Nóż za koszulą czasem był wystarczającą wkupną, żeby przejść po tych ulicach bezpiecznie. Inną walutą była platyna włosów - tak charakterystyczna, że nie pomylisz ją z żadną inną. To krew wołała do krwi - ta zaś, w swojej czerwieni, znała smak tych alejek, a ich mieszkańcy pamiętali jej zapach, znali jej cenę. Wybierz jednak taki wstępniaczek, dzięki któremu opłata będzie tylko gospodarczym pragnieniem drobnych przedsiębiorców zarejestrowanych na Nokturnie. Rzecz bardzo prosta, już neandertalczycy musieli ją znać. Stał chłop z kosą w ręku i wpuszczał znajome gęby do jaskini. Wpuszczał też te gęby, które powiedziały uga buga. W wolnym tłumaczeniu - znam twojego starego.
Louvain z całą pewnością znał Erika Rookwooda, ale jego akurat by tutaj nie spotkał. Nie poza konkretnymi biznesami, które mógłby tu załatwiać, a te zaś też tylko pod pewnymi przykrywkami, z konieczności, bez tej złotej karty klienta, która... cóż, powiedziałbym, że która gwarantowała wstęp, ale przecież gdyby ktoś tutaj taką miał to zaraz by go z niej okradli... czyy nie tak? Saurielowi daleko było do dumania nad tym, czy Louvain tutaj był z jakichś rodzinnych spraw - o to się nie martwił. Może z frustracji wymuszonego rozwodu na Victorii? Nigdy nie był na tyle ambitny, żeby uczyć się tych koligacji rodzinnyh - nazwisko zobowiązywało. Jak zobowiązało ostrze pod koszulą, mocne pięści, albo platyna włosów. Sęk w tym, że nawet jeśli te dwie pierwsze wystarczą to nadal trzeba je wprawić w ruch. Nagle ta sława potrafiła mieć całkiem negatywne odcienie. Dziwne. Przecież Louvain Lestrange nosił ciemność jak najpiękniejszą z szat.
Figura retoryczna została odebrana pozytywnie - poradziliśmy sobie z ociepleniem relacji bez używania obu wymienionych czynników fizycznych. Jednak to wkraczanie na "twoją starą/twojego starego" działało niezmiennie tak samo skutecznie. Sauriel uniósł jeden kącik ust ku górze. Punkt, w którym wzywamy dumny szacunek na piedestał został bardzo szybko przeskoczony - przynajmniej ten w słowie. Grzecznościowe dylematy podeptane na tych obszczanych uliczkach brukowych - doprawdy, pasowało to do spotkania dwójki degeneratów niby z tego samego, a jednak z różnych światów. Ach nie... moment. No tak, przecież to figura retoryczna. Więc nie ważne - nasza cynamonowa bułeczka podeptała tylko bruk. Na szczęście Sauriel nie był na tyle sprytny, żeby na to wpaść, więc odebrał to jak na Kota przystało - po swojemu. A w jego świecie ta "figura retoryczna" była klasycznym żartem o twojej matce.
Nie było żadnego odszczeknięcia ani żartu zwrotnego. I nie było to też nic nowego - chimeryczne, Kocie humory sprzyjały utykaniu gęby i lenistwu snującego się jak gęsty dym z komina między tymi uliczkami. Czy to nie dym można obwinić za zagubienie się na Nokturnie? Gdyby nie dym, cały obraz świata lśniłby jaśniej i wyraźniej w zimnych, czarnych oczach.
- Co kurwa... - Prychnął z rozbawieniem i niedowierzaniem mężczyzna robiąc już swój ruch. Przechodząc z obserwacji do działania. Zrobił pół kroku, sięgnął już za zbyt duży płaszcz, w którym się przygarbiał - w półcieniach ciężko stwierdzić, czy z powodu gotowości do walki, czy może dlatego, że tak go już wykrzywiła natura. Bez znaczenia - w końcu onyks już kalkulował, że jeśli ktoś miałby mu być ortopedą to właśnie on. Nastawiłby plecki, a jednak wybór został bardziej przesunięty - w stronę testu...
Sauriel oderwał ślepia od Louvaina i spojrzał na złodzieja. Syknął. Prawie jak rasowe zwierzę - krótko, ostro, obnażając kły. Ruch został przerwany. W rozbawieniu pojawiła się niepewność. Zawieszenie zakończyło się w grzecznym cofnięciu nogi.
- Ciebie moja stara nie zapraszała, więc słyszałeś pana. Wypierdalaj. - Czy brzmiało to strasznie? Brzmiało leniwie. Sauriel mógłby jeszcze ziewnąć, albo zacząć oglądać swoje paznokcie, ale nic takiego się nie stało, kiedy mężczyzna bez słowa, choć z wahaniem, cofnął się o dwa kroki i zniknął w uliczce. Wtedy dopiero pusta otchłań oczu Czarnego Kota wróciła do piękna obsydianu, który zachwycił swoją obecnością te brudne uliczki. - Jak się chciałeś ponapierdalać wystarczyło poprosić, Lovelasku. - Przesunął językiem po kle. - Z tobą chętnie pouprawiam homoerotyczne zapasy na bruku. - A teraz te kły wyszczerzył w wilczym uśmiechu. - Czego Dusza pragnie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.