31.12.2024, 14:12 ✶
Gdy zapytał o różdżkę, drgnęła. Odpowiedziała mu na to pytanie, lecz czuła się w obowiązku, by powtórzyć swoje poprzednie słowa. Nie uważała tego, że nie zabierała jej wszędzie, za głupotę. Raczej za przejaw... Cóż, być może roztrzepania. Oczywistym było, że zwykle miała ją w kieszeni czy to spodni, czy to kurtki, lecz po co jej różdżka w Dolinie Godryka, w której w każdej chwili mogła wpaść z nią na mugoli?
- W Dolinie Godryka mieszkają mugole, przecież wiesz - powiedziała cicho, na powrót spuszczając wzrok na swoje dłonie. Jedna ze skórek została pociągnięta do ostateczności: jeszcze jedno skubnięcie, a z ranki zacznie płynąć krew. Powstrzymała więc naturalny odruch, by dokończyć dzieła, i westchnęła głośno. - Nigdy jej nie biorę na zakupy. Zabrakło mi szynki i masła, nic wielkiego. Miało mnie nie być góra pięć minut. Nieopodal mam sklepik, w którym są dobre ceny. [b]- Nie jestem z Brygady Uderzeniowej, żeby mieć się zawsze na baczności, Hugo. Dolina wcale nie jest taka niebezpieczna, to Knieja... To wy nas bronicie przed tym, co się tam kryje.
Głos jej zadrżał, bo do tej pory właśnie tak myślała: że nie potrzebuje żadnej ochrony, bo Ministerstwo doskonale sobie radzi z trzymaniem tego, co zalęgło się w puszczy, z dala od siedziby ludzi. Czas i ostatnie wydarzenia pokazały jej jednak, że bardzo się myliła. Faye potarła nasadę nosa opuszkami, chcąc rozmasować stres, który wciąż ogarniał jej ciało.
- Nie pomyślałam. Gdybym wiedziała, że jest aż tak źle, to po pierwsze nie kupowałabym latem pięterka w domu, w którym teraz mieszkam. Myślałam, że macie wszystko pod kontrolą, nie było mnie w Anglii przez dłuższy czas. Nie wszystkie informacje do mnie docierały - wyjaśniła najlepiej jak umiała. Wróciła latem do Anglii, nie wiedziała o wielu rzeczach, które się w tym czasie wydarzyły. Nie miała głowy do tego, by śledzić wszystkie informacje, gdy była poza krajem. - Ale to wyjaśnia, czemu cena była tak okazyjna.
Dodała mrukliwie, marszcząc brwi. Stało się jednak, nie przeprowadzi się: nie miała już pieniędzy nawet na wynajem. A do rodziców wracać nie zamierzała.
- Traumatyczne? Hugo, nie wiem co się stało. Nigdy mi się to nie zdarzyło, ja... Nie wiem - głos znowu jej zadrżał, podobnie jak dłonie, które teraz zacisnęła na krawędzi stołu, by opanować niekontrolowane ruchy rąk. Widać po niej było, że to właśnie ta niekontrolowana przemiana w głównej mierze zaprzątała jej myśli. - Nie potrafię tego wyjaśnić. Zawsze pilnuję pełni, na dzień przed wracam do Szkocji, do rodziców, macie to zapisane w rejestrze. Jestem dobrym człowiekiem, Hugo, nie miałam nawet szansy, by spróbować to powtrzymać.
I to był chyba największy problem. To coś nie dało jej wyboru - mogła tylko uciekać, lecz i tak uciekała w jednym, konkretnym kierunku. Nie miała tak naprawdę wpływu na to, w jaki sposób i gdzie się przemieniła, tak samo jak nie miała wpływu na to, gdzie pędziła, by się ukryć.
- Wyszłam z domu. Zdążyłam przejść tylko parę kroków, jedną uliczkę. Sklep znajduje się dwie przecznice od tego miejsca. Same domki, piętrowe i parterowe. Dużo ogródków, dużo ludzi... Nie wiem, kto był tego świadkiem. Pamiętam jakąś kobietę, która zaczęła krzyczeć. I mężczyznę, którego potrąciłam, gdy biegłam. Kojarzę ich z widzenia, mówię dzień dobry jak się mijamy. Ale nie jestem z sąsiadami zbyt blisko, mieszkam tu od niedawna - starała się odpowiadać na pytania najlepiej jak umiała, ale prawda była taka, że nie zwracała za bardzo uwagi na otoczenie, a moment przemiany był dla niej bolesny podwójnie: i fizycznie, i psychicznie. - Wszystko wydaje mi się jakby za mgłą.
Dodała, kręcąc głową. Powróciła palcami do tej nieszczęsnej skórki i skubnęła ją, a na powstałej rance niemal natychmiast pojawiła się kropelka krwi.
- W Dolinie Godryka mieszkają mugole, przecież wiesz - powiedziała cicho, na powrót spuszczając wzrok na swoje dłonie. Jedna ze skórek została pociągnięta do ostateczności: jeszcze jedno skubnięcie, a z ranki zacznie płynąć krew. Powstrzymała więc naturalny odruch, by dokończyć dzieła, i westchnęła głośno. - Nigdy jej nie biorę na zakupy. Zabrakło mi szynki i masła, nic wielkiego. Miało mnie nie być góra pięć minut. Nieopodal mam sklepik, w którym są dobre ceny. [b]- Nie jestem z Brygady Uderzeniowej, żeby mieć się zawsze na baczności, Hugo. Dolina wcale nie jest taka niebezpieczna, to Knieja... To wy nas bronicie przed tym, co się tam kryje.
Głos jej zadrżał, bo do tej pory właśnie tak myślała: że nie potrzebuje żadnej ochrony, bo Ministerstwo doskonale sobie radzi z trzymaniem tego, co zalęgło się w puszczy, z dala od siedziby ludzi. Czas i ostatnie wydarzenia pokazały jej jednak, że bardzo się myliła. Faye potarła nasadę nosa opuszkami, chcąc rozmasować stres, który wciąż ogarniał jej ciało.
- Nie pomyślałam. Gdybym wiedziała, że jest aż tak źle, to po pierwsze nie kupowałabym latem pięterka w domu, w którym teraz mieszkam. Myślałam, że macie wszystko pod kontrolą, nie było mnie w Anglii przez dłuższy czas. Nie wszystkie informacje do mnie docierały - wyjaśniła najlepiej jak umiała. Wróciła latem do Anglii, nie wiedziała o wielu rzeczach, które się w tym czasie wydarzyły. Nie miała głowy do tego, by śledzić wszystkie informacje, gdy była poza krajem. - Ale to wyjaśnia, czemu cena była tak okazyjna.
Dodała mrukliwie, marszcząc brwi. Stało się jednak, nie przeprowadzi się: nie miała już pieniędzy nawet na wynajem. A do rodziców wracać nie zamierzała.
- Traumatyczne? Hugo, nie wiem co się stało. Nigdy mi się to nie zdarzyło, ja... Nie wiem - głos znowu jej zadrżał, podobnie jak dłonie, które teraz zacisnęła na krawędzi stołu, by opanować niekontrolowane ruchy rąk. Widać po niej było, że to właśnie ta niekontrolowana przemiana w głównej mierze zaprzątała jej myśli. - Nie potrafię tego wyjaśnić. Zawsze pilnuję pełni, na dzień przed wracam do Szkocji, do rodziców, macie to zapisane w rejestrze. Jestem dobrym człowiekiem, Hugo, nie miałam nawet szansy, by spróbować to powtrzymać.
I to był chyba największy problem. To coś nie dało jej wyboru - mogła tylko uciekać, lecz i tak uciekała w jednym, konkretnym kierunku. Nie miała tak naprawdę wpływu na to, w jaki sposób i gdzie się przemieniła, tak samo jak nie miała wpływu na to, gdzie pędziła, by się ukryć.
- Wyszłam z domu. Zdążyłam przejść tylko parę kroków, jedną uliczkę. Sklep znajduje się dwie przecznice od tego miejsca. Same domki, piętrowe i parterowe. Dużo ogródków, dużo ludzi... Nie wiem, kto był tego świadkiem. Pamiętam jakąś kobietę, która zaczęła krzyczeć. I mężczyznę, którego potrąciłam, gdy biegłam. Kojarzę ich z widzenia, mówię dzień dobry jak się mijamy. Ale nie jestem z sąsiadami zbyt blisko, mieszkam tu od niedawna - starała się odpowiadać na pytania najlepiej jak umiała, ale prawda była taka, że nie zwracała za bardzo uwagi na otoczenie, a moment przemiany był dla niej bolesny podwójnie: i fizycznie, i psychicznie. - Wszystko wydaje mi się jakby za mgłą.
Dodała, kręcąc głową. Powróciła palcami do tej nieszczęsnej skórki i skubnęła ją, a na powstałej rance niemal natychmiast pojawiła się kropelka krwi.