Spokój to rzecz względna. Czasem możemy powiedzieć, że w sumie - rzecz nabyta. Nabywasz ją wraz z wiekiem, bo tylko ten wiek dzieli cię od konieczności spędzania każdej wolnej chwili w domu, przy spódnicy matki, która będzie rozpieszczać swoje ulubione dziecko, albo kręcić palcem przed twoim nosem, kiedy coś przeskrobiesz. W końcu przez ten wiek dobrowolnie sobie odbieramy możliwość spoczynku stałego - przynajmniej tego oprócz śmierci. Albo? Przecież czasem wystarczy dobrowolnie (o własnych nóżkach) przyjść na Noktur jako śliczny chłopiec o znanym obliczu, żeby zyskać wpierdol. Może (choć nie musi!) doprowadzić on w ciągu późniejszym do interakcji pogrzebowych twoich bliskich. Jeśli będziesz wystarczająco popierdolony, to i sam się swoim pogrzebem zajmiesz. Matko świeć nad duszą tych, którzy spraw swych nie załatwili i... jako dusze powrócili.
Spokój był rzeczą nabytą w życiu Sauriela - a Louvaina? Urocze liściki wysyłane sobie potajemnie z Mrocznym Panem i Władcą z całą pewnością umykały poglądowi spraw oderwanych od nerwów. Ledwo co pożegnali wspaniałego Chestera Rookwooda, Sauriel umknął z rodzinnej posiadłości, a już przyszło go szukać. Kiedy nie wiesz, gdzie ktoś mieszka, to szukasz go - gdzie? Ano najlepiej tam, gdzie odcisk jego łap był najbardziej wyraźny. Louvain postanowił dobrowolnie nabyć niepokój. To też ważne - tak poświęcić się dla sprawy. Z takim oddaniem. Z taką, a co! - PASJĄ!
Nie musisz lubić wszystkich ludzi, żeby ich szanować.
- ... noo, się kręci jakiś pedałek-cynamonek po ulicy, Kocie... - Nie musisz też wszystkich lubić, żeby ich słuchać. Co więcej - nie musisz ich nawet szanować.
Sauriel nadstawił swojego ucha i obrócił głowę w stronę mężczyzny, którego powieka latała w nerwowym tiku. Zazwyczaj takich dzielono na klientów exclusive (i każdy wiedział, o co chodzi), na Malfoyów, na poszukiwaczy szczęścia, albo na tych, co właśnie nieszczęścia szukali. Louvain był tym ostatnim. Skoro szukał Sauriela to... a nie, wróć. No przecież, no tak! Skoro szukał Sauriela, to przecież szukał kociego szczęścia.
- Co za pedał?
- No, ten od tej z kart, bliźniaczek-braciszek... - Mężczyzna podniósł na Sauriela swój szczury ryj i pokazał rząd nierównych zębów. Odraza? A skąd. Do odrazy było tutaj daleko. Nie takie rzeczy widziane były na Głębokich Ścieżkach, żeby przeżywać czyjeś brązowe zęby, które błagały o bycie uratowanymi przez... cokolwiek - nawet i wyrwanie. - Te, co sam wyciągłeś, chuju... - uśmiech się pogłębił - Leestrangeee...
Louvain mógł więc robić kilka rzeczy w tej przeklętej, zapomnianej dzielnicy miasta. Mógł na przykład... szukać zaginionego kota. Albo zdecydował, że pora na nową dziarę - czas być złym chłopcem, bunt, rebelia, niech rodzina wie! A jeśli nie wie, to niech się dowie! Taką to rzeczywistość miał ten Czarny Ptak przed sobą, że jego cień ogarniał zadziwiająco wiele istnień. Na własną rodzinę o zgrozo) również mógł paść.
Czuł na sobie spojrzenie? Spojrzenia? Lepkie jak miód, do którego wsunąłeś palce, a potem próbowałeś przesunąć nimi stronice książki. Niektórych dzieł już nie poznasz i nie odkryjesz ich sekretów - zniszczona fatamorgana historii przez własną zachłanność dobijała ćwieki do tej trumny. Sauriel nie potrzebował się rozglądać, żeby wiedzieć, że na Louvainie teraz były utkwione nie tylko jego oczy. A on sam nie podszedł od razu. Czujesz? To ta ulica miasta, która żyje, pulsuje pod nogami, jest jak żyła, przez którą przeciekał mrok tego śmierdzącego ludzką zgnilizną miasta, a każda krwinka w niej to człowiek na drodze przeklętej. Każdy. Włącznie z Tobą, Panie Lestrange.
- Czeeść Przystojniaku. - Sauriel wyłonił się z mroku uliczki, widząc już całkiem wyraźnie, że Louvain się tutaj zagubił. Wchodząc w drogę komuś, kto być może chciał pomóc pozbawić go sakiewki - kimkolwiek był tamten gość grzecznie ustąpił drogi kocim łapom. - Często tutaj przychodzisz? - Wyciągnął jeden kącik ust w górę, robiąc kolejny leniwy krok w stronę mężczyzny, by stanąć na granicy światła i mroku i kamienicy. Przesunął czarnymi oczami z dołu w górę po jego sylwetce, a tkwiło w tym lekkie rozbawienie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.