26.01.2023, 06:47 ✶
Zwracał się tylko i wyłącznie do Longbottoma, będącego jedyną osobą w tym gronie, od której oczekiwał odpowiedzi. Reszta miała zachowywać milczenie. Patrząc na to, że trzy osoby postanowiły się przed nim wypowiedzieć, to nawet tego nie potrafiły zrobić jak należy. W pierwszej kolejności spojrzał z nieprzyjemnym grymasem na twarzy na swoją, pożal się Merlinie, partnerkę. Od niej będzie wymagać najwięcej. Dopiero potem przeniósł spojrzenie na Brennę Longbottom i Mavelle Bones.
— Wood, jak sama zauważyłaś, jesteś podwładną. Tak samo, jak Brenna Longbottom i Bones. Nie jesteście upoważnione do kwestionowania moich zastrzeżeń co do kwestii zarządzania ani oceniania mojego zachowania. Jesteście od wypełniania zleconych wam obowiązków, czym zajmiecie się gdy skończę rozmawiać z Longbottomem. Nie jesteście w Biurze Brygady, aby decydować wspólnie. Zrozumiano? — Zwrócił się od razu do trzech czarownic, wypowiadając każde słowo twardym i chłodnym głosem. Nie odwzajemnił tego uśmiechu. Wood, która w jego oczach była żółtodziobem. Brenna Longbottom, która nie potrafiła trzymać języka za zębami i najwyraźniej wmieszała się w to, bo skrytykował metody jej brata oraz uważała, że ich głos ma jakieś znaczenie dla sprawy. Najwyraźniej przez te wszystkie lata BUM zszedł na psy i trzymali tam ludzi nienadających się do służby oraz pozwalali im na zbyt wiele. Ktoś powinien się za nich zabrać i zrobić porządek. Ostatnia była Bones, która myślała podobnie co tamte dwie czarownice, kwestionując łańcuch dowodzenia. Lonbottomowi mogli wchodzić na głowę.
Oczekiwał od nich, że zamkną jadaczki i wezmą się za wypełnianie powierzonych im obowiązków. Powinny zdawać sobie sprawę, że jakakolwiek próba odmówienia wykonania danego polecenia będzie wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Na tym zamierzał zakończyć tę dyskusję, chyba, że któraś z nich się w porę nie zamknie. Jest Aurorem starej daty, ale za to skutecznym biorąc pod uwagę staż jego pracy i dotychczasowe osiągi. Jego przełożeni dobrze wiedzieli, jak pracuje i że działał skutecznie, gdy już się za coś brał. Będzie musiał spróbować poruszyć ten temat z przełożoną. Jego zdaniem tu nie było miejsca miejsca na jakiekolwiek sentymenty ani kompromisy. Gdyby przejmował się tym, co każdy o nim myśli to przestałby żyć.
— Możesz się nie zgadzać z moimi metodami, Longbottom. Nie sposób się nie zgodzić co do naszej nieomylności, jednak po to zostaliśmy wyznaczeni na to stanowisko. Od swoich podwładnych oczekuję tego, aby trzymali się zakresu swoich obowiązków oraz posłuszeństwa z ich strony — Stwierdził z przekonaniem do słuszności stosowanych przez niego metod. Dotąd te go nie zawiodły, choć nie wszystkim mogą się one podobać. Postawił sprawę jasno. Oczekiwał, że będą chodzić jak w zegarku. — Jak już wcześniej zauważyłem, są tutaj by wypełnić powierzone im obowiązki podczas przygotowań do obchodów Beltane — Niejako odniósł się do swoich wcześniejszych słów, podtrzymując ich zasadność. Czy taki był zamysł dowództwa? Trudno jednoznacznie to określić. Nawet, jeśli inaczej to postrzegał, to jednak tutaj był obecny. Na poparcie jego metod działało również to, że ograniczenie wolności słowa prawie wszystkich tu obecnych osób znacząco usprawniało ten proces planowania. Ustalenie przydziału tras na poszczególne duety zajęło mu tyle, ile odszukanie w pamięci kto z Aurorów ma Fale i oszacowanie tego wraz z przedłożeniem konceptu drugiemu liderowi.
— To coś, czego raczej nie przeskoczymy i zostają tylko półśrodki jak inne sygnały albo obieg informacji tradycyjnymi metodami — Przytaknął na spostrzeżenia Erika odnośnie tamtego duetu. Po raz kolejny posłał Hardwickowi nie mniej pogardliwe spojrzenie. Ten szlamowaty czarodziej najwyraźniej wpadł w jakiś bojowy nastrój. Pozostali również zdawali się być poruszeni jego stosunkiem do tego Aurora, a przecież nawet nie nazwał go szlamą.
— W kierunku linii lasu powinno być o wiele lepiej — Przystał na słowa drugiego lidera. Teraz drogi ewakuacyjne oraz rozłożenie patroli powinny stanowić zgrabną całość.
— Jeśli wszystko zostało już omówione to możecie się rozejść i skupić się na swoich obowiązkach — Stwierdził, tym razem spoglądając na wszystkich zebranych. Sam miał zamiar przemierzyć trasę przed swoim patrolem oraz pomóc przy tych drogach ewakuacyjnych.
— Wood, jak sama zauważyłaś, jesteś podwładną. Tak samo, jak Brenna Longbottom i Bones. Nie jesteście upoważnione do kwestionowania moich zastrzeżeń co do kwestii zarządzania ani oceniania mojego zachowania. Jesteście od wypełniania zleconych wam obowiązków, czym zajmiecie się gdy skończę rozmawiać z Longbottomem. Nie jesteście w Biurze Brygady, aby decydować wspólnie. Zrozumiano? — Zwrócił się od razu do trzech czarownic, wypowiadając każde słowo twardym i chłodnym głosem. Nie odwzajemnił tego uśmiechu. Wood, która w jego oczach była żółtodziobem. Brenna Longbottom, która nie potrafiła trzymać języka za zębami i najwyraźniej wmieszała się w to, bo skrytykował metody jej brata oraz uważała, że ich głos ma jakieś znaczenie dla sprawy. Najwyraźniej przez te wszystkie lata BUM zszedł na psy i trzymali tam ludzi nienadających się do służby oraz pozwalali im na zbyt wiele. Ktoś powinien się za nich zabrać i zrobić porządek. Ostatnia była Bones, która myślała podobnie co tamte dwie czarownice, kwestionując łańcuch dowodzenia. Lonbottomowi mogli wchodzić na głowę.
Oczekiwał od nich, że zamkną jadaczki i wezmą się za wypełnianie powierzonych im obowiązków. Powinny zdawać sobie sprawę, że jakakolwiek próba odmówienia wykonania danego polecenia będzie wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Na tym zamierzał zakończyć tę dyskusję, chyba, że któraś z nich się w porę nie zamknie. Jest Aurorem starej daty, ale za to skutecznym biorąc pod uwagę staż jego pracy i dotychczasowe osiągi. Jego przełożeni dobrze wiedzieli, jak pracuje i że działał skutecznie, gdy już się za coś brał. Będzie musiał spróbować poruszyć ten temat z przełożoną. Jego zdaniem tu nie było miejsca miejsca na jakiekolwiek sentymenty ani kompromisy. Gdyby przejmował się tym, co każdy o nim myśli to przestałby żyć.
— Możesz się nie zgadzać z moimi metodami, Longbottom. Nie sposób się nie zgodzić co do naszej nieomylności, jednak po to zostaliśmy wyznaczeni na to stanowisko. Od swoich podwładnych oczekuję tego, aby trzymali się zakresu swoich obowiązków oraz posłuszeństwa z ich strony — Stwierdził z przekonaniem do słuszności stosowanych przez niego metod. Dotąd te go nie zawiodły, choć nie wszystkim mogą się one podobać. Postawił sprawę jasno. Oczekiwał, że będą chodzić jak w zegarku. — Jak już wcześniej zauważyłem, są tutaj by wypełnić powierzone im obowiązki podczas przygotowań do obchodów Beltane — Niejako odniósł się do swoich wcześniejszych słów, podtrzymując ich zasadność. Czy taki był zamysł dowództwa? Trudno jednoznacznie to określić. Nawet, jeśli inaczej to postrzegał, to jednak tutaj był obecny. Na poparcie jego metod działało również to, że ograniczenie wolności słowa prawie wszystkich tu obecnych osób znacząco usprawniało ten proces planowania. Ustalenie przydziału tras na poszczególne duety zajęło mu tyle, ile odszukanie w pamięci kto z Aurorów ma Fale i oszacowanie tego wraz z przedłożeniem konceptu drugiemu liderowi.
— To coś, czego raczej nie przeskoczymy i zostają tylko półśrodki jak inne sygnały albo obieg informacji tradycyjnymi metodami — Przytaknął na spostrzeżenia Erika odnośnie tamtego duetu. Po raz kolejny posłał Hardwickowi nie mniej pogardliwe spojrzenie. Ten szlamowaty czarodziej najwyraźniej wpadł w jakiś bojowy nastrój. Pozostali również zdawali się być poruszeni jego stosunkiem do tego Aurora, a przecież nawet nie nazwał go szlamą.
— W kierunku linii lasu powinno być o wiele lepiej — Przystał na słowa drugiego lidera. Teraz drogi ewakuacyjne oraz rozłożenie patroli powinny stanowić zgrabną całość.
— Jeśli wszystko zostało już omówione to możecie się rozejść i skupić się na swoich obowiązkach — Stwierdził, tym razem spoglądając na wszystkich zebranych. Sam miał zamiar przemierzyć trasę przed swoim patrolem oraz pomóc przy tych drogach ewakuacyjnych.