22.10.2022, 01:42 ✶
- Tobie też dzień dobry. – powiedział głośniej niż zazwyczaj. Nie wyszedł jej naprzeciw, był czymś zajęty. W innym wypadku pewnie nawet nie spotkaliby się w ogóle. Zarówno Theseus, jak i Geraldine byli bardzo zabieganymi czarodziejami. Ich praca wymagała zaangażowania w terenie. Czas trwania zlecenia uzależniony był od wielu czynników.
Mężczyzna siedział na niewielkim zydelku, wyglądał na skupionego. Był ubrany w skórzany fartuch i lekkie, usmarowane czymś odzienie. Najprawdopodobniej nie odszedł od tego co robił ani na krok. Zazwyczaj, kiedy poświęcał się pracy rzemieślniczej, czas przestawał dla niego istnieć. Umysł wchodził w niewymuszony rytm i płynął wraz z dźwiękami wydobywającymi się zza otwartych na oścież okien balkonowych.
- Zlecenie nie siadło? – zapytał już normalnym głosem, wiedząc, że prędzej czy później blondynka przyjdzie się z nim zobaczyć.
Projekt, który w tym momencie kończył miał być zdobionym pasem. Nie było to zamówienie, po prostu coś, co zwróciło jego uwagę, kiedy przechodził pasażem handlowym. W momencie, gdy Geraldine pojawiła się w mieszkaniu, zajmował się wydrążaniem dziurek w owym pasku. Za chwilę miał wstać i podejść do stołu warsztatowego, aby dokończyć żłobienia, wypolerować surowe brzegi i nałożyć wosk.
- Właściwie to cały czas byłem tutaj. – powiedział sadowiąc się na fotelu, który przysunął o dwa cale do stołu. Zerknął w jej stronę. - No... nie wyglądasz jakbyś miała dobry dzień. - dodał, Sherlock. Nauczył się, że nie powinien mówić ludziom wprost "nie wyglądasz najlepiej". Nie we wszystkich przypadkach.
Omiótł sylwetkę kobiety wzrokiem. Włosy miała w nieładzie, lepiące się lekko od brudnej wody, która pewnie nieprzyjemnie wyschła wprost na niej. Nawet jeśli Geraldine użyła jakiegoś zaklęcia, aby poradzić sobie z tą niedogodnością, niesmak było widać wprost po jej minie.
Mężczyzna siedział na niewielkim zydelku, wyglądał na skupionego. Był ubrany w skórzany fartuch i lekkie, usmarowane czymś odzienie. Najprawdopodobniej nie odszedł od tego co robił ani na krok. Zazwyczaj, kiedy poświęcał się pracy rzemieślniczej, czas przestawał dla niego istnieć. Umysł wchodził w niewymuszony rytm i płynął wraz z dźwiękami wydobywającymi się zza otwartych na oścież okien balkonowych.
- Zlecenie nie siadło? – zapytał już normalnym głosem, wiedząc, że prędzej czy później blondynka przyjdzie się z nim zobaczyć.
Projekt, który w tym momencie kończył miał być zdobionym pasem. Nie było to zamówienie, po prostu coś, co zwróciło jego uwagę, kiedy przechodził pasażem handlowym. W momencie, gdy Geraldine pojawiła się w mieszkaniu, zajmował się wydrążaniem dziurek w owym pasku. Za chwilę miał wstać i podejść do stołu warsztatowego, aby dokończyć żłobienia, wypolerować surowe brzegi i nałożyć wosk.
- Właściwie to cały czas byłem tutaj. – powiedział sadowiąc się na fotelu, który przysunął o dwa cale do stołu. Zerknął w jej stronę. - No... nie wyglądasz jakbyś miała dobry dzień. - dodał, Sherlock. Nauczył się, że nie powinien mówić ludziom wprost "nie wyglądasz najlepiej". Nie we wszystkich przypadkach.
Omiótł sylwetkę kobiety wzrokiem. Włosy miała w nieładzie, lepiące się lekko od brudnej wody, która pewnie nieprzyjemnie wyschła wprost na niej. Nawet jeśli Geraldine użyła jakiegoś zaklęcia, aby poradzić sobie z tą niedogodnością, niesmak było widać wprost po jej minie.