradzić ani on, ani Stanley, że Borginowie bryzgali swoim nasieniem po całym Nokturnie jak podwórkowe kundle. Co było, a nie jest nie pisze się w rejestr. Tak łatwiej było o tym myśleć i w takim tonie zamierzał to zostawić. Stanley był lepszym przyjacielem niż on, a już na pewno nie takim na jakiego zasługiwał Louvain.
A na co zasługiwała słonecznikowa cipcia? Na wiadro uryny spuszczone prosto na łeb. Przynajmniej była dobrym przeciwnikiem, takim który trochę bardziej go angażował. Bo zamęczanie takiej Ambrosie, no cóż. Potrafiło być rozczarowujące, kiedy tak słabo stawiała opór. Za to nikt jak jego zabaweczka. Nikt nie cierpiał piękniej na świecie. A Maeva mogła wziąć z niego przykład i również postarać się bardziej popracować nad swoim emploi. Może gdyby była odrobinę ładniejsza z buźki to mógłby jej darować. Bo ślicznej kobiecie można było nawet odpuścić. A parchate cipolizy z pizdą w poprzek należało traktować butem.
Zastrzyk adrenaliny uderzył w potylicę. Kolejny cios na głowę okazał się znowu niecelny. Jakaś nieforemna ta piszcząca riksza, ciężko ją trafić. Kopniak był na szczęście bardzo celny, dobrze zrobił ubierając ciężkie buty. Może i źle się w takich biegało, ale on nie zamierzał nigdzie uciekać. Widok pochylonej przed nim złośliwej kurewki z palarni był krzepiący. Na tyle, że na moment przestał czuć ból w oku po tym frajerskim dźgnięciu. Zaśmiał się złowrogo, bo takich uniżonych gestów właśnie od niej oczekiwał. - Przeproś. Rzucił chłodno widząc ją bliżej parteru, niż stójki. A potem rzuciła mu się do spodni. Czyżby była to samospełniająca się przepowiednia? Czy wystarczyło lesbijce trochę wjebać, żeby w końcu rzuciła się do rozporka? Zaskoczył go ten ruch, odrobinę. - Najpierw powiedz tatusiu.. Odpowiedział ironicznie widząc jak chwyta za kieszeń jego spodni i najwyraźniej próbuje go rozebrać, albo ściągnąć do podłogi. Nawet jeśli chodziło o spontaniczny reboot systemu i przywrócenie skośnej pusi do ustawień fabrycznych to wciąż jej nie ufał. Chang nawet jak śpi to kłamie. Dlatego wymagana była natychmiastowa reakcja. Cios kolanem na twarz. Być może to nauczy ją odpowiednich manier. Bo nawet jeśli był super ciachem, to wciąż trzeba było go pytać o zgodę, a nie dobierać się tymi wstrętnymi łapskami. A potem na dokładkę ojcowski plaskacz na twarz, żeby trochę ostudzić jej temperament. Przy okazji, może trochę ogłuszyć. Swojego tatusia pewnie nigdy nie widziała na oczy, to w ramach sprawy pro bono z chęcią nauczy ją jak kiedyś mężczyźni przywracali niesforne dziewczęta do porządku, kiedy świat jeszcze był normalny, a nie pojebany.
kolano w twarz
Sukces!
płaski z otwartej w buźkę
Sukces!