Nie lubił restauracji. Czy to było jakieś wielkie odkrycie, dziwiło? Jasne, czasem można tam pójść, pobyczyć się jak król na włościach, napić jakiegoś fikuśnego drinka z wysokiej półki, ale ile można? O ile nie miał nic przeciwko gadaniu z Victorią, bo gadało się dobrze, to ani atmosfera nie była swobodna, ani te ciuchy nie były wygodne, generalnie nic się nie dopinało do punktu, w którym byłoby bardziej, jakby to ująć, swojsko. A Sauriel naprawdę lubił, kiedy "swojsko" było. Dlatego też wymknął się szybciej z domu, unikając szponów matki, która chciała już go przygotować do wyjścia. W końcu syn musiał się prezentować, a gdyby zostawiła go z tym sama to pewnie zrobiłby wszystko na odlew. Miała rację - zrobiłby. Znała synka. Dlatego też w kominku nie pojawił się wystrojony w garniak wampir, a w swoim zwyczajowym ubraniu - skóra, ciężkie buciory, przetarte spodnie. A w dłoniach butelka miodu pitnego i whisky. W sensie - w jednej to, a w drugiej tamto, żeby nie było wątpliwości, że jakoś pomieszane. Nie wolno mieszać alkoholu, ta święta zasada dotyczyła wszystkich stworzeń tej ziemi, tych żyjących i tych nie-żyjących.
- Pssst, Tori. Może jakaś ucieczka z nudnych salonów? - Kobieta siedział i czytała gazetę, więc podszedł dość cichutko, ale nie na tyle, żeby ją całkowicie nastraszyć. Nie zza pleców przede wszystkim. Uniósł po swoich bokach butelki i zrobił wink wink brwiami. Te gesty i to spojrzenie mówiły same za siebie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.